menu

Kiljan Danuta – Wspomnienia z Powstania Warszawskiego

Kiljan Danuta – Wspomnienia z Powstania Warszawskiego

Kiljan Danuta z d. Kornacka, ur. w 1938 roku, w momencie wybuchu Powstania Warszawskiego mieszkała wraz z rodziną przy ul. Żytniej na warszawskiej Woli, skąd została pognana na Stare Miasto, do kościoła garnizonowego przy ul. Długiej. Po sześciu tygodniach spędzonych w jego podziemiach trafiła do obozu Dulag 121, a następnie skierowano ją do Tomaszowa Lubelskiego. Swoją relację Danuta Kilian spisała i przekazała Muzeum Dulag 121 w 2011 roku. Zachowujemy jej oryginalny styl i pisownię.

Jesteśmy rodziną siedmioosobową, od dziewięciu pokoleń z Warszawy. W okresie Powstania było nas pięcioro dzieci z dwóch matek oraz tata z mamą. Mieszkaliśmy na ul. Żytniej 29 a. W naszym domu było bardzo dużo młodzieży, która brała udział w powstaniu. Między innymi Witek Malinowski, Władek Chustecki, Stanisław Kornacki, Dzienisławicz, Danieluk i inni… Dlatego też mieliśmy częste wizyty niemców i ciągłe mordy. Za zastrzelonego jednego Niemca, mordowano pięciu Polaków. W naszym podwórku odbywały się często msze święte za zmarłych.

Podczas jednej z mszy zajechali Niemcy i wszystkich lokatorów wyprowadzili, tak jak staliśmy, na Stare Miasto. Przebywaliśmy tam sześć tygodni w podziemiu kościoła garnizonowego przy ul. Długiej 2 [prawd. mowa o katedrze polowej Wojska Polskiego Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Warszawie, dziś mieszczącej się pod numerem 13/15 – przyp. red.]. Z tego kościoła nas zabrano, wyprowadzono na ulicę. I tak, idąc ulicą Okopową, Wolską, Kolejową doprowadzono nas do pociągów towarowych. Cały czas staliśmy mocno stłoczeni w ogromnej ciasnocie w odkrytych wagonach pociągu.

Przed wysłaniem do Pruszkowa, w kościele na ul. Wolskiej dzielono nas: część na prawą stronę, do obozu niemieckiego, a po lewej dzieci, matki, ludzie chorzy, do obozu w Pruszkowie. Ja przez całe powstanie byłam sparaliżowana. Tata i mama nosili mnie na rękach, a chłopcy z naszego domu dawali mi krew, najczęściej to Witek Malinowski, 18-latek. Żaden ze znanych nam chłopców nie przeżył. Zostali rozstrzelani wcześniej, przed wyprowadzeniem nas z domów. Jak tak jechaliśmy, ludzie rzucali nam chleb, jabłka, owoce. I tak dojechaliśmy do obozu w Pruszkowie. 

Tam przebywaliśmy kilka dni. Mama z małą blaszaną puszką stała w kolejce ogromnej po trochę zupy i chleb. Spaliśmy na ziemi bez przykrycia i głodni. Mam żywiła nas kostkami cukru, które miała schowane w torebce na piersi. Po kilku dniach załadowano nas w te bydlęce wagony i puścili nas w polu koło Tomaszowa Lubelskiego. Tam rozdzielono nas na kwatery do gospodarzy.

Nie są to duże wspomnienia, dlatego, że miałam dopiero 6 lat i mniej pamiętam niż ludzie dorośli z tego okresu.

Rękopis wspomnień Danuty Kilian. Fot. z arch. Muzeum Dulag 121

Powiązane hasła

”None