menu

Lichmira Władysław – O pomocy pracowników EKD

Lichmira Władysław – O pomocy pracowników EKD

Elektryczne Koleje Dojazdowe (EKD, dzisiejsze WKD) były pierwszą w Polsce w pełni zelektryfikowaną linią kolejową, od 1927 roku łączącą podwarszawskie miejscowości z centrum stolicy. Istotną kartą w historii EKD był okres Powstania Warszawskiego. 1 sierpnia 1944 roku tuż przed godz. 17 łączność ze stolicą przerwano, jednak, pomimo trwających walk, w godzinach nocnych podesłano do Śródmieścia specjalny pociąg, aby zabrać pasażerów i pracowników EKD, którzy znaleźli schronienie w kolejowej poczekalni. W kolejnych miesiącach pociągi elektryczne wykorzystywane były przez Wehrmacht podczas akcji masowego wywożenia cywilnej ludności Warszawy do Pruszkowa – w szczególności mieszkańców z południowych dzielnic stolicy, którzy gnani byli przez Okęcie i Szczęśliwice do stacji Raków i przewożeni do stacji Tworki, skąd doprowadzano ich pieszo do obozu Dulag 121. W geście pomocy wypędzonym, pracownicy EKD rozpoczęli akcję „Raków”: na przystanku w Tworkach podstawiano puste składy, do których wprowadzano w ukryciu wygnańców, których następnie wywożono w kierunku Grodziska. Szacuje się, że przed osadzeniem w obozie uratowano w taki sposób około tysiąca osób*. Ponadto, na terenie stacji EKD Radońska utworzono Obywatelski Komitet Pomocy Uchodźcom z Warszawy, który zajmował się m.in. organizacją wyżywienia oraz noclegów dla wygnanych. Pracownicy Kolei Elektrycznych włączani byli również w działania konspiracyjne i wywiadowcze związane z obroną Warszawy przed okupantem, m.in. zbierali informacje o działaniach stacjonującej na zachód od stolicy niemieckiej dywizji im. Hermanna Goeringa. W prezentowanym tekście o konspiracyjnej i pomocowej działalności załogi EKD w okresie Powstania oraz po jego zakończeniu opowiada maszynista Kolei Elektrycznych Władysław Lichmira, ps. „Waldemar”, „Adam”, ur. ok. 1916 r., mieszkaniec Grodziska Mazowieckiego, w czasie okupacji członek Sztabu Komendy AK Obwodu „Bażant” na terenie powiatu Grodzisk Mazowiecki oraz kierownik wywiadu i kontrwywiadu Komendy AK Ośrodka „Osa”. Tekst powstał w latach 60. z okazji obchodów trzydziestopięciolecia EKD i został wydany m.in. w publikacji „Exodus Warszawy. Ludzie i miasto po Powstaniu 1944” [Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1992, T.1, s.82-84]. Zachowujemy zgodność z oryginałem.

 

W czasie Powstania Warszawskiego Polska Podziemna weszła w okres akcji „Burza”. Niemcy zamknęli dojazd podróżnych do Warszawy pociągami EKD. Zabrali przy tym dwa składy pociągów  do dyspozycji władz wojskowych, którymi to pociągami podwozili rannych Niemców i jeńców polskich z Warszawy do stacji Tworki, skąd następnie rannych odwozili do okolicznych szpitali, jeńców zaś do obozu w Pruszkowie. Dla podróżnych Polaków zezwolili na obsługiwanie linii Grodzisk – Pruszków, z tym jednak, aby podróżni i pociągi nie spotykali się z pociągami w Tworkach.

