menu

Sprawozdanie dr. Paula Wyssa, delegata Międzynarodowego Czerwonego Krzyża

Sprawozdanie dr. Paula Wyssa, delegata Międzynarodowego Czerwonego Krzyża

W dniach 17-18 września 1944 roku w obozie Dulag 121 miała miejsce wizytacja przedstawiciela Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Szwajcara dr. Paula Wyssa (lub Vyssa). Prezentujemy sprawozdanie z jej przebiegu sporządzone 18 września 1944 roku. Należy pamiętać o szczególnych okolicznościach wizyty – Niemcom zależało na wydaniu pozytywnej opinii ze względu na międzynarodowy charakter sprawy i zbliżający się koniec wojny. Na przybycie delegata część hal uprzątnięto, a więźniom wydano lepsze racje żywnościowe. Przedstawiony obraz funkcjonowania obozu oraz panujących w nim warunków częściowo więc odbiega od tych realnych. Podczas swego pobytu na terenie Generalnego Gubernatorstwa dr Wyss spotkał się także z prezesem Rady Głównej Opiekuńczej w Krakowie dr. Konstantym Tchórznickim i z władzami Generalnego Gubernatorstwa. We wrześniu nadeszły pierwsze transporty od MCK zawierające produkty żywnościowe – mleko skondensowane w puszkach i sardynki oraz lekarstwa.

SPRAWOZDANIE

delegata Międzynarodowego Czerwonego Krzyża – dr. Paula Wyssa z wizytacji Dulagu 121 w dn. 18 września 1944 r.

Obóz w Pruszkowie

Wizytacja w dniu 18 września 1944 przez pana Paula Wyssa, delegata MCK.

Przybywam do obozu około 10.30; komendant obozu, pułkownik Sieber wychodzi mi na spotkanie. Zgodnie z moją prośbą zwołał na spotkanie polskich funkcyjnych, około dwudziestu osób, lekarza naczelnego, lekarzy, aptekarza, prezesa i członków „Polnischer Hauptausschuss” [Rady Głównej Opiekuńczej], księdza etc., etc. Oddaje do mojej dyspozycji pokój biurowy, usytuowany w części administracyjnej obozu. Rozmowa odbywa się w obecności przedstawiciela niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych, pana radcy poselstwa dr. Janza.

Z przyjemnością przyznaję, iż pan dr Janz, którego zadaniem było ułatwianie mej pracy, wywiązał się z powierzonej mu roli z dużym taktem i oddaniem.

Był obecny w charakterze słuchacza podczas moich rozmów z Polakami, pozostawił mi jednak całkowitą swobodę działania i ani razu nie włączył się do dyskusji.

Informacje ogólne

Pruszków leży w odległości 17 km od centrum Warszawy, na południowy-zachód od tego miasta, na linii kolejowej Tomaszów-Warszawa; jest małym miastem, liczącym 24 000 mieszkańców, bardzo uprzemysłowionym. Posiada fabryki wyrobów chemicznych, ceramicznych oraz bardzo duże warsztaty naprawcze taboru polskich kolei.

Obóz istnieje od nocy z 6 na 7 sierpnia 1944 r.

Komendant obozu:[Kurt]* Sieber
Niemiecki lekarz obozowy: dr Lamprecht
Prezes polskiej Rady
Głównej Opiekuńczej:minister D. Nachnicki [Machnowski]
Sekretarz polskiej Rady
Głównej Opiekuńczej w Warszawie: p. Wiersbitski [Wierzbicki]
Członkowie Rady Głównej Opiekuńczej
oddelegowani do obozu w Pruszkowie:
dr Wiadislas Nazurek [Władysław Mazurek]
dr Kezimierz Srupryeryuskt [ Kazimierz Szupryczyński]
Adam Adamezewski [Adamczewski]
Naczelny lekarz polski: pani dr Jadriga Kiebasinska [Jadwiga Kiełbasińska]
Przełożona sanitariuszek: [Alicja Maria hrabianka Tyszkiewicz]

Sekretarz polskiej Rady Głównej Opiekuńczej oraz polscy lekarze oświadczają, że polska ludność cywilna, która ucieka z miasta Warszawy, a zwłaszcza ze strefy walk, gromadzona jest pod nadzorem i ochroną Wehrmachtu, a następnie wysyłana dobrowolnie lub pod przymusem do obozu w Pruszkowie.

