menu

Kącik humorystyczny („Echo Pruszkowskie” 1923-1929)

Kącik humorystyczny („Echo Pruszkowskie” 1923-1929)

3 maja 1923 roku ukazał się pierwszy numer wychodzącego (z przerwami) do końca 1929 roku „Echa Pruszkowskiego”. Redaktorem naczelnym dwutygodnika był doktor Karol Bagdach, zaś wydawcą pruszkowski kupiec Piotr Kukliński. Z pismem współpracowali m.in. bracia Franciszek i Józef Kwasiborski, Jan Szczepkowski, Marian Józefowicz czy autor „Kamieni na szaniec” Aleksander Kamiński. Począwszy od 2. numeru „Echa Pruszkowskiego” jego stałym elementem była rubryka „Kącik humorystyczny”, w której ukazywały się żartobliwe wierszyki i scenki, czasem także satyryczne rysunki, komentujące życie społeczne i polityczne w międzywojennym Pruszkowie. Ich autorzy – tj. „Erazm Chudy” – ze względów oczywistych kryli się jednak pod pseudonimami, których do dziś nie udało nam się rozszyfrować. Poniżej przygotowaliśmy krótką antologię z „Kącika”.

Bajeczka a la Jachowicz
Kto lepszy?

Pruszkowiaków smutne życie
Już im dola wprost obrzydła
Bo Magistrat ich traktuje;
Gorzej bydła!

Czy kto wątpi? A to proszę:
Dobre szosy mają konie,
A przechodzień na „chodniku”
W błocie tonie!

„Echo Pruszkowskie” 1923 nr 2

Porządek

Widziałem raz Porządek
W Pruszkowie na ulicy,
Był bardzo zadumany
I łezkę miał w źrenicy.
Spytałem czemu smutny
Jest nawet w dniu urodzin?
Odrzecze: Bo żyć będę,
Zaledwie kilka godzin!

Ojciec i syn

Że chciał złapać rybę na wędkę w Utracie
Śmiał się ojciec z syna, a ten odrzekł tacie:
„Prędzej ja wędkę wieloryba złowię,
Niż wy Dom Ludowy stworzycie w Pruszkowie”.

„Echo Pruszkowskie” 1923 nr 4

Pruszków w nocy

Ulica cała jest mgłą owiana,
A lampa świeci mętnym płomieniem
Po trotuarze biegnie strumieniem
Woda, unosząc liście, źdźbła siana…

Pusto wokoło!… Gdzieś tam w oddali
Słychać późnego przechodnia kroki…
Po niebie płyną szare obłoki
Podobne raczej do morskich fal.

W niektórych oknach jeszcze się świeci…
Bije gdzieś zegar… raz… drugi… trzeci
Dźwięk łowię uchem i z niego wróżę,

Że dla mnie kiedyś szczęście przyleci
I mnie przed nogi rzuci cud – róże
…Marzę przez chwilę… i buch w kałużę!

„Echo Pruszkowskie” 1923 nr 5

Omyłka

Przy szosie, gdzie kiedyś stał młyn
Gdzie zboże ciągle mielono,
A dziś cuchnący cieknie płyn,
Barwiąc wodę na czerwono
Pięknego ranka, wracając z miasta
Pewna niewiasta
Spotkała swoją znajomą.
A że wiadomo
Kobiety lubią plotki, nowiny
Więc się witają, rade ze spotkania
I dalej gadać…
Płyną godziny
Lecz coś nie widać końca gadania.
Słowo po słowie tak szybko płynie
Jak w dawne czasy… woda we młynie.
….
Ciekawy temat, każdy to przyzna
Ta tak nieznośna, wstrętna drożyzna
Więc jest w rozmowie wszystko co trzeba:
Małe zarobki i spadek marki
Ceny jaj, mięsa, masła i chleba,
Sąsiadki, sługi, pomyje, garki…
No i najmilsza i zawsze słodka
Wiecznie ponętna, pruszkowska plotka.
….
Wreszcie minęło znojne południe
Słońce uśmiecha się jeszcze cudnie
Zagląda skośnie do mostu szczelin
I do rudery zwanej „Anielin”
A nasze damy wciąż pełne werwy
Mówią i mówią ciągle… bez przerwy.
W końcu i słońce było zgorszone
Temi modnemi dzisiaj plotkami
Stało się z gniewu strasznie czerwone
I się ukryło hen… za drzewami.
Noc ciemna jak dusza murzyna
Królować rozpoczyna.
Żadna gwiazdka się nie pali
…Lecz rozmowa płynie dalej!

