menu

Bursa RGO przy ul. Klonowej („Echo Pruszkowskie” 2 IX 1923)

Bursa RGO przy ul. Klonowej („Echo Pruszkowskie” 2 IX 1923)

W 1923 roku w kolejnych numerach poświęconego sprawom Pruszkowa i okolic dwutygodnika „Echo Pruszkowa” ukazywała się seria reportaży „Z wędrówki po Pruszkowie” przedstawiających życie miasta. W kolejnych numerach 8, 9, 12 i 15 publikowane były teksty autorstwa prawdopodobnie Kazimierza Bagdacha oraz Jana Szczepkowskiego. W wydaniu z 2 września 1923 roku ukazał się reportaż poświęcony bursie Rady Głównej Opiekuńczej (polskiej organizacji pomocowej działającej w Pruszkowie w latach 1916-1928), mieszczącej się przy ul. Klonowej.

 

Z wędrówki po Pruszkowie

I. Schronisko przy ul. Klonowej

Jedną z najstarszych instytucji Rady Opiekuńczej m. Pruszkowa jest schronisko pod wezwaniem św. Józefa przy Klonowej. Założone zostało już w 1914 r. przetrwało burze wojenne, okupacje i rozwija się pomyślnie. Bogate doświadczenie życiowe zdobyte w ciągu tych 9 lat, zostaje bezpośrednio zużytkowane w stosunku do nowych wychowanków. Życie bowiem często dowodzi, że wszelkie teoretycznie znakomite metody wychowawcze, w praktycznym zastosowaniu dają rezultaty wprost przeciwne. Tak np. zasada grupowania dzieci według wieku w każdym schronisku, zasada której i dziś hołduje wielu pedagogów, dała w życiu bardzo złe wyniki, przyczyniła się do rozluźnienia dyscypliny pomiędzy dziećmi, które rywalizowały między sobą w psotach i psich figlach. Nie było wśród nich starszych, którzy byliby dobrym przykładem. A przecież w każdej rodzinie mamy dzieci różnego wieku i tylko dzięki temu matki mogą sobie dać radę z gromadkami 5-8 dzieciaków.

To też w Schronisku przy ul. Klonowej  obecnie są dzieci różnego wieku: od 2-17 lat.

Najmłodsze są w tzw. Żłobku, starsze w Ochronie i reszta w Schronisku. Razem wychowuje się tu 200 dzieci.

Schrnisko zajmuje budynek frontowy 3 piętrowy – jeden z najładniejszych i największych domów Pruszkowa.

Jest ono jednym z nielicznych schronisk koedukacyjnych w Polsce. Chłopcy i dziewczęta cały dzień są razem – a tylko sypialnie mają na różnych piętrach. Personel w stosunku do liczby dzieci i obszaru gmachu jest nieliczny, składa się bowiem z 23 osób. Ale przyznać należy, że kierownikiem schroniska p. Maria Małkowska, ma dużą pomoc z wychowanic i wychowanków.

Na parterze znajduje się kuchnia, gdzie w dwóch ogromnych kotłach gotują strawę dla całej „załogi” i dla 16 starców, mieszkających w oddzielnym schronisku. Dzieci noszą im jedzenie.

Oprócz kuchni znajdują się tu sale: rekreacyjna i jadalna. Są one duże, widne i względnie czyste. Ściany ozdabiają ryciny, obrazki itp. – wszystko praca dzieci.

Pierwsze piętro zajmują sypialnie chłopców. Tu widzimy długie szeregi schludnych łóżek. Mieszkańców niema, wywędrowali oni na tydzień do lasu, gdzie rozkoszują się pozorami życia „dzikich traperów”. Czystość i porządek wzorowy. Na ścianach ozdoby i rysunki.

Na drugim piętrze – królestwo płci pięknej, co łatwo się domyśleć, widząc firaneczki, doniczki z kwiatami itp.

Obok sypialni, (która zajmuje kilka dużych pokoi) mieści się tutaj szwalnia, gdzie nie tylko reperują ubranie i bieliznę wszystkich ze Schroniska, ale szyją również inne rzeczy.

Jest i kaplica domowa, niezmiernie miła dzięki swej prostocie. Wszystko tu skromne, bezpretensjonalne, wyróżniają się tylko bardzo ładne i pracowite witraże. Co niedziela kapelan mszę odprawia.

Na 3-im piętrze jest pralnia i izolatka, składająca się z 3-ch pokoji. Tutaj znajdują się dzieci przed odesłaniem ich do szpitala R. O. Zastaliśmy jednego chłopca i 4 dziewczynki. Chorzy mają się dobrze, bo choroby okazały się nie straszne i zamiast do szpitala, na drugi dzień wracają do swych kolegów i koleżanek.

Ochronka i Żłobek mieszczą się w oddzielnym budynku, w podwórzu. Dzieciarni tutaj pełno; wszyscy oni czyści i weseli. Na pytania odpowiadają rezolutnie, zwierzchników się nie boją lecz odnoszą się do nich z ogromnym zaufaniem i miłością. Ogólne wrażenie wynosimy bardzo dobre.

I trochę wstyd nam, że mieszkając tyle czasu w Pruszkowie tak mało wiedzieliśmy co się tuż obok nas dzieje. A przecież tak wiele ludzi nie ma jeszcze najmniejszego pojęcia o pracy, która wre koło niego, nieraz tylko przez ścianę.

Kto lubi dzieci, interesuje się ich światem radzimy szczerze aby obejrzał Schronisko przy ul. Klonowej.

K.B.