menu

13 PAŹ

13 PAŹ

1914

13 października 1914 r. rozpoczęła się Bitwa o Pruszków. Pierwsze oddziały wojska niemieckiego przybyły do Pruszkowa już w niedzielę 11 października, ale trwająca kilka dni bitwa, której towarzyszył intensywny i zgubny dla Pruszkowa, Żbikowa i okolicznych miejscowości ogień artyleryjski, rozpętała się dopiero we wtorek. Dziennikarz „Kurjera warszawskiego”, który na bieżąco relacjonował działania wojenne pod Pruszkowem, przytaczał relację lekarza z lecznicy dla psychicznie chorych w Tworkach:

We wtorek rano rozpoczęła się kanonada. Szrapnele i granaty niemieckie padały gęsto w obrębie szpitala: kilka z nich uszkodziło gdzieniegdzie pawilony. Od Włoch ryczały posępnym basem ciężkie armaty, od Tworek waliła się na pozycje niemieckie ulewa ołowiu i żelaza, wyrzucana z charakterystycznym odgłosem przez działa dalekonośne.

Pod osłoną armat piechota rosyjska szła niestrudzenie do ataku. W odległości wiorsty od Tworek widać było jej szare linie. Każdy żołnierz szybkiemy ruchami szpadla wykopywał wgłębienie w polu, z wyrzuconej ziemi robił wzgórek, zasłaniający głowę i strzelał do analogicznych pozycji nieprzyjacielskich. Na odgłos komendy zrywał się, biegł kilka lub kilkanaście kroków naprzód i znów przypadał do ziemi, okopując się natychmiast. W ten sposób odległość między pozycjami nieprzyjacielskimi malała coraz bardziej.

W pewnej chwili artylerja rosyjska, jak na komendę, przestała strzelać. Z pola walki dobiegło rozgłośne „hurra”; piechota poszła na bagnety.  Krótka w rzeczywistości, a jak wieczność długa, pozornie, chwila śmiertelnej walki, szybki odwrót niemców do drugiej linji obronnej i znowu straszliwy ogień armatni. W ten sposób do piędź za piędzią zdobywano plac boju.

Do punktu opatrunkowego, urządzonego w fermie szpitalnej w Tworkach, zaczęli napływać ranni. Trzeba było jednak pomyśleć i o tych, którzy zostali na polu; zwozić i tych, którzy nie mogli przyjść sami. Dużo poświęcenia i hartu wykazali lekarze z Tworek i Komorowa. Kilkakrotnie udawano się na pozycje i zbierano ciężej rannych, przywieziono również dwu niemców, których strona przeciwna niw zdążyła zabrać; dzień i noc wreszcie udzielano pomocy lekarskiej, pożywienia i bielizny.

Trzeba było pracować przy nieustannej kanonadzie w odległości wiorsty od obronnej linii piechoty, w pobliżu artylerji rosyjskiej, na którą kierował się najsilniejszy ogień niemieckich armat. Najcięższym dniem była środa. Punkt opatrunkowy był wtedy specjalnie ostrzeliwany przez niemców. – Stałem przy oknie – opowiada jeden z lekarzy – kiedy nagle rozległ się ogłuszający huk i zwaliła mi się na głowę wyrwana z zawias rama okienna. Poczułem, że opływam krwią. Poomacku zbiegłem do suteren, gdzie obmyto mi twarz i głowę. Okazało się, że są tylko lekkie zadrapania. Na razie skończyło się na strachu. Granat roztrzaskał drzewo, rosnące tuż przy oknie. Za chwilę jednak rozległ się huk drugi, trzeci, dziesiąty. Chorych umysłowo przeniesiono do suteren. Twierdzili oni, że są to prawdziwe manewry; nie wierzyli, że to bitwa.  Po wyrzuceniu bezpośrednio na Tworki kilkudziesięciu pocisków niemcy obrali sobie inny cel. Wyszliśmy z ukrycia. Niewiele strzałów, na szczęście, było celnych, ale wszystkie pawilony uległy uszkodzeniu. Nad zniszczeniem, jak na ironję, powiewały chorągwie Czerwonego Krzyża.

1943

Foto: Senat.edu.pl

13 października 1943 r. zmarł we Lwowie Stanisław Gruszczyński – polityk, publicysta, działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, w latach 1928–1930 senator Rzeczypospolitej Polskiej, a w latach 1934-1939 burmistrz Pruszkowa. Urodzony w 1880 w Starosielcach Gruszczyński wcześnie zaangażował się w politykę. Jako dziewiętnastolatek wstąpił do PPS, za działalność w której był więziony w Cytadeli Warszawskiej. W okresie międzywojennym poświęcił się działalności samorządowej. Był prezydentem w Tomaszowie Mazowieckim oraz burmistrzem w Ostrogu na Wołyniu i w Pruszkowie. Gdy wybuchła II wojna przed aresztowanie zbiegł do Lwowa. W opisującym dzieje miasteczka Ostróg nad Horyniem reportażu, który ukazał się w 2010 w „Nowej Trybunie Opolskiej”, znaleźliśmy akapit poświęcony okolicznościom jego śmierci:

Po napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę Gruszczyński, w tym czasie burmistrz Pruszkowa, schronił się we Lwowie. Tam pod zmienionym nazwiskiem ukrywał się przed Sowietami, aby nie trafić do Katynia. Pracował jako ogrodnik i pomocnik grabarzy na Cmentarzu Łyczakowskim. Po zajęciu Lwowa przez Niemców w lipcu 1941 roku, widząc na co dzień fizyczne unicestwianie Żydów lwowskich, postanowił w swoim mieszkaniu ukryć chłopca żydowskiego – sierotę, którego rodziców zastrzelono na górnym Łyczakowie. Ukrywany chłopiec nie znosił psychicznie zamknięcia w schowku na strychu: miotał się, nie wytrzymywał atmosfery zamknięcia w ciasnej klitce. Mimo ostrzeżeń swego opiekuna pewnego dnia niespodziewanie wybiegł z domu na ulicę i wpadł wprost na niemiecki patrol. Gruszczyński widział tę scenę ze swego okna. Z przerażeniem zobaczył też, że chłopiec, któremu wykręcono ręce, pokazuje hitlerowcom, gdzie mieszka. W tej sytuacji Gruszczyński, wiedząc, że za przechowywanie żydowskiego dziecka grozi mu śmierć, zdecydował się na desperacką ucieczkę, skacząc z okna z drugiego piętra. Niestety, upadek był tragiczny. Gruszczyński nie odzyskał już przytomności i 13 października 1943 roku zmarł. Sąsiedzi potajemnie pochowali go w kwaterach Orląt Lwowskich na Cmentarzu Łyczakowskim. Po wojnie miejsce to zrównano z ziemią. Syn Gruszczyńskiego, Zdzisław, żołnierz gen. Władysława Andersa, uczestnik bitwy pod Monte Cassino, w latach sześćdziesiątych XX wieku próbował we Lwowie odnaleźć mogiłę ojca, bezskutecznie.

Cały artykuł: https://nto.pl/moje-kresy-halszka-z-ostroga/ar/4173071