W dobrze zniszczonej karocy
Zaprzężonej w konie stare
Jechał, późno po północy
Pan, co nie był tu lat parę.
Słysząc hałas koło szosy
Myślał, z młyna to odgłosy;
Więc tak mówi: „Hej, Marcinie
Długo dziś pracują w młynie?”
Marcin oczy miał jak kot
To też dojrzał baby w lot
Wąs podkręcił i odpowie:
„Dyć zmieniło się w Pruszkowie,
Gdzie młyn wprzódy – tam dziś ziele
Rośnie różne i pokrzywy,
A ten hałas? Wielkie dziwy
Baba tak ozorem miele”!

„Echo Pruszkowskie” 1923 nr 7

Fatalna uchwała

Na Radzie Miejskiej (ale nie w Pruszkowie)
Raz pewien radny w gorliwości żarze
Postawił wniosek, że jeśli kto powie
Niepotrzebne słowo, to się go ukarze, –
Grzywną dość znaczną – mogę na to przysiądz
Za każde słowo – marek cały tysiąc.

Wniosek przyjęto po wściekłym oporze…
Sędzia Rozsądek, by oceniać słowa,
Ukrył się w kącie niby rak w swej norze
I liczy, liczy aż go boli głowa.

A gdy rachunek przedłożył każdemu
Na sali dzikie rozległy się głosy
I sam widziałem jak nagle radnemu
Na łysej głowie dęba wstały włosy.

Bo się to stało, co tęgie rozumy
Nie przewidziały wygłaszając mówki…
Wszak płacić trzeba było takie sumy,
Że nie jednemu zabrakło gotówki.

Sierotka – radna zaczęła przemowę,
Mówiąc to wszystko, co jej serce czuje
A wnioski z tego były „echt” wiecowe
„Ja tam nie płacę – niech płacą burżuje”.

Inni lojalni względem swej uchwały
Już wyciągnęli spęczniałe portfele
I dalej płacić „melony”, „kawały”
A było tego tak wiele, tak wiele!

Krezus miejscowy – właściciel apteki
Musiał zapłacić tylko trzy miliony.
(Pewny, że jutro podrożeją leki,
Dzisiaj był z grzywny niezadowolony).

Tylko z „mniejszości” nie płacił nikt kary;
Od czego bowiem „fajn kepełe” handlowa
Ani ten młody ani ten stary
Jednego nawet nie wyrzekli słowa.

Gdy burza przeszła, towarzystwo całe
Wołać zaczęło – „wznowić posiedzenie”!
I niewygodną zwalili uchwałę
Aby przywrócić bezkarne ględzenie.
(Gdy komu wiersz ten sprawi trochę bólu
Niech wspomni, że to było… w Honolulu)
Erazm Chudy

„Echo Pruszkowskie” 1923 nr 9

Most na „Czarnej drodze”

O nowy „wielki” czyn potężnych naszych proście!
– A my ze wszystkich was najśmielsi i najszczersi
Radości dziki krzyk wzniesiemy z wątłych piersi:
„Evviva – mamy już potrzebne dziury w moście!”
Erazm Chudy

„Echo Pruszkowskie” 1923 nr 14

Bajeczka a la Rozbicki

Marchołt sprośny, gdy ujrzał w zwierciadle
Swą szpetną postać – wrzasnął zajadle:
„Precz! zgiń! przepadnij! – ja sobie nie życzę
W zwierciadle własne oglądać oblicze!”

Znajdzie – kto szuka
Jaka tej bajki – nauka:
Nie lubisz „Echa”? – To oczywiste,
Że masz sumienie nieczyste.

Wrażenia chwili

„W odpowiedzi radnemu” – mówiła raz radna,
Że stawiać różne wnioski to nie sztuka żadna.
Lecz będzie sztuką i to w każdym czasie
Kupić plac z domem, kiedy pustki w kasie.
Na to radny z uśmiechem wyraził nadzieję,
Że z pustego komisja może coś naleje.
Erazm Chudy

„Echo Pruszkowskie” 1924 nr 2

Liście męskie, damskie i dziecinne

Gdy ceny ubrań idą wzwyż bez miary,
A słońce wiosny wciąż świeci ogniście –
Trzeba odnowić obyczaj prastary
I zamiast ubrań, nosić tylko… liście!

Dziś niech się o tym już każdy z was dowie;
Niech się radują panowie i panie,
Że tutaj, u nas w kochanym Pruszkowie,
Magazyn z liśćmi otwarty zostanie!
Erazm Chudy

„Echo Pruszkowskie” 1924 nr 4

„Echo Pruszkowskie” 1924 nr 8
„Echo Pruszkowskie” 1924 nr 13
Bal

Kiedy bawią się studenci,
Urządzając u nas bal
Wtedy wszystko już się kręci
Znika smutek, znika żal.