W tym czasie kierownik KW [kontrwywiadu – przyp. red.] Władysław Lichmira otrzymuje rozkaz z Komendy „Bażant” o objęcie siatką wywiadu terenu linii EKD do Warszawy z Grodziska oraz między innymi rozpracowanie stanowisk wypadowych dywizji pancernej im. Hermanna Goeringa. Dywizja ta, według informacji wywiadu, zamierzała atakować Warszawę od strony zachodniej. Nakazano również, o ile to możliwe, organizować odbicie z transportów EKD jeńców i wyprowadzoną ludność. Wykonanie tych zadań polecił „WaIdemarowi” rzecznik Sztabu Komendy Obwodu Mieczysław Buchwał-Lipnicki. W tym celu Lichmira wraz z zastępcą Władysławem Wiśniewskim, ps. „Żbik” oraz kierownikiem placówki KW w Podkowie Leśnej, Zygmuntem Karczewskim, a także wraz z Antonim Szymańskim, Stanisławem Pałaszewskim, Marianem Sobczakiem, Stanisławem Decem i Aleksandrem Szymańskim po uzgodnieniu z kierownictwem EKD zorganizowali akcję w następujący sposób: pociągi dowożące ludność do stacji Pruszków z Grodziska, które w myśl polecenia władz niemieckich miały wracać do Grodziska, jednak dojeżdżały do stacji Tworki, gdzie urządzano sztuczne manewry. Tymczasem jeńcy, to jest ludność, ustawiana w czwórki, celem odmarszu do obozu, zapełniała pusty pociąg manewrowy, którym odwożono ich w miejsce bezpieczne do Grodziska, Milanówka, Komorowa. Bywało kilkakrotnie, że z transportu liczącego około 300 osób do obozu doprowadzano cztery lub pięć osób. Konwój niemiecki składał się przeważnie z dwóch lub trzech żołnierzy Wehrmachtu. Często stosowano łapówkę zebraną od jeńców czy ludności.

W jednym wypadku obsługa pociągu manewrowego została schwytana przez esesmanów na tej robocie. Pomagał nam ekadowski spryt. Władysław Wiśniewski i Zygmunt Karczewski oświadczyli Niemcom, że pieniądze te są zebrane na Deutschrotenkreutz i że oni nie wiedzą, gdzie je przekazać, więc wręczają je żołnierzowi. W ten sposób żołnierze i nasi ludzie zostali usprawiedliwieni. W akcjach odbijania wywożonych warszawiaków brali czynny udział również następujący pracownicy EKD: Józef Smolaga, Władysław Masiak, Henryk Szletyński, Henryk Sandner, Andrzej Bieńkowski i inni. [ w innych źródłach podawani są także Andrzej Pieńkowski, Zygmunt Karczewski, Wacław Wiśniewski, Antoni Szymański** – przyp. red.]

W tym czasie, gdy dymy płonącej Warszawy zasnuwały horyzont, a dywizja Hermanna Goeringa obsadzała stanowiska wlotowe od strony zachodniej Warszawy, Władysław Lichmira wraz z grupą wyżej wymienionych pracowników EKD kilkakrotnie robili wypady wagonem EKD do stacji Raków i Szczęśliwice pod pretekstem kontroli sieci trakcyjnej. Wagonem tym podwożeni byli członkowie Komórki Wywiadowczej AK celem prowadzenia zebrania danych o translokacji dywizji Hermann Goering. W jednym wypadku robota była ułatwiona, gdy na stacji Raków przed tymi właśnie ludźmi i wagonami przedefilowała cała kolumna dywizji. Zdołano rozesłać zwiadowców na odcinek Okęcie Wola i ustalić stanowiska wypadowe dywizji, co następnie zostało przekazane Sztabowi Komendy. Niezastąpionym w tych akcjach był konduktor Henryk Szletyński jako tłumacz. Grupa ta dwukrotnie w celu zwiadowczym wkraczała do Warszawy ulicą Szczęśliwicką do ulicy Częstochowskiej. Akcja była pozytywnie i dokładnie rozpracowana. Stan liczebny i stanowiska wlotowe zostały ustalone.