Zaraz po przybyciu do obozu, wszyscy mężczyźni, w wieku od 16 do 60 lat, są natychmiast oddzielani od reszty; ci, którzy są zdolni do pracy, są wysyłani do Niemiec, aby tam pracowali.

W zasadzie oraz w większości przypadków, uchodźcy pozostają w obozie 48 godzin. Zdarzało się jednak, podczas dużego napływu ludności, że niektórzy pozostawali aż do tygodnia, z powodu braku możliwości ewakuacji oraz przeciążenia rozmaitych służb niemieckich.

Ci, którzy z racji wieku bądź stanu zdrowia, nie nadają się do pracy, są ewakuowani w rozmaite rejony okolic Warszawy i Radomia.

Pozostają tam wolni i znajdują schronienie bądź u rodziny, bądź u tamtejszej ludności, według własnej woli, jeśli chcą, mogą pracować.

W dniach od 6 sierpnia do 18 września 1944 do obozu w Pruszkowie, według kontroli niemieckiej, dostało się:
238.218
128.371 osób zostało uznanych jako zdolne do pracy i wywiezione do Niemiec,
109.847 osób zostało uznanych za niezdolnych do pracy i uwolnionych po uprzednim przewiezieniu do nowych miejsc zamieszkania.
W obozie odnotowuje się od 2.000 do 4.000 przyjęć dziennie, liczba ta wzrosła jednak w sierpniu aż do 40.000; przypadki 40.000 zdarzyły się jednakże sporadycznie (3 do 4 razy).

Warunki oraz mieszkanie

Obóz mieści się w wielkich, wspomnianych wyżej, warsztatach naprawczych taboru kolejowego.

Są to ogromne murowane budynki, o około 200 m długości i 100 m szerokości, pokryte blaszanym dachem lub z przeszklonymi świetlikami.

Wysokość wewnątrz budynków wynosi od około 12 do 15 m. Na dzień mojej wizytacji, Polacy zajmują 8 spośród wszystkich hal; komendant oświadczył mi jednak, że ma zamiar udostępnić jeszcze jedną, dwupiętrową, łatwiejszą do ogrzania w zimie.

W hali lokowanych jest jednocześnie aż do 8.000 osób.

Ci, którzy ją zajmują nie dysponują ani łóżkami, ani pryczami, ani słomą na których mogliby przebywać w dzień i spędzać noc; uznałem jednak, jak sądzę słusznie, że tak jest lepiej.

W istocie trzeba pamiętać, że osoby te nieustannie zmieniają się oraz że sprzątanie hal jest prawie niemożliwe; ponadto prawie wszyscy spędzili wiele tygodni w piwnicach w Warszawie i mają ciało pokryte robactwem.

Łatwo sobie wyobrazić, że warunki higieniczne pogorszyłyby się jeszcze bardziej gdyby była słoma; słoma ta pokruszyłaby się w kilka godzin, a zamiatanie wzniecałoby kurz i czyniło powietrze niemożliwym do oddychania.

Hale są nocą nieoświetlone; komendant obozu wyjaśnił mi, że oświetlenie jest niemożliwe z racji niemożności zaciemnienia ogromnych oszklonych świetlików górnych i bocznych.

Nie ma ogrzewania, lecz jak poinformował mnie pułkownik Sieber, zostanie ono zainstalowane za kilka dni.

Nie ma przykryć, uciekinierzy muszą przykrywać się swoimi łachmanami; Niemcy twierdzą, że nie są w stanie dostarczyć przykryć.

Polacy przebywają w obozie rodzinami lub pojedynczo; gdy noce są łagodne, wielu śpi pod gołym niebem, na otwartej przestrzeni pomiędzy halami; wolą oddychać niezanieczyszczonym powietrzem.

