menu

Wojciechowski Zbigniew – Spotkanie z ojcem w obozie Dulag 121

Wojciechowski Zbigniew – Spotkanie z ojcem w obozie Dulag 121

Wojciechowski Zbigniew – urodził się w 1933, rodowity warszawianin. Ojciec Zbigniewa Stanisław Wojciechowski, uczestnik Powstania Warszawskiego, został zatrzymany w Pruszkowie i osadzony w obozie Dulag 121, a następnie wywieziony na przymusowe roboty na teren III Rzeszy. Zbigniew Wojciechowski mając 11 lat dobrowolnie udał się na teren obozu, aby zanieść ojcu prowiant przygotowany przez matkę. W przeprowadzonej w 2018 roku rozmowie w Muzeum Dulag 121, Pan Zbigniew opowiada historię swojej rodziny – w szczególności swojego ojca, a także wspomina o tym, jak sam stał się – na parę godzin – więźniem obozu.

Rodzina państwa Wojciechowskich podczas okupacji mieszkała w Warszawie przy ul. Pańskiej. Zbigniew Wojciechowski wraz ze swoją matką Czesławą Wojciechowską, dwiema starszymi siostrami oraz z wujkiem, jego żoną i córką, wakacje 1944 roku spędzał w Nowej Wsi koło Pruszkowa. Jego ojciec Stanisław Wojciechowski został w Warszawie.

Rodzina Wojciechowskich. Od lewej: Zbigniew Wojciechowski, matka Zbigniewa Czesława Wojciechowska, ojciec Stanisław Wojciechowski, babcia oraz siostry Krystyna i Zofia. Zdjęcie zrobione w Warszawie przy ul. Długiej 18 w zakładzie fotograficznym Potłaszkowicza, ok. 1937 rok. Zbiory Z. Wojciechowskiego.

 

Tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego matka wraz z synem i jedną z córek postanowiła przyjechać do Warszawy, aby zabrać z mieszkania parę niezbędnych przedmiotów.

1 sierpnia byliśmy w Nowej Wsi. Już miesiąc czasu tam byliśmy. I mama mówi: „Ja pojadę do domu do Warszawy kolejką WDK i wezmę trochę nowych, lepszych rzeczy (…). Pojedziesz ze mną?”. Ja i siostra jedna (…) pojechaliśmy rano do Warszawy 1 sierpnia. Kolejka dochodziła z Pruszkowa Nowogrodzką do samej Marszałkowskiej.(…) Dojechaliśmy gdzieś około 10. i idziemy. Zaraz na Marszałkowską myśmy weszli i strzelanina była. Patrzymy – ludzie krzyczą. Niemca zabili, zastrzelili w tym czasie. No i dochodzimy do domu na Pańską. Spotkaliśmy kuzyna i on mówi do mojej mamy (mama miała na imię Czesława): „Czesia, wracaj szybko bo powstanie wybucha (…), uciekaj z powrotem”. To żeśmy na chwilę wpadli do domu. Mama złapała coś niecoś, nie pamiętam, jakieś tam tobołki. I z powrotem. I się okazało później – ostatnią kolejką. Bo później już kolejki nie chodziły. A już tak była załadowana ta kolejka, jak przyszliśmy na Nowogrodzką. Mnie jakiś facet przez okno podsadził i siostrę, i nas wciągnęli, a mamę wepchnął tam jakoś, że też się udało jeszcze wejść. (…) I to była ostatnia kolejka, która wyjechała z Warszawy.*

Czesława Wojciechowska z dziećmi wróciła do domku letniskowego w Nowej Wsi. Dzięki pomocy krewnych rodzinie Wojciechowskich udało się przeprowadzić do Pruszkowa i wynająć pokój w mieszkaniu przy ul. Pęcickiej, dzisiejsza Al. Armii Krajowej. Razem z rodziną mieszkał również 20-letni Ryszard Gmach, kuzyn pana Zbigniewa, który należał do AK i zginął w czasie wojny.

Ryszard Gmoch z Krystyną Wojciechowską, ok. 1943 rok. Zbiory Z. Wojciechowskiego.