W tym czasie miasto Grodzisk zaludniło się ponad stan. Z dnia na dzień przybywało ludności z Warszawy. Ulice i jezdnie zapełnione były ludźmi. Trudności z zakwaterowaniem i aprowizacją rosły niewspółmiernie. Niemcy nie troszczyli się o to. Podziemie jednak musiało znaleźć wyjście dla rozładowania sytuacji. Kontrwywiad był poinformowany, że Niemcy szykowali się do masowych łapanek i wywożenia ludności. Krótka narada w Sztabie Komendy Ośrodka i Władysław Lichmira, Marian Sobczak, Stanisław Dec zorganizowali na terenie stacji EKD Radońska Obywatelski Komitet Pomocy Uchodźcom z Warszawy, przy czym Stanisław Dec wyznaczył na koszt EKD urzędników, którzy zajęli się rejestracją uchodźców. Komitet zaś zaopatrzył ich w karty aprowizacyjne, zapewniał nocleg i wyżywienie.

Tu należy nadmienić, że EKD prowadziła dużą stołówkę dla pracowników EKD. Ekadowcy zaś na apel Komitetu ofiarowali swoje karty aprowizacyjne na rzecz uchodźców i jeńców uwolnionych przez ekadowców z transportów w Tworkach. Każdy ze zgłaszający się otrzymywał kilkudniowe wyżywienie i w miarę możności noclegi. Następnie otrzymywał skierowanie do któregoś z majątków lub okolicznych chłopów. Kierownik akcji, Władysław Lichmira, rozesłał łączników do majątków i bogatszych gospodarzy wiejskich z nakazem przyjęcia kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu uchodźców z Warszawy na zakwaterowanie i wyżywienie właścicieli zaś majątków zobowiązał do dostarczenia artykułów spożywczych do kuchni EKD celem wyżywienia mas uchodźców.

W tym czasie stacja EKD Radońska była oblężona przez ludność. Młodzi chłopcy po prostu błagali, aby ich kierować do partyzantki, aby pójść z odsieczą walczącej Warszawie. Kierownik akcji nie mógł im zadośćuczynić, gdyż nie było rozkazu. Na własną rękę skierował niektórych do oddziałów partyzanckich „Kanisa” w lasach skulskich lub do obozu warownego w Kampinosie. Tym sposobem częściowo rozładowano przeludnienie miasta. W tym czasie Niemcy coraz częściej urządzali łapanki wybieranie ludzi z mieszkań. Był okres, że przez dwa tygodnie niemal codziennie miasto było oblężone kordonem Niemców. Ludność miasta od świtu uchodziła za miasto do wsi i lasów okolicznych, gdzie ukrywała się przed łapankami i wywózką. Część ludności kryła się w zajezdni EKD, która stała się dla niej stałym punktem ochrony przed łapankami. Puste wagony stojące w zajezdni były zapełnione ludźmi, gdzie spędzali noce i dnie, gdzie kryli się. Bywały wypadki, że Niemcy i tam zaglądali. Ludzie wówczas kryli się w kanałach wozowni, w zakamarkach i na strychach. Na strychach wozowni było ukryte wiele aparatów odbiorczych radiowych, gdzie słuchano komunikatów radiowych.

Wyżej opisane akcje w walce z okupantem hitlerowskim prowadzone przez ludzi z EKD nie stanowią całości, gdyż ludzie ci włączeni w ramach organizacyjnych, terenowych prowadzili walkę również poza EKD, która nie jest w niniejszym skróconym opisie ujęta.

*Źródło: Chomicz Z., Marody S., 1969; Pieńkowski A.,  Sandner H., 1969
**Źródło: Berezowska M., Borecka E., Kazimierski J., 1992

Bibiografia:
Berezowska M., Borecka E., Kazimierski J., Exodus Warszawy. Ludzie i miasto po Powstaniu 1944, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1992, T.1
Chomicz Z., Marody S., Pociągi jak tramwaje, „Świat”, 1969, nr 1
Pieńkowski A.,  Sandner H., Droga do Pruszkowa, „Świat”, 1969, nr 9
https://www.wkd.com.pl/

 

 

 

 

Powiązane hasła

”None