Kuchnie są dobrze wyposażone, duże kotły są nieustannie w użyciu; istnieje ponadto specjalna kuchnia, przeznaczona dla małych dzieci, w wieku od 1 do 1 1/2 roku; są duże pomieszczenia przeznaczone do przechowywania zapasów jarzyn i chleba.

Wyżywienie

Dorośli

Dorośli otrzymują 3 posiłki dziennie.

Jadłospis:
Rano:  czarna kawa bez cukru, 250 gr chleba bardzo dobrej jakości
Południe: 1 porcja zupy składającej się z jarzyn i ziemniaków. Nigdy nie ma tłuszczu ani mięsa.
Wieczór: czarna kawa bez cukru, od czasu do czasu jakaś zupa, 250 gr chleba.

Dzieci

Dzieci również otrzymują 3 posiłki dziennie.

Jadłospis:
Rano: 1 porcja zupy mlecznej z chudego mleka
(dwa razy w tygodniu)
1 porcja zupy zabielanej śmietaną (w pozostałe dni).
Południe: 1 porcja zupy zabielanej śmietaną lecz gęściejsza od porannej.
Wieczór: to samo co rano.

Odzież

Kwestia ubrania jest jedną z najpilniejszych kwestii do rozwiązania.

Powiedzmy szczerze, że wszyscy ci rozbitkowie spędzili wiele tygodni w piwnicach a wcześniej, nagle, musieli zostawić wszystko.

Widok, jakiego dostarcza nam ten tłum, jest bardzo smutny, większość nosi letnie ubrania, jeśli łachmany także mogłyby nosić tę nazwę.

Ci biedni ludzie pozbawieni są wszystkiego, bielizny osobistej, ubrań, butów, wszystkiego brakuje a to niewiele, które pozostało, jest w strzępach. Już od sześciu lat niczego nie można kupić, a to co było w złym stanie, zniszczyło się całkowicie w piwnicach lub podczas szaleńczej ucieczki.

Dzieci, wszystkie w łachmanach, są w jeszcze smutniejszej sytuacji: jest im zimno i wtulają się w swoje matki.

Są także maleńkie dzieci, te, które urodziły się w chwili dramatu, w momencie ucieczki lub przybycia do obozu: te dzieci są gołe, pozawijane w obrzydliwe szmaty.

Taki widok ukazuje się oczom wysłannika, gdy ten wizytuje hale.

Należałoby jak najszybciej dostarczyć używanej odzieży, nawet bardzo już znoszonej, która i tak byłaby użyteczna i to co najmniej dla 400 000 osób.
W szczególności:
spodnie męskie
ubrania męskie
płaszcze męskie
koszule męskie
kalesony męskie
skarpety męskie
buty męskie
ciepłe suknie
bieliznę damską
ciepłe majtki i kombinezony, etc. etc.

Potrzeba by ubrań i bielizny oraz butów, używanych, dla dzieci (dziewczynki i chłopcy w wieku 2 15 lat).

Według szacunków Polaków potrzeba by co najmniej 12 000 wyprawek niemowlęcych.

W tej części Polski jesień pojawia się przedwcześnie, rano i wieczorem jest już zimno.

Należałoby się spieszyć, bardzo spieszyć i nie chodzi tylko o Pruszków, ale także o tych wszystkich, którzy tutaj już byli i którzy jeszcze się pojawią.

Służba medyczna

Praca lekarzy związanych z obozem w Pruszkowie jest bardzo skomplikowana.

Prace, jakie mają do wykonania, są wielorakie i bardzo trudne; lekarze interniści borykają się z ogromnym brakiem najbardziej koniecznych lekarstw; chirurgia prawie wcale nie dysponuje narzędziami chirurgicznymi, do opatrywania groźnych ran brak jest odpowiednich materiałów, wszystko co potrzebne pozostało w Warszawie, która płonie.

W samym obozie jest 16 stałych lekarzy, przypadających po dwóch na halę; wraz z uciekinierami, każdego dnia pojawiają się nowi lekarze, którzy natychmiast kierowani są do okolicznych szpitali i lazaretów.