 

Przebywający w Warszawie Stanisław Wojciechowski, zawodowy wojskowy, brał czynny udział w Powstaniu. Po pewnym czasie zdołał wydostać się z Warszawy i przedostać do Pruszkowa, aby dołączyć do żony i dzieci. Szedł dwie noce, ukrywając się – jak relacjonuje pan Zbigniew – w polach żyta. Wraz z mężczyzną wyszła z Warszawy około 50-letnia nauczycielka, Żydówka, która następnie ukrywała się u państwa Wojciechowskich przez około miesiąc.

Stanisław Wojciechowski. Warszawa, ok. 1943 rok. Zbiory Z. Wojciechowskiego.

 

Los warszawiaków znajdujących się na terenach podwarszawskich miejscowości był niepewny. Oficjalnie, osoby, które w kenkartach miały warszawskie meldunki, przebywały poza Warszawą nielegalnie. Na terenie Pruszkowa, a także w innych okolicznych miasteczkach i wsiach odbywały się łapanki uciekinierów z Warszawy. Podczas jednej z takich akcji Niemcy zabrali do obozu Dulag 121 Stanisława Wojciechowskiego oraz ukrywającą się w domu państwa Wojciechowskich kobietę.

 

Niemcy zrobili taką obławę na warszawiaków – bo wielu warszawiakom się udało uciec z Warszawy nocami, tak jak ojcu. I albo mieli rodzinę w Pruszkowie, [gdzie] się zatrzymywali, albo gdzieś dalej szli. No i zrobili taką obławę, pamiętam. Chodzili Niemcy po mieszkaniach. Dużo nawet było Polaków, że sami przekazywali Niemcom gdzie warszawiacy są. Podobno nawet ta sąsiadka nasza, cośmy tam mieszkali, przekazała, że to są warszawiacy. Oni przyszli, takich dwóch Niemców starych. Mama zaczęła płakać, my płakać. No i on tak – wziął tylko ojca. Mamę zostawił, mnie z młodszą siostrą, a najstarszą [17 letnią-przyp. red.] siostrę wziął i ojca. [Do obozu została również zabrana ukrywająca się u Państwa Wojciechowskich Żydówka; jej dalsze losy nie są znane – przyp. red.] I wyprowadził. Tam już była grupka tych warszawiaków. I na warsztaty prowadzili. (…) Ale po drodze rodzina moja załatwiła z tymi Niemcami, żeby siostrę wypuścili. Wódkę im tam pokazali, że mają wódkę, bimber. Niemcy się skusili. Dwóch ją prowadziło – jeden z przodu, drugi z tyłu. I on mówi, żeby ona odeszła, że on nie będzie krzyczał, nic. (…) I przed samymi warsztatami ona odskoczyła i wyszła. A już ojca nie chcieli puścić.

Stanisław Wojciechowski trafił do Dulagu 121 z grupą około 50 osób, głównie mężczyzn. Sam Zbigniew Wojciechowski również – na parę godzin – znalazł się w obozie. W przeprowadzonym wywiadzie wspomina tamto wydarzenie z wielkim przejęciem:

