menu

Witerski Czesław – Wywiezieni furmanką

Witerski Czesław – Wywiezieni furmanką

Czesław Witerski, ur. w 1941 r., podczas okupacji mieszkał z rodzicami, Zygmuntem i Reginą przy ul. Karolkowej. Jego ojciec został zamordowany podczas Rzezi Woli 6 sierpnia 1944 roku. Trzyletni Czesław Witerski wraz z matką zostali przygnani do obozu Dulag 121 w Pruszkowie. Dzięki pomocy znajomego furmana, który przed Powstaniem dostarczał żywność do prowadzonego przez państwa Witerskich sklepu, zostali wywiezieni z obozu na furmance ze śmieciami. Zamieszkali w Pruszkowie na Żbikowie, w gospodarstwie rodziców Reginy Witerskiej. Tekst powstał na podstawie rozmowy z Panem Czesławem przeprowadzonej w 2018 roku.

Zygmunt Witerski. Fot. z pryw. arch.

Nazywam się Czesław Witerski. Urodziłem się w 1941 roku. W momencie wybuchu Powstania miałem 3,5 roku. Mieszkałem  z rodzicami  przy ul. Karolkowej na Woli. Rodzice tam prowadzili sklep. Ojciec był dobrym kupcem, dobrym handlowcem. Podobno przed Powstaniem był aresztowany, nie wiem dokładnie z jakiego powodu. Mówiono, że jakoś pomagał w getcie, że miał tam kontakty, że  jakoś ze swojego sklepu dostarczał tam pieczywo, czy inne produkty.  Zginął 6 sierpnia podczas Rzezi Woli. Mam jego akt zgonu. Wszystkich mieszkańców wygonili z kamienicy, ojca też. No i wszyscy zginęli…

Myśmy z mamą się uratowali, przygonili nas tu, do Pruszkowa, chyba przygonili, bo nie wiem czy przywieźli, czy szliśmy pieszo. Miałem na sobie taki tużurek  – jeszcze zdjęcie mam w nim – i pod kołnierzem miałem adres zapisany, gdybym się zgubił gdzieś po drodze. To był adres moich dziadków, rodziców mojej mamy, Genowefy i Stanisława Perz, mieszkających w Pruszkowie na Żbikowie. On był kopiowym ołówkiem wypisany, takim, jakim w sklepie normalnie były wszystkie rachunki wtedy robione. Ja miałem powiedziane, komu mogę, a komu nie wolno mi tego pokazać. I znaleźliśmy się w Zakładach Kolejowych. A przed wojną, w trzydziestym siódmym roku, zaraz naprzeciw tych warsztatów, przy ul. Zimnej 2 na Papierni w Pruszkowie moi rodzice pobudowali sobie dom – ten budynek stał całe lata, dopiero ostatnio zburzyli go, parę lat temu, kiedy przebudowywali całą tą dzielnicę. I tam rodzice mieli swój pierwszy sklep. Różne towary tam sprzedawali m.in. pieczywo. Te pieczywo dostarczał pewien furman. No i jak byliśmy w tych Warsztatach Kolejowych po jakimś czasie, nie wiem, może po kilku dniach, ktoś do mojej mamy podszedł  i mówi: „Pani Witerska, a co Pani tu robi?”. Okazało się, że to ten znajomy furman, który przywoził pieczywo do sklepu… Mama na to: „No widzi Pan, męża mi zabili, tu nas przypędzili. Nie wiadomo, co teraz z nami się stanie.” A on: „Wie Pani co? Ma Pani tu jakichś znajomych, rodzinę, czy kogoś w Pruszkowie?” „Mam.” „ A gdzie? Ma Pani adres?” „Na Żbikowie. Na 3-go Maja 162.”  No i mama napisała kartkę z adresem swoich rodziców, którą własnoręcznie podpisała, żeby było wiadomo, że to jest prawdziwy dokument. I on pojechał. Wiem, że dostał od dziadka jakieś pieniądze i może za dzień, czy za dwa, przyjechał z powrotem i mówi: „Wie Pani, niech Pani będzie jutro,  tu i tu, ja podjadę. I z dzieckiem niech Pani będzie”. Wyznaczył miejsce. A on na miał tą taką platformę, którą rozwoził pieczywo, a później z Warsztatów Kolejowych, jak tu był ten Dulag, wywoził śmieci. No i moja mama tak  zrobiła. Czekała, on przyjechał, mamę i mnie wsadził  na tę platformę ze śmieciami i nimi przykrył, a wcześniej załatwił z tymi na bramie, żeby wiedzieli. No i tak, ja tego nie pamiętam, ale tak mówili, że oni wyszli z tej portierni, bagnetami podziabali, ale nie w tym miejscu, gdzie wiedzieli, że my jesteśmy przysypani. No i przejechaliśmy.

Znaleźliśmy się z mamą na Żbikowie i już tu zostaliśmy.  Tutaj poszedłem do szkoły. Mama bardzo  ciężko pracowała z dziadkami w ich gospodarstwie. Nie mogła sobie poradzić z tym wszystkim. Ktoś wspomniał, że być może mój tata się uratował i moja mama wszędzie szukała informacji o nim.  Taka młoda była, niecałe 30 lat miała i tak była znerwicowana i przejęta, że zrobił się, jak to się mówi, szlaban na te informacje. Dlatego myśmy w ogóle nie rozmawiali na ten temat i dlatego niewiele wiem, nie mam też żadnych dokumentów. U mnie zrobiła się zupełna pustka. Wykreślone. Biała plama.

Czesław Witerski w tużurku, w którym został wyprowadzony z obozu. Fot. z pryw. arch.

 

Powiązane hasła

”None