menu

Deportacje z Włoch pod Warszawą

Władze niemieckie obawiając się dużej koncentracji zdolnych do walki mężczyzn we Włochach, miasteczku położonych tuż za granicami walczącej stolicy, przeprowadziły aresztowania, a pod koniec sierpnia i w połowie września deportacje. Wywózka mieszkańców Włoch, głównie mężczyzn między 16 a 50-60 rokiem życia (dane źródłowe pochodzące z tego okresu są różne), miała miejsce w dwóch etapach: 26 VIII i 16 IX 1944 r. W czasie tych dwóch dni deportowano z Włoch do obozu Dulag 121, a stamtąd do obozów koncentracyjnych, ponad 4000 osób.

Historia

W momencie wybuchu Powstania Warszawskiego we Włochach koło Warszawy (obecnie dzielnica Warszawy) działał powołany w 1939 r. konspiracyjny 7 pułk piechoty „Garłuch” Armii Krajowej. Władze niemieckie obawiając się, że mieszkańcy miasteczka (w tym zakonspirowani żołnierze AK) będą próbowali przedrzeć się do walczącej Warszawy, przeprowadzili na terenie Włoch aresztowania, a w późniejszym okresie deportacje jej mieszkańców. Pierwsze aresztowania miały miejsce 6 sierpnia. O północy żołnierze SS wtargnęli do kilkudziesięciu mieszkań we Włochach i wyprowadzili z nich ok. 100 młodych mężczyzn, którzy uwięzieni zostali w siedzibie Domu Ludowego (znanym ówczesnym mieszkańcom również jako kino „Ada”). Dzięki wstawiennictwu niemieckiego burmistrza Włoch A. Gramsa, po dwóch dniach więźniów zwolniono do domów.

Pierwsza deportacja, którą przeprowadzono 26 sierpnia, objąć miała młodych mężczyzn w wieku od 17 do 35 lat. Dzień wcześniej, 25 sierpnia na terenie Włoch wywieszono podpisane przez tymczasowego Ortskommandanta, majora Policji Bezpieczeństwa Brandtstettera ogłoszenie następującej treści:

Wszyscy mężczyźni w wieku od ukończonych lat 17 do ukończonych lat 35, zamieszkujący na terenie miasta Włochy, zgłoszą się w dniu 26 sierpnia r.b. o godzinie 8-ej rano w zabudowaniach fabryki „Era” przy ulicy inżynierskiej 8, do prac nadzwyczajnych. Zabrać należy z sobą: koc, posiłek na 1-2 dni i rzeczy potrzebne do osobistego użytku. Zwolnieni od stawienia się do robót są: Lekarze, Lekarze-Dentyści, Aptekarze, oraz aktualnie zatrudnieni piekarze, rzeźnicy i pracownicy zakładów ważnych pod względem wojskowym. Niezastosowanie się do niniejszego zarządzenia będzie ostro karane.

Tymczasowy Ortskommandant, Podp Brandtstetter, Major Policji Bezpieczeństwa

Włochy, dnia 25 sierpnia 1944 r.

Na miejsce zbiórki na teren Zakładów Wytwórczych Przyrządów Pomiarowych „Era” stawiła się jednak niewielka liczba mężczyzn. Policja Bezpieczeństwa, bez wsparcia wojska czy żandarmerii, nie dysponowała siłami zdolnymi do przeprowadzenia szerzej zakrojonej akcji przeszukiwania domów. Na ulicach miasteczka przeprowadzono więc łapanki, a pojmanych mężczyzn, razem z osobami, które przybyły na miejsce zbiórki, deportowano do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie. Niestety nie znamy ich dalszych losów.

