menu

Chotkowski Zdzisław – To, co zostało w pamięci

Chotkowski Zdzisław – To, co zostało w pamięci

Zdzisław Chotkowski, ur. w 1934 roku, podczas wybuchu Powstania Warszawskiego mieszkał wraz z rodzicami Wacławem i Janiną Chotkowskimi oraz czwórką rodzeństwa na Woli przy ul. Staszica. 5 sierpnia 1944 roku Janina Chotkowska i jej dzieci, ocaleli z ulicznej egzekucji, zostali pognani do obozu przejściowego w Pruszkowie. Tego dnia rodzina po raz ostatni widziała Wacława Chodkowskiego, który poległ w walkach na Woli. W 2018 Pan Zdzisław Chotkowski opowiedział o swoich wojennych losach członkom rodziny, a jego wspomnienia zostały spisane i przekazane Muzeum Dulag 121.

Rodzice poznali się w Cegłowie, gdzie mieszkała moja mama, Janina Dąbrowska, a tata, Wacław Chotkowski pochodzący z Warszawy, przebywał na wczasach. Mama była Mariawitką, ale przeszła na wiarę katolicką i tam rodzice pobrali się. W 1937 roku tata, który był kolejarzem (maszynistą-ślusarzem) dostał pracę na granicy polsko-sowieckiej. Potem został przeniesiony na tereny dzisiejszej Ukrainy. Początkowo ojciec pracował przy budowie kolei, następnie w kamieniołomach w okolicach Równego. W 1943 o zbliżającej się UPA ostrzegła rodziców pewna Ukrainka, której mąż był Polakiem. Ojciec wraz z czwórką innych Polaków udali się do Niemców, którzy dali im broń do obrony, dzięki czemu mogli oni bronić się do rana, a w tym czasie mama z nami i z inną kobietą z dzieckiem uciekła na kartoflisko i tam spędziliśmy noc. Następnego dnia ludzie z UPA podpalili baraki w których mieszkaliśmy. Nam udało się dostać do kolei wąskotorowej i uciec do jakiegoś miasteczka, skąd udaliśmy się do Warszawy.

W Warszawie zamieszkaliśmy na ulicy Staszica u ciotki Maryśki, siostry mamy. Tam byliśmy do wybuchu powstania. Podczas powstania ojciec walczył na Woli. 5 sierpnia przyszedł pożegnać się z nami. W pewnym momencie do domu wpadła sanitariuszka, zawołała go i tata z nią poszedł.

Po obiedzie przyszli po nas Niemcy i zabrali nas. Ustawili nas pod ścianą. Miałem wtedy 10 lat i zastanawiałem się, gdzie najpierw mnie trafią. W pewnym momencie nadbiegł jakiś niemiecki oficer i wstrzymał egzekucję. Pognano nas – mamę w ciąży, mnie lat 10, brata Witolda lat 8, siostrę Jadwigę lat 6, brata Andrzeja lat 4 i najmłodszego, niespełna rocznego brata Pawła – do Pruszkowa. Szliśmy dwa dni.

W Pruszkowie byliśmy krótko, któregoś dnia młodych zabierano do transportu, a matkę wraz z nami wypuszczono za bramę i kazano iść na zachód. Po jakimś czasie dostaliśmy się do obozu w jakiejś miejscowości, chyba w Lesznie. Dopóki opiekowała się nami kierowniczka nie było źle, ale potem przyszły zakonnice i było bardzo ciężko. Do jedzenia dawano nam czarny, spleśniały chleb. W wyniku wyniszczenia organizmu i znęcania się psychicznego zakonnic mama urodziła bardzo słabe dziecko, którego nie była w stanie utrzymać przy życiu. Siostra zmarła tuż po narodzinach, nie nadaliśmy jej imienia. Została na zawsze w obozie.

Po wyzwoleniu, gdy kobiety z obozu rozchodziły się, jedna obiecała mamie, że odszuka Chotkowskich z Bródna i zawiadomi ich, gdzie jest mama. Wkrótce przyjechał wuj Marian i zabrał najpierw mnie, a potem resztę do Warszawy, do mieszkania babci Andzi (Anny Chotkowskiej z domu Przybysz) na ulicę Wybrańską. Było tam jednak bardzo tłoczno, ponadto z babcią i dziadkiem mieszkała siostra ojca Irena, która na skutek przeprowadzanych na niej przez Niemców doświadczeń medycznych miała ogromne problemy zdrowotne, a w końcu została sparaliżowana. Mama postanowiła zabrać nas na ziemie odzyskane, a dwóch braci oddała pod opiekę rodziny – Witold został z jej siostrą Maryśką, która zajęła się także córką młodszej siostry Danką, a Paweł z Julią Krawczyńską, siostrą ojca. Ja początkowo pojechałem wraz z resztą rodziny, jednak wkrótce przeniosłem się do Cegłowa do najstarszej siostry matki, Bronisławy Brycińskiej, która była bezdzietna.

Przez wiele lat nie wiedzieliśmy czy ojciec zginął, matka związała się z innym mężczyzną, z którym miała jeszcze 3 synów, ale nigdy za niego nie wyszła, bo mimo otrzymania aktu zgonu ojca wciąż miała nadzieję, że on wróci. Z tego co wiem, należał do AK. Jest jedną z zidentyfikowanych ofiar rzezi na Woli.

 

Powiązane hasła

”None