Można w zasadzie powiedzieć, że w obozie nie ma ani jednego chorego, poza kilkoma bardzo lekko rannymi, gdyż chorzy są natychmiast ewakuowani do 45 lazaretów znajdujących się w promieniu ok. 30 km od obozu.

Dodam jeszcze, że w Warszawie znajduje się jeszcze jeden lazaret, lecz nie jest możliwe ewakuowanie znajdujących się tam chorych z powodu działań wojskowych.

To właśnie w obozie w Pruszkowie odbywa się segregacja na zdolnych i niezdolnych do pracy.

Polscy cywile badani są przez polskich lekarzy; listy niezdolnych do pracy, zawierające również diagnozę, przekazywane są naczelnemu lekarzowi niemieckiemu, który potwierdza lub unieważnia, zależnie od przypadku, decyzje polskiego obozowego korpusu medycznego.

Polscy lekarze oświadczają jednak, że na ogół relacje z lekarzem niemieckim są dobre.

W obozie w Pruszkowie nie ma izby chorych; jest mała sala opatrunkowa; według słów naczelnego lekarza polskiego, pomieszczenie to jest wystarczające.

Wspomniani wyżej lekko chorzy zgrupowani są w hali II; warunki pobytu są tam względnie dobre: dziennie przebywa tam od 300 do 400 chorych, niezbyt stłoczonych ze względu na dużą powierzchnię hali. Posiadają prycze lub dosyć grube maty plecione z rafii.

Służba medyczna podzielona jest na dwa oddziały, a mianowicie:
Obóz przejściowy w Pruszkowie posiadający salę opatrunkową wraz z małą chirurgią przeprowadzaną w tej samej sali.
45 lazaretów i szpitali, w których przebywa od 100 do 400 chorych. Wspomniane lazarety i szpitale znajdują się w przypadkowych miejscach; w szkołach, mieszkaniach, dużych i małych fabrykach, z których uprzednio usunięto maszyny.

Z polskich źródeł dowiaduję się, że od 6 sierpnia do 17 września, 23679 chorych zostało ewakuowanych do wyżej wspomnianych lazaretów i szpitali.

W tym samym okresie czasu, w obozie odnotowano dziewięć zgonów.

To, co poniżej, dotyczy nie tylko obozu w Pruszkowie, ale wszystkich lazaretów i szpitali związanych z tym obozem, lub takich, do których kierowani są chorzy z obozu.

Lekarstwa

Dnia 15 września nadeszło z Genewy 61 skrzynek z lekarstwa mi, jednak brakuje wszystkiego, co figuruje na załączonej liście.

Niemcy robią co w ich mocy powiedział mi spontanicznie naczelny lekarz polski by dostarczyć niezbędne leki, należy jednak pamiętać, że ogromny ich zapas pozostał w płomieniach w Warszawie.

Szpitalne apteki są niesłychanie ubogie; widać w nich wiele skrzynek i małych kartonów z etykietkami, niestety większość z nich jest pusta.

Materiały opatrunkowe

Nie ma ani jednego bandaża lub opatrunku z gazy, jałowej lub nie. Wszystkie bandaże są papierowe lub celulozowe. Zarówno niemieccy jak i polscy lekarze domagają się pilnej dużej dostawy.

Instrumenty

Wszystkie instrumenty chirurgiczne szpitali warszawskich pozostały w tym mieście i uległy zniszczeniu; przypadkowe lazarety dysponują jedynie ubogim wyposażeniem w instrumenty prywatne, które lekarzom udało się uratować z katastrofy.

Szczególnie brak jest instrumentów ginekologicznych oraz strzykawek z igłami; w obozie w Pruszkowie brakuje co najmniej 500 termometrów.

Należałoby wysłać pełne zestawy instrumentów chirurgicznych dla 20 lazaretów.
W załączeniu lista zamówienia lekarstw i narzędzi dla obozu w Pruszkowie, do której należy dodać termometry. Laboratorium, pracujące dla 45 lazaretów, znajduje się w miejscowości Grodzisk Mazowiecki, położonej w odległości 13 km od Pruszkowa.

Laboratorium to jest bardzo dobrze wyposażone i szybko wykonuje wszystkie analizy.

