menu

Bursa RGO Królowej Jadwigi („Echo Pruszkowskie” 31 XII 1923)

Bursa RGO Królowej Jadwigi („Echo Pruszkowskie” 31 XII 1923)

W 1923 roku w kolejnych numerach poświęconego sprawom Pruszkowa i okolic dwutygodnika „Echo Pruszkowa” ukazywała się seria reportaży „Z wędrówki po Pruszkowie” przedstawiających życie miasta. W kolejnych numerach 8, 9, 12 i 15 publikowane były teksty autorstwa prawdopodobnie Kazimierza Bagdacha oraz Jana Szczepkowskiego. W wydaniu z 31 grudnia 1923 roku ukazał się krótki reportaż poświęcony bursie Królowej Jadwigi Rady Głównej Opiekuńczej (polskiej organizacji pomocowej działającej w Pruszkowie w latach 1916-1928).

 

Z wędrówki po Pruszkowie

V. Bursa Królowej Jadwigi

Daleko od centrum miasta, bo aż poza domem gimnazjum koedukacyjnego na Żbikówku, ulokowało się w trzypiętrowej kamienicy schronisko żeńskie Rady Op. zwane „Bursą Królowej Jadwigi”.

Bursa ta, podobnie jak bursa męska, stoi na czele pozostałych instytucji wychowawczych Rady Opiekuńczej: z 66 bowiem wychowanek 10 – uczęszcza do gimnazjum, 4 – do seminarium nauczycielskiego w Warszawie, reszta zaś do szkoły powszechnej im. Marji Konopnickiej. Kształcenie ogólne, skauting, własne pisemko, wreszcie kształcenie praktyczne, dają prawo do postawienia tego schroniska na pierwszem wzorowem miejscu. Zarządza nim pani Marja Łaskowska.

W wewnętrznych stosunkach stosunkach dziewczęta rządzą się pewną autonomią. Bursa dzieli się na 4 grupy, każda grupa obiera sobie co trzy miesiące przodowniczkę i gospodynię. Grupy bynajmniej nie zależą od wieku, ponieważ różnolitość wieku wychowanek w poszczególnych zespołach okazała się najwłaściwszym systemem wychowawczym: zależą raczej od zgrupowania obok siebie sypialni. Wszystkie zaś grupy obierają sobie jedną główną komendantkę, którą jest obecnie energiczna p. Weronika Chrypińska. Ta sama komendantka dowodzi jednocześnie drużyną harcerek składającą się z 7 zastępów po 8 członków.

Dzielne i pracowite dziewczęta urządzają zbiórki w każdą niedzielę i święto resztą zaś dni w tygodniu spędzają na nauce, szyciu dla siebie i na pracy ku wspólnemu pożytkowi. Niektóre z dziewczynek znajdują jednak chwilę i na pisanie utworów prozą lub wierszem zamieszczanych we własnym „organie” pod tyt. „Róg obfitości” i w „gazetkach” każdej grupy.

Znajdujemy wśród tych utworów duże zdolności. Mała np. 8-o letnia dziewczynka opowiada bardzo mile o laleczce, że „była dziś na spacerze, ale wróciła bardzo zmęczona aż się położyła do łóżka i leżała długo – długo. Podczas spaceru była na meczu…”. Szczerem uczuciem, polotem i poprawną formą odznaczają się poezje „Jadźki”.

„…I mam zobaczyć nadniemeńskie łąki,
I mam zobaczyć nadniemeńskie lasy
Litewskie będą nucić mi skowronki
Pieśń powitalną – jak dziecinne czasy.

I będę mogła rzucić się na ziemię,
Na czarną ziemię litewskiego pola,
By ją całować płacząc, by jej mówić,
Że bez niej ciężko, że bez niej niedola…”

 

Lub tchną głębszym lirycznym nastrojem w refleksjach na temat pór roku.

Inna znów dziewczynka ukrywająca się pod pseudonimem „Bezimienna” ma zacięcie na wymowną o pięknych zasadach publicystykę „…prawda, że my nie możemy dla Polski dać żadnych skarbów, złota ani srebra, ale możemy dać dużo: możemy oszczędzać wszystkie nasze rzeczy tak – aby Rada nie potrzebowała wydawać pieniędzy…”, „możemy kształcić się, możemy hartować siłę ducha i woli żebyśmy zasłużyły na nazwę Polek i żebyśmy były godnemi córami naszej Ojczyzny Polski”. I wiele jest tam artykulików ładnie i szczerze napisanych.

Poza rozwojem w dziedzinie ducha, pani Łaskowska pragnie przysposobić dziewczęta do życia praktycznego, nauczyć je szycie i niezmiernie pożytecznego, a niestety dziś zaniedbywanego po wsiach – tkactwa. Sprowadziła więc z Kresów trzy włościańskie tkackie warsztaty oraz kółka do przędzenia. Ulokowała je w dwóch pokojach na górze i już na jednym z tych warsztatów zaczyna się owijać postaw płótna, a na innych wkrótce ukażą się pewnie wełniaki, w które będzie można ubrać nie mające pomocy z domu sieroty. Pani przełożona jest zdania, że schronisko to powinno własnym przemysłem i pracą pokrywać koszty swego utrzymania, lecz nam wydaje się myśl ta nie zupełnie odpowiednią zwłaszcza w stosunku do młodszych dziewczynek, które pozbawione pomocy rodzicielskiej, powinny znaleźć materialną pomoc społeczeństwa w takich rozmiarach, aby w latach nabywania wiedzy teoretycznej i praktycznej nie były krępowane pracą zarobkową i mogły za to w przyszłości spłacić dług swój względem społeczeństwa bardziej fachową produkcyjnością.

J.S.