Druga deportacja była zorganizowana już ze wsparciem żandarmerii oraz wojska. We Włochach stacjonowały wówczas jednostki pomocnicze Wehrmachtu. Wspominał o nich m.in. mieszkający we Włochach Ryszard Ostalski, członek Szarych Szeregów:

Mieliśmy kontakt z Węgrami, którzy przechodzili przez Włochy i dzień czy dwa stacjonowali. Niesłychanie sympatyczny kontakt. Jakaś pani przyszła, że polskie wojsko jest we Włochach (bo mieli mundury khaki). Poszliśmy zobaczyć, co to za wojsko. Okazało się, że to Węgrzy. Drugi kontakt już był bardzo luźny. Pamiętam, uczestniczyłem w pogrzebie kogoś z mi bliskich. Trasa wiodła wzdłuż stacji kolejowej (przejazd był po wschodniej stronie stacji) i stał pociąg z żołnierzami włoskimi. Pamiętam spontaniczne zupełnie salutowanie nam przez tych Włochów i okrzyki. Szedł pogrzeb, to katolicy, wiec salutowali księdzu i pogrzebowi, potem były okrzyki sympatyczne. Prócz Kozaków, którzy byli tuż przy nas, kilka domów dalej stali żołnierze Azerowie. Skąd wiem, że Azerowie? Bo mieli czarne opaski na mundurach i napis: Azerbejdżan. (…) Była jeszcze grupa, nie wiem, czy to była kompania, myśmy ich nazywali kałmukami. To byli Tatarzy i się awanturowali. Chodzili po mieszkaniach, wyciągali dziewczyny. Komendantem wojennym Włoch był oficer łączności i był to chyba bardzo przyzwoity człowiek jak na owe czasy, chyba życzliwy Polakom. Tak że jakiegoś szczególnego terroru w tym czasie myśmy nie doznawali, poza terrorem dziczy kozackiej, azerskiej, Czeczeńców było paru. We Włochach zapisała się bardzo źle grupa Czeczeńców, którzy dopadli dziewczynę, zgwałcili, a potem zamordowali. Matka tej dziewczyny pobiegła do komendanta. Było wiadomo, gdzie on mieszka. Ten natychmiast wyznaczył sąd i patrol do aresztowania. Tamci byli pijani. W ciągu kilku godzin osądzono i szeregowych podoficerów powieszono, oficerów zastrzelono. Dziewczynce życia nie przywrócił.

Rano 16 września oddziały niemieckie i pomocnicze wojska zablokowały drogi wyjazdowe z Włoch, a na ulice miasta wyjechały oddziały Policji Bezpieczeństwa, SS oraz żandarmerii. Z głośników zamieszczonych na samochodach, tzw. „szczekaczek”, nadawano komunikat, nakazujący wszystkim mężczyznom w wieku od 16 do 60 lat pod groźbą kary śmierci stawić się do godz. 10 na plac przy stacji kolejowej. Równocześnie żołnierze rozpoczęli, często przeprowadzane w brutalny sposób, łapanki na ulicach i przeszukiwanie domów. Henryk Uchman, powstaniec warszawski wywieziony z Włoch do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, w I części publikacji „Martyrologia mieszkańców Włoch w więzieniach i obozach koncentracyjnych 1940-1945” (Warszawa 1994, s. 77.), tak wspominał moment aresztowania:

Mieszkałem przy ul. Jagiellońskiej 4. Około 6 rano do mego mieszkania wkroczył cywil w asyście dwóch żołnierzy niemieckich. Z kartki odczytał moje nazwisko i kazał się przygotować do wyjścia. Mieszkał u mnie Seweryn Pianowski – młody harcerz z Nasielska, wówczas terenu Rzeszy. Uciekł on do Włoch przed aresztowaniem, po aresztowaniu jego brata Kazimierza, magistra farmacji, którego zabrano wprost z apteki. Sewerynowi też nakazano przygotować się do wyjścia ze mną. Gdy wyszliśmy z domu zobaczyliśmy, że ten sam los spotkał i innych lokatorów naszego piętrowego domu. Pamiętam Wrońskiego, inżyniera Maksymiliana Renachowskiego, Kazimierza Ćwila. Pod konwojem doprowadzono nas na plac w parku obok stacji kolejowej. Doprowadzały nas patrole wojskowe, a ponadto przez głośniki zainstalowane na samochodach wzywano wszystkich mężczyzn w wieku do 60 lat do stawienia się, pod karą śmierci dla ukrywających się, na plac zbiórki.

