menu

Bursa RGO przy ul. 3 Maja („Echo Pruszkowskie” 2 IX 1923)

Bursa RGO przy ul. 3 Maja („Echo Pruszkowskie” 2 IX 1923)

W 1923 roku w kolejnych numerach poświęconego sprawom Pruszkowa i okolic dwutygodnika „Echo Pruszkowa” ukazywała się seria reportaży „Z wędrówki po Pruszkowie” przedstawiających życie miasta. W kolejnych numerach 8, 9, 12 i 15 publikowane były teksty autorstwa prawdopodobnie Kazimierza Bagdacha oraz Jana Szczepkowskiego. W wydaniu z 2 września 1923 roku ukazał się reportaż poświęcony bursie Rady Głównej Opiekuńczej (polskiej organizacji pomocowej działającej w Pruszkowie w latach 1916-1928), mieszczącej się przy ul. 3 Maja.

 

Z wędrówki po Pruszkowie

I. Schronisko przy ul. Klonowej

Przedewszystkim co to jest bursa? Bo chociaż moje wątpliwości zdziwią może kogo, jest jednak faktem bezsprzecznym, że bardzo wiele ludzi słabo się orientuje w podobnych określeniach. „Żłobek”, „ochronka”, „bursa”, „przedszkole”, „seminarium” – oto cały szereg prawie że nowych pojęć, których znaczenia obywatel musi się uczyć. Wielu upraszcza sobie to, pamiętając, że… dzieci się tam uczą.

Bliższe różnice zna personel nauczycielski i rodzice dzieci.

Bursa – jest to dom rodzinny tych uczniów, którzy bądź to nie mają rodziny, bądź skutkiem warunków niesprzyjających nie mogą wśród niej przebywać. Bursa więc zastępuje chłopcom rodzinę. Tu mieszkają, jedzą, pracują. „Bursiacy” – nie są to koledzy z jednej szkoły, lecz przeciwnie uczęszczają do różnych szkół; są więc tutaj uczniowie szkół powszechnych, gimnazjum, szkoły Stow. Mechaników a także są tacy, którzy już na siebie pracują czy to jakie biuraliści czy jako rzemieślnicy. Każdy kształci się w tym kierunku, gdzie go ciągnie zamiłowanie i gdzie pozwalają zdolności.

Jeżeli zadamy sobie trud prześledzić fazy jakie przechodzi taki nieletni obywatel, gdy dostanie się do instytucji Rady Opiekuńczej, to zauważymy bardzo ciekawą ewolucję w ciągu tego czasu.

Ledwie chodzi, gdy dostaje się do żłobka, gdzie opiekują się nim nianie. Następnie awansuje się do ochronki, gdzie rozpoczyna się nauka w formie pogadanek, robótek ręcznych itp. Potym idzie do schroniska, gdzie się rozpoczyna systematyczna nauka.

A ostatnim etapem – jest bursa, ten uniwersytet sierot. Tu przychodzą młodzieńcy, których charakter przez czas pobytu w niższych instytucjach, już się wyraźnie zaznaczył – i został odpowiednio urobiony; tu pozostają oni do chwili usamodzielnienia się, gdy można ich puścić w życiowy bój, dostatecznie zabiezpieczonych i wystarczająco uzbrojonych w wiadomości praktyczne. Projektuje się jeszcze utworzenie „Związku bursiaków R.O.”, celem utrzymania łączności między wychowankami i zapewnienia im wzajemnej pomocy w tym czasie, gdy już zabraknie opiekuńczych skrzydeł obecnej władzy.

Bursa mieści się w gmachu dawnej szkoły kolejowej przy ul. Szkolnej. Gmach stary, nie bardzo odpowiedni na ten cel, to też Zarząd R.O. wyasygnował dość znaczną sumę aby w ciągu roku bieżącego odremontować go gruntownie. I właśnie rozpoczęto przedwstępne czynności. Moment ten nie bardzo jest odpowiednim dla zwiedzania bursy, wobec rujninacji jaka w tym czasie jest zjawiskiem zwykłem. To też jako wrażenie zasadnicze pozostało nam wspomnienie kuchni, bogato zaopatrzonej w naczynia i osoba „Antosia”, chłopczyny wysokości 2 metrów, dosłownie „najwyższej” władzy samorządowej bursiaków. Chłopców było tylko kilku, zajętych grą w loteryjkę, warcaby itp. Pokazali nam pismo, które wydają w bursie. Tytuł groźny: „Żubr”, w treści jednak przeważa satyra – zresztą dobrotliwa. Zwracają uwagę starannie i z humorem wykonane rysunki oraz winiety.

Opuszczamy bursę z tym przekonaniem, że wrócimy tu, gdy życie tętnić będzie całą swą mocą, gdy wrócą z wakacji bursiacy i napełnią gwarem cały dom.

Gmach w którym mieści się bursa, jest jednym z 3-ch domów, stanowiących własność R.O.; reszta domów, około 14-stu, w których się mieszczą schroniska, ochronki itd. są to domy wynajęte; a jako takie z trudem tylko mogą być przystosowane do potrzeb obecnych. Zresztą Zarząd, związany z kontraktami, nie może przeprowadzać żadnych zasadniczych zmian. Wyjątkiem pod tym względem jest Centralna Kuchnia mieszcząca się w domu p. Noska, przy ul. 3-go maja, gdzie musiano zmontować 3 olbrzymie kotły i cały szereg urządzeń pomocniczych.

Sprawa budowy specjalnych domów gdzieby się pomieściły wszystkie instytucje R.O. jest bardzo poważnie traktowaną. Plan opracowany na najlepszych wzorach zachodnio-europejskich jest już gotów i jeśli trudności finansowe będą pomyślnie przezwyciężone, to dzieci mieć będą niedługo własne „miasto”, zaś Pruszków zyska 14 domów mieszkalnych czyli około 100 lokali, ku radości przedewszystkiem ich właścicieli.

K.B.