Mama jakoś szukała dojścia [do obozu] bo ojciec był lekko ubrany. Mówiła: „zmarznie”, jak to kobieta i żona, tak? No i jakoś się dogadała, z jakąś pielęgniarką, która w obozie pracowała.(…) Mama  z nią się dogadała, że chciałaby mężowi coś podać. „Syn by poszedł zanieść”. „A syn jest?” „Ano jest”. „Jakby się zgodził, to ja bym go wprowadziła i ja go wyprowadzę” (…). Nawet nie pamiętam twarzy tej pani. To była krótka chwila, tylko tyle. Ona mówi, że będzie szła do pracy, to wstąpi po mnie i mnie weźmie. To mama naszykowała obiad dla ojca i jeszcze tam jakieś cieplejsze rzeczy. Rzeczywiście, przez tą portiernię przeszliśmy.  Siedział tam jakiś Niemiec, nic nie zareagował. Widocznie umówiona była z tym Niemcem. Taki stary Niemiec, bo tu na tyłach takich Niemców starszych mieli, młodych na front pchali. No i ja wszedłem. Ona poszła ze mną poszukać ojca – przecież nie wiedziała, gdzie jest ojciec, albo jak wygląda w ogóle. No i [gdy] odnalazła ojca, ona mówi: „Posiedź sobie z tatą, porozmawiajcie, ja po ciebie przyjdę później”. To było, gdzieś – pamiętam – w południe, bo z obiadem przyszedłem. Rosołek mama ugotowała i jakieś mięsko. Ja z tym rosołkiem poszedłem. Ale siedzę tam, siedzę i nie ma tej pielęgniarki, nie przychodzi po mnie. (…) Ze trzy godziny siedziałem tam, było chyba koło 5. Ludzie się dowiedzieli, że ja wracam, to przynosili mi kartki z adresami, żeby powiadomić, że są w obozie. No i [ona] nie przychodzi, nie przychodzi… Ja mówię: „Muszę iść, ale – mówię – przez portiernię nie przejdę. (…) Albo jej się coś stało, albo zapomniała o mnie, ale – mówię – niemożliwe”. I patrzę, tam, przy portierni grupka Niemców już stała. „To ja nie przejdę tamtędy”. Ale – patrzę – tutaj, jak są tory kolejowe, [przez] które ten pociąg wjeżdżał, to po drugiej stronie tam taki blok jest. I tam kolejarze mieszkali. (…) Tam w ogóle bramy nie było, tylko tory. I za tymi torami oni tam mieli drugie wyjście. Moi rówieśnicy grali w piłkę tam. (…) To byli Niemcy, bo po niemiecku szwargotali. Dalej, widziałem, stał Niemiec na torach, obserwował, żeby ktoś nie przeszedł. No i… nie wiem czy on w tym czasie nie zauważył mnie, czy się nie przyglądał… W każdym razie, im piłka przez tory przeleciała na moją stronę i ja tą piłkę podniosłem. I ten Niemiec widocznie widział, że ja może jestem z tej grupy tych chłopaczków i z tą piłką lecę tam do nich.(…) I w ten sposób właśnie się uratowałem, bo wyszedłem.

10-letni Zbigniew Wojciechowski. Warszawa, 1943 rok. Zbiory Z. Wojciechowskiego.

 

Ojciec Zbigniewa, Stanisław Wojciechowski po około pięciu dniach pobytu w obozie, został wysłany na przymusowe roboty na tereny III Rzeszy, gdzie pracował jako pomocnik młynarza. Po wyzwoleniu wrócił do rodziny do Pruszkowa.

Kiedy Stanisław Wojciechowski z dziećmi przybył do stolicy, okazało się, że kamienica, w której rodzina mieszkała przed wojną, została doszczętnie zniszczona.

Zaraz pierwszego dnia po wyzwoleniu ojciec, ja i jeszcze jedna siostra starsza poszliśmy pieszo – bo nie było jeszcze żadnej komunikacji – do Warszawy, żeby zobaczyć jak tam z naszym mieszkaniem. Przychodzimy, a tam kupa gruzu. A to był dom ładny, trzypiętrowy. (…) A na tych jego gruzach… – ojciec był wojskowym i miał taką głowę Piłsudskiego z mosiądzu –  Piłsudski leżał. Uratował się.

Po wojnie Państwo Wojciechowscy wraz z dziećmi osiedlili się w Pruszkowie.

Stanisław Wojciechowski z synem na spacerze. Zdjęcie zrobione w Warszawie, podczas okupacji. Zbiory Z. Wojciechowskiego.

 

 

Zbigniew Wojciechowski wiezie swojego syna. Pruszków, 1967 rok. Zbiory Z. Wojciechowskiego.

  

*Wszystkie zamieszczone cytaty pochodzą z rozmowy ze Zbigniewem Wojciechowskim przeprowadzonej w Muzeum Dulag 121 w 2018 roku.

 

Powiązane hasła

”None