Służba dentystyczna

W samym obozie jest jeden tylko dentysta, rosyjski oficer, który jest jeńcem wojennym.

Wyposażenie jest bardziej niż podstawowe, dentysta może jedynie usuwać zęby i czasami tylko tymczasowo je plombować.

Dysponuje zaledwie kilkoma narzędziami, które otrzymał od lekarzy niemieckich.

Ogólnie biorąc i według naczelnego lekarza polskiego, lazarety potrzebowałyby kilku pełnych kompletów wyposażenia dentystycznego.

W samym obozie dentysta pragnąłby mieć szczypce i inne narzędzia, materiał do wypełnień, nowokainę oraz strzykawki i igły przeznaczone do znieczuleń stomatologicznych.

Materiały rożne

Wszystkim lekarzom brakuje fartuchów, ręczników oraz rękawiczek gumowych; pożądane rozmiary tych rękawiczek to 6,7 i 8.

Pościel

Prześcieradeł prawie nie ma; mile widziane byłyby prześcieradła używane. Nie widziałem ani jednego chorego, który leżałby pod przykryciem, wszyscy przykryci są własnymi ubraniami, płaszczami, rozmaitą odzieżą, lecz jest im zimno, zwłaszcza nocą.

Apteka

W obozie w Pruszkowie znajduje się główna apteka; polski aptekarz wysyła do lazaretów wszystko co może; brakuje mu wagi i byłby wdzięczny gdyby okazało się możliwe przysłanie mu wyposażenia wiejskiej apteczki (waga, kornety, łyżeczki rogowe, opłatki do lekarstw).

Przesyłki zbiorowe

W dniu mojego przyjazdu, jeden wagon z Genewy był już rozdzielony w obozie oraz w części szpitali powiązanych z obozem.

Drugi wagon miał być rozdzielony następnego dnia, to znaczy we wtorek 19 września.

Obydwa wagony przybyły odpowiednio 12 oraz 15 września; dla przypomnienia podam, że wyjechały one z Genewy w dniu 2 tego samego miesiąca.

Nie potrzebuję zapewne podkreślać radości, jaką przybycie obydwu wagonów wywołało wśród polskiego korpusu medycznego oraz pośród członków „Polnischer Hauptausschuss” [polskiej Rady Głównej Opiekuńczej].

Jedna z polskich pań została specjalnie wyznaczona do prowadzenia skrupulatnej księgowości otrzymanej oraz rozdzielanej żywności.

Dr Lamprecht, niemiecki lekarz obozowy, niezwłocznie przekazał wszystkie dokumenty dotyczące wspomnianych dwóch wagonów przedstawicielom „Polnischer Hauptausschuss” [polskiej Rady Głównej Opiekuńczej] pozostawiając im całkowitą swobodę przeprowadzenia rozdziału żywności i lekarstw według własnego uznania.

Przeprowadziłem dokładną inspekcję w składzie żywności i przekonałem się, że zarówno prowadzony rejestr jak i porządek były doskonałe.

Przeprowadziłem długa rozmowę z osobą zajmującą się dystrybucją, z rozmowy tej wynika, że dalsze przesyłki są pilnie potrzebne i powinny zawierać:
mleko skondensowane słodzone, gdyż Niemcy nie dostarczają cukru; bardziej praktyczne byłoby wysyłanie w mniejszych puszkach, gdyż ułatwiłoby to dystrybucje, która musi być bardzo oszczędna;
zupy w małych puszkach lub torebkach, typu Maggi;
pokarm mleczny Nestlé;
Ovomaltina;
Fosfatina lub produkty podobne;
solone mięso wołowe;
ser w puszkach;
suchary, bardzo pilne dla chorych na diecie;
kostki mydła szarego, typu marsylskie.

W wyniku rozmow, ktore odbyłem z prezydentem „Polnischer Hauptausschuss” [polskiej Rady Głównej Opiekuńczej] z Krakowa oraz oczywiście z Władzami Generalnej Guberni w Krakowie, wynika, że przesyłka wagonów przeznaczonych dla Pruszkowa powinna być kierowana do Hauptausschuss [polskiej Rady Głównej Opiekuńczej] w Krakowie, ten sposób wydaje się korzystniejszy.

