menu

Ostrowska Albina – Wspomnienie o Józefie Jankiewiczu

Ostrowska Albina – Wspomnienie o Józefie Jankiewiczu

23- letnia Albina Ostrowska z domu Baron, mieszkanka Śródmieścia, wraz z matką oraz rodziną Jankiewiczów (m.in. Władysławem Jankiewiczem, Bożeną Jankiewicz, Elżbietą Jankiewicz oraz czwórką innych osób) trafiła do obozu Dulag 121 po kapitulacji Powstania. Do Pruszkowa przywiezieni zostali pociągami ze stacji Warszawa Zachodnia. Od wywiezienia do Niemiec uratował ich Józef Jankiewicz, który –w mundurze niemieckiego żołnierza – wyprowadził grupę poza bramę obozu, a następnie zorganizował schronienie we własnym mieszkaniu przy ul. Kraszewskiego w Pruszkowie. Józef Jankiewicz ukrywał także innych uciekinierów z Powstania. Został zadenuncjowany i rozstrzelany trzy dni po aresztowaniu.

Wspomnienie o Józefie Jankiewiczu

I

Z Warszawy wyszliśmy z moją mamą i zaprzyjaźnioną rodziną państwa Jankiewiczów dopiero po kapitulacji Powstania. Niemcy pędzili nas przez pola do stacji Warszawa Zachodnia, tam wtłoczyli nas do wagonów – węglarek i wieźli do Pruszkowa.

Miałam wtedy 23 lata, dziś mam 96. Po drodze w czasie jazdy kto mógł wyrzucał kartki z adresami do krewnych lub znajomych mieszkających pod Warszawą, z informacjami, co się z nim dzieje. Ludzie stojący wzdłuż torów przechwytywali kartki i dostarczali pod wskazane adresy.

II

W obozie udało nam się przez kilka dni uniknąć segregacji i wywiezienia, aż do momentu, kiedy stało się to niemożliwe. Niemcy z psami wygarnęli wszystkich ludzi z wszystkich hal na zewnątrz i zaczęła się segregacja oddzielająca starych i młodych. W ostatniej chwili (byliśmy już ustawieni w odpowiednich kolejkach) odnalazł swą rodzinę pan Józef Jankiewicz, a była tam jego matka, siostra, brat z żoną i dzieckiem, 2 osoby z rodziny, no i ja z mamą.

Pan Józef był ubrany w mundur niemieckiej organizacji pod nazwą „Todta”, czy coś w tym rodzaju. Niemcy należący do tej organizacji nosili mundury koloru khaki i zajmowali się między innymi werbowaniem i wywózką do Niemiec.

Józef Jankiewicz. Źródło: zbiory E. Stawińskiej.

W drodze do wyjściowej bramy, przy tak dużym napięciu nerwów pan Józef pomylił kierunek do bramy wyjściowej. Natknęliśmy się na grupę esesmanów i jeden z nich zatrzymał nas, pytając co to za ludzie i dokąd nas prowadzi. Pan Józef powiedział, że do roboty do kuchni i na szczęście na tym się skończyło. Po różnych niebezpiecznych perypetiach udało mu się wyprowadzić 9 osób przez bramę od strony Żbikowa, gdzie uprzednio przekupił uciekinierów, którzy pilnowali tej bramy.

III

Pan Józef Jankiewicz mieszkał w Pruszkowie z żoną i dziećmi przy ul. Kraszewskiego w parterowym domu. Numeru nie pamiętam, ale był to drugi dom od ul. Bolesława Prusa. Wszystkim dał schronienie u siebie, również mnie i mojej mamie.

W jednym z pokoi leżały na podłodze sienniki, na których mogli spędzić noc ludzie z powstania, którzy chcieli przedostać się do partyzantów do lasu. Zaopatrywał ich w dokumenty wyjeżdżających do Niemiec. Niestety wśród przechowywanych osób znalazł się denuncjator i którejś nocy gestapo wtargnęło do domu. Aresztowali wszystkich mężczyzn, również pana Józefa.

Dopiero po wojnie dowiedziałem się że pan Józef Jankiewicz został rozstrzelany w 3 dni po aresztowaniu na tak zwanych gliniankach pruszkowskich. Denuncjator pod pseudonimem „Janek” został po wojnie schwytany i podobno skazany na śmierć.

Powiązane hasła

”None