Na placu obok stacji kolejowej, na terenie pobliskiego parku i wzdłuż ul. 11 Listopada (obecnie ul. Świerszcza) zgromadzono grupę kilku tysięcy osób (wg różnych źródeł od 4000 do 6000 [wg Tadeusza Osińskiego] ), które następnie – według odczytywanych ze rejestru nazwisk – ładowano do podstawionych na stację pociągów i wywożono do obozu przejściowego w Pruszkowie. Spośród nich około 3000 osób trafiło do obozu koncentracyjnego Auschwitz (transport przybył tam 17 września), pozostali do obozów: Buchenwald, Stutthof, Mauthausen i Flossenbürg. Tadeusz Osiński, jeden z deportowanych, wspominał:

I tu, niestety, zebrało się koło parku 5, może 6 tysięcy mężczyzn, których załadowano na dworcu kolejowym do pociągów elektrycznych i wywieziono do Pruszkowa, a następnie do Oświęcimia na stracenie. Mała część, bo około sześciuset wróciło w roku 1945 do Włoch. Ze Straży na wywiezionych pięćdziesięciu czterech nie wróciło dziewięciu. Przyczyną wywiezienia była podobno denuncjacja o przygotowaniach do Powstania i „zamelinowaniu broni”. Brak broni, brak kontaktów z innymi grupami, nie pozwolił na wzięcie udziału w Powstaniu żołnierzy AK z terenu Włoch, Jelonek, Piastowa, Ursusa i Pruszkowa. (…) po spędzeniu mieszkańców przez park, Niemcy zaczęli przy wrzaskach i biciu kolbami, sprawdzać dokumenty, wybierać niektórych mężczyzn z szeregów według posiadanych wykazów z nazwiskami i załadowywać do podstawionego pociągu elektrycznego na dworcu we Włochach.

Na placu był również obecny kolaborant Walenty Rokwisz, który wskazywał w tłumie osoby podejrzane o współpracę z ruchem oporu. Wskazał około 20 osób, które zabrano do siedziby gestapo na ul. Husarskiej, gdzie odbyło się przesłuchanie. Po spisaniu protokołu aresztowani wywiezieni zostali w kierunku Woli i w nieznanym miejscu rozstrzelani.

Tego dnia transporty kolejowe odchodziły z Włoch do Pruszkowa do godz. 16. Pozostałych po tej godzinie na placu mężczyzn (ok. 1000 osób) pognano pieszo do Pruszkowa, gdzie odbyła się segregacja. Spośród przybyłych wydzielono tramwajarzy i kolejarzy, którzy 17 września wywiezieni zostali do obozów pracy na terenie III Rzeszy, oraz rannych i chorzy, których wysłano do okolicznych szpitali. Resztę mężczyzn wywieziono do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen (transport przybył tam 20 września). Na terenie Włoch pozostali jedynie mężczyźni, którym udało się na czas znaleźć kryjówkę.

W okresie okupacji na terenie Włoch, których populacja liczyła wówczas około 22 tysiące osób, aresztowano i wywieziono do obozów koncentracyjnych w sumie około 6000 mieszkańców, z czego około 4000 osób podczas dwóch deportacji 26 sierpnia i 16 września 1944 r. Po zakończeniu II wojny rejestrowano ocalałych powracających z obozów koncentracyjnych. W ciągu pierwszych trzech lat po wojnie odnotowano jedynie 1000 osób, spośród tych wywiezionych z Włoch.

List mieszkańca Włoch Leona Kajaka (ur. 1908) do rodziny napisany w obozie Dulag 121, 16 IX 1944 r. Leon Kajak został wywieziony do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, jego dalsze losy nie są znane. Zbiory Anny Bęzy