W istocie, organ ten jest głównym punktem polskiej pomocy poszkodowanym oraz deportowanym do Rzeszy.

Z drugiej strony należy pamiętać, że sytuacja militarna może szybko się zmienić, zwłaszcza w sektorze warszawskim.

Byłoby więc korzystne ze wszech miar, aby nasze wagony przybywały do Krakowa, który znajduje się w odległości ponad 80 km od frontu, skąd mogą być szybko skierowane do Pruszkowa lub w innym kierunku.

Ponadto, Hauptausschuss [polska Rada Główna Opiekuńcza] w Krakowie, jest lepiej poinformowana o potrzebach wszystkich lazaretów i mogłaby właściwiej przeprowadzać dystrybucję.

Atmosfera jest spokojniejsza w Krakowie niż w okolicach Warszawy, co ma swoje przyczyny.

Oczywiście, przesyłki kierowane do obozu w Pruszkowie oraz do sąsiednich lazaretów, byłyby również adresowane do Krakowa do Polnischer Hauptausschuss, z zaznaczeniem na paczkach, skrzyniach i dokumentach:

„Dla obozu w Pruszkowie”.

Do raportu dołączam dwa pisma oraz listę lekarstw, o które prosi polska instytucja w Krakowie.

Posługa duszpasterska

W samym obozie jest trzech księży rzymsko-katolickich.

Główny ksiądz, ojciec Victor Barkoviak mówi mi, że w okolicznych lazaretach jest około dziesięciu księży.

Każdej niedzieli odprawia się msze w halach.

Byłby bardzo rad, gdyby otrzymał 10 mszalnych zestawów przenośnych dla swych kapłanów oraz około stu litrów wina mszalnego.

Dyscyplina

Polscy funkcyjni oświadczają, że panuje dobra dyscyplina oraz że Niemcy (SS i Wehrmacht) zachowują się poprawnie wobec uciekinierów znajdujących się w obozie.

Lazarety

Mała ilość czasu, jaką dysponowałem w Pruszkowie, nie pozwoliła mi na wizytację lazaretów powiązanych z obozem, tak jakbym tego pragnął, zatem tylko na miejscu w obozie, poprzez rozmowy z Polakami poznałem ich egzystencję.

Do mojej dyspozycji miałem później zaledwie dwie godziny. Skorzystałem z nich, by udać się do Milanówka, miejscowości letniskowej, położonej na południowy-zachód od Pruszkowa, gdzie znajdują się cztery lazarety, kierowane przez naczelnego lekarza obozu panią Jadriga [Jadwigę] KIELBASLNSKA, która założyła je z wykorzystaniem przypadkowych środków.

Mogłem zatem przebiec je bardzo szybko ale jednak mogłem zdać sobie sprawę jak wyglądają pozostałe.

Wylicza się zatem w Milanówku:
Jeden lazaret dla medycyny wewnętrznej
Jeden lazaret dla chirurgii
Jeden lazaret dla chorób zakaźnych
Jeden dom-szpital dla dzieci
Trzy lazarety usytuowane są w pałacach albo w willach; dom-szpital dla dzieci znajduje się w fabryce włókienniczej uprzejmie udostępnionej przez właściciela.

Wymienione trzy lazarety liczą od 150 do 300 chorych, są to przypadki medycyny wewnętrznej, są zróżnicowane i powiązane z długim pobytem w piwnicach Warszawy; liczne są poparzenia.

Przypadki chirurgiczne to w większości rożnego typu złamania.

W lazarecie chorób zakaźnych, podziemia zajęte są przez chorych na dyzenterię, jedna sala na parterze to przypadki gorączki tyfoidalnej, szkarlatyny i dyfterytu, z powodu braku miejsca wszyscy chorzy przebywają razem.

Wyposażenie jest więcej niż podstawowe, łóżka z desek, sienniki zamiast materaców, nie ma kołder, większość chorych jest ubrana, brak im koszul.

Dom-szpital dla dzieci jest lepiej wyposażony; cztery duże sale, obszerne, jasne i przestronne, dobrze przewietrzone poprzez duże drzwi i okna, umeblowane białymi żelaznymi łóżkami; pościel jest czysta.

Stan domu-szpitala na dzień 18.9.44:
dzieci od 10 dni do jednego roku      105
dzieci od 1 roku do 5 lat              207
matki leczone szpitalnie               36

Zakład ten służy także jako izba położnicza, w dniu mojego pojawienia się było tam około dziesięciu młodych matek w połogu.

Odnośnie służb sanitarnych w lazaretach, wszystkie uwagi zawarte w tym raporcie na temat służby medycznej odnoszą się do Milanówka.

Należy jednak uwypuklić, że dom-szpital dziecięcy szczególnie potrzebuje szybkiej pomocy, najmniejsze dzieci są w stanie skrajnego wyczerpania wynikającego z niedożywienia oraz z tygodni spędzonych w piwnicach w Warszawie.

Każdego dnia przybywają nowe dzieci, śmiertelność jest bardzo wysoka, odnotowuje się około siedmiu zgonów dziennie.

Potrzeba zwłaszcza witaminy C.

Rodziny rozproszone

Jak już wskazałem na początku rozdziału „obóz w Pruszkowie”, mężczyźni są oddzielani i separowani natychmiast po przybyciu do obozu, następnie, jeśli są zdolni do pracy, niezwłocznie wyjeżdżają do Niemiec.

Obecnie, kiedy napływ jest mniejszy i służby niemieckie mogły już się zorganizować, możliwe jest dowiedzenie się do której części Niemiec jadą.

Tak samo odbywa się to z kobietami, które były deportowane bez swych rodzin.

Nie było tak od początku, stąd dziesiątki tysięcy mężczyzn i kobiet zostało w ten sposób deportowanych oraz oddzielonych od swych rodzin, które podobnie jak władze, nie znają miejsca ich aktualnego pobytu.

Każdego dnia napływają od zrozpaczonych rodzin deportowanych setki próśb o wiadomości o mężach, żonach i dzieciach a Hauptausschuss [polska Rada Główna Opiekuńcza] z inicjatywy swego prezydenta utworzyła wydział poszukiwań. Wydział ten funkcjonuje, ale brak materiałów, rejestrów, kartotek, formularzy, a także brak doświadczenia i organizacji czyni tę pracę trudną i moim zdaniem, mało wydajną.

Udzieliłem ogólnych wskazówek panu Prezydentowi Tschorznickiemu [Tchorznickiemu], w jaki sposób, moim zdaniem, należałoby postąpić i zwróciłem jego uwagę na fakt, że obecnie, gdy około dziesięciu tysięcy fiszek jest w kartotece, system ten może działać, ale gdy wydział stanie się znany zarówno w Polsce jak i w Niemczech, gdzie znajdują się deportowani i gdy prośby zaczną napływać ze wzmożoną częstotliwością, jego służba nie będzie już mogła sprostać potrzebom.

Zarówno Polacy z obozu w Pruszkowie jak i pan Prezes Hauptausschuss [polskiej Rady Głównej Opiekuńczej] skarżyli się, że niższej rangi urzędnicy z Arbeitseinsatz nie stosują się do otrzymanych rozkazów i brutalnie rozdzielają rodziny, które wyjeżdżają do Niemiec.

Skorzystałem więc ze środy 20 i czwartku 21 września 44 aby spotkać się z wysokimi urzędnikami Generalnej Guberni i wraz z nimi omówić tę ważną kwestię, wobec której przedstawiciel MCK nie mógł pozostać obojętny.

Odbyłem rozmowy z:
Gubernatorem Warszawy, dr Fischerem w Warszawie;
Jego Ekscelencją Arcybiskupem Szlagowskim, w Warszawie;
Panem Ttirckiem, Stellvertreter des Leiters des Unterabteilung Bevolkerungswesen und Füirsorge, [Zastępca Kierownika Podwydziału ds. Ludności i Spraw Socjalnych] w Krakowie;
Panem Sekretarzem Stanu Btichlerem, w Krakowie;
Panem Oberregierungsrat Weyrauchem Leiter des Hauptausschusses, [Nadradca rządowy Kierownik Rady Głownej Opiekuńczej w Krakowie];
Panem Prezydentem von Grausharem, Prasident des Innerver waltung bei Der Regierung des General-Gouvernement, [Prezydentem Administracji Wewnętrznej Rządu Generalnej Guberni] w Krakowie
Panem Gubernatorem Generalnym dr Hans Frankiem [Ministerem Stanu], w Krakowie.

Wszyscy stwierdzili wobec mnie, że wydane były urzędowe rozkazy, aby w miarę możności, nie rozdzielać rodzin.

Rozkaz mówi, że każda rodzina, której członkowie są zdolni do pracy w stopniu do 50° o powyżej, nie będzie rozdzielona.

Po moich interwencjach obiecano mi, a zwłaszcza prezydent Graushaar oraz Generalny Gubernator osobiście, który przyjął mnie w czwartek 22 września, że rozkaz ten zostanie potwierdzony oraz wzięty pod uwagę jako obowiązujący w aspekcie humanitarnym tej ważnej kwestii.

 

Niezbędne wyjaśnienia do wymienionych w sprawozdaniu nazw niemieckich i polskich nazwisk przywołanych osobistości:

  1. Polnischer Hauptausschuss – niemiecka nazwa legalnego komitetu opieki: Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) z centralą w Krakowie.
  2. Radca legacyjny dr Janz – przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeszy.
  3. Dr Lamprecht – lekarz niemiecki z ramienia władz Generalnej Guberni, podczas gdy zasadniczym szefem lekarzy niemieckich w obozie był Stabsarzt kapitan Wehrmachtu dr Adolf König.
  4. Janusz Machnicki – wiceprezes Delegatury warszawskiej RGO.
  5. M. Wierzbicki – sekretarz Delegatury Warszawskiej RGO.
  6. Dr Władysław Mazurek – wiceprezes pruszkowskiej Delegatury RGO.
  7. Dr chirurg, por. Kazimierz Szupryczyński – organizator i naczelny lekarz polskiego personelu lekarskiego w obozie, naczelny lekarz pruszkowskiego VI Rejonu Armii Krajowej.
  8. Jadwiga Kiełbasińska – z ramienia władz niemieckich szefowa lekarzy polskich.
  9. Alicja Maria hrabianka Tyszkiewicz – siostra, zakonna tłumaczka niemieckiej Komisji Lekarskiej, jednocześnie przełożona sanitariuszek polskiego personelu.

*W nawiasach kwadratowych nazwiska w brzmieniu ustalonym przez Zdzisława Zaborskiego. W przypisie na końcu raportu umieszczono wyjaśnienia autora dotyczące występujących nazw niemieckich.

Sprawozdanie po raz pierwszy zostało opublikowane w książce „Durchgangslager 121. Niemiecka zbrodnia specjalna” Zdzisława Zaborskiego w tłumaczeniu wykonanym przez Ewę Romek z egzemplarza oryginalnego w języku francuskim z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej o sygnaturze GK -165/115. Zdzisław Zaborski przekazał swoje archiwum Muzeum Dulag 121.

Paul Wyss podczas wizytacji w obozie Dulag 121 rozmawia z komendantem obozu płk. Kurtem Sieberem (pierwszy z lewej) . Fot. z arch. Muzeum Powstania Warszawskiego
Spotkanie Paula Wyssa (w czarnym garniturze) z przełożoną polskiego personelu obozu Jadwigą Kiełbasińską (w pielęgniarskim kitlu) oraz komendantem obozowej policji SS-Sturmbannfuhrer Gustawem Diehlem. Fot. z arch. Muzeum Warszawy
Przełożona polskiego personelu na terenie obozu Jadwiga Kiełbasińska (w pielęgniarskim kitlu), przedstawiciel MCK dr Paul Wyss (w czarnym garniturze), pierwszy z prawej komendant obozowej policji SS-Sturmbannfuhrer Gustaw Diehl. Fot. z arch. Muzeum Warszawy

Powiązane hasła

”None