Do zabawy, panie drogi,
Nie potrzeba dużo wszak:
Bufet, sala, zdrowe nogi
Trzy wstążeczki* albo frak!

I, posadzka jak lustrzana,
Jak jezioro w silny mróz
Na niej pląsa już Goplana,
Kilka bogiń, kilka muz…

Jest Kaliope, jest i Fryne,
Co uśmiechem mówi „grzesz”
No i powiem wam nowinę
Melancholja była też!

Chociaż kryła się pod ścianą
Lecz wiał od niej dziwny chłód,
Gasił buzię roześmianą
I do skocznych właził nut

Więził, nogi jak maź z błota
Tak, że tancerz gubił takt
I z namiętnych póz fox-trotta
Obojętny czynił akt:

Płyną dzikie dźwięki jawy
Lub walczyka smętny ton,
A tymczasem wśród zabawy
Amor zbiera suty plon

Czuły uścisk, szept, uśmiechy,
Lub westchnienia słodki dech …
Czuć, źe rodzą się tu grzechy
Jeśli miłość – jest to grzech!

A gdy rankiem senni trochę
Do domowych szliśmy leż
Melancholja – dziewczę płoche
Szła znudzona z nami też….

Erazm Chudy

*) Najmodniejszy kostjum damski.

„Echo Pruszkowskie” 1924 nr 12

Co o Nas piszą

(Szopka” no 47.)

Na zakończenie zaznaczyć wypada
O fakcie ważnym choclażby dwa słowa,
Z czego Warszawa powinna być rada!
Już wykończono szosę do Pruszkowa!
l mogą teraz bez żadnej przeszkody
Dążyć tem dryndy, fury, samochody.
Fakt ów tak ważny a bardzo na czasie
Przeszedł dość cicho i bez podkreślenia,
Króciutkie wzmianki były tylko w prasie,
Widocznie jeszcze nikt go nIe docenia.
A rzecz istotnie zaznaczenia warta:
Komunikacja z Tworkami z otwarta!

Aramis

„Echo Pruszkowskie” 1924 nr 19

 
Podsłuchane

Raz w ogródku przy stacji
Na ławeczce pod gruszką
Wiedli cichą rozmowę
Imć pan Szopen z Kościuszką.

Pyta jeden drugiego
O znajomych, o zdrowie
I jak mu się powodzi
W tym kochanym Pruszkowie?

„Ha, niczego!” – rzekł Szopen
Zawsze chwalić gotowy –
„Mam tu przecież ulicę
Na niej urząd pocztowy!

Lecz mnie jedno wciąż martwi
(Przyjm wyznanie me szczere)
Nie mam dotąd chodników,
A na rogu… ruderę!

Zresztą jakoś tam idzie,
Nie wymagam wszak wiele,
Bo mam za to zabawę
W każdą letnią niedzielę!”

„Tak” – odpowie Kościuszko
„Sprawy nie są wesołe
Mam i ja tu ulicę,
Mam powszechną też szkołę,

Mam i kopiec wraz z krzyżem,
Obok moja figura;
Ale bardzo mnie martwi
Pruszkowiaków natura:

O mój kopiec nie dbają
Nie ogrodzą parkanem
Ale za to wciąż śmiecą
Papierami lub sianem…

I choć była w tej kwestii
Rady Miejskiej uchwała
Jednak nawet i ona
Na nic mi się nie zdała…!”

„O rodacy! rodacy” –
Westchnął Szopen z Kościuszką
Aż się smutno zrobiło
Na ławeczce pod gruszką.

Erazm Chudy

„Echo Pruszkowskie” 1924 nr 20

 
Przed wyborami

Jeden szepnie, drugi powie
(Do gadania każdy skory)
I wiadomo już w Pruszkowie
Że wybory…, że wybory!

Będziem mieli śliczną hecę,
Bo to przecież u nas w modzie
Będą wiece, liczne wiece
I na sali i w ogrodzie.

Pan Iksiński już szykuje
Mowę długą (nie do wiary)
W niej dowodzi, że burżuje
Chcą skasować… trotuary!

Więc kto nie jest z czci wyzuty,
Klo postąpić pragnie godnie,
Ato szanuje własne buty,
Kto szanuje własne spodnie,

Niech zapomni wszelkich sporów
Mąż stateczny i niewiasta
I niech z robią w czas wyborów
Z Iksińskiego głowę miasta!

***

Zet – właściciel kamienicy
Typ ciekawy choć nie rzadki
Mówi rzewnie z łzą w źrenicy
Jak to gnębią nas podatki!

Od lokali i od „dymów”
Dochodowy, obrotowy…
(Tu zabrakło mi już rymów,
Choć rym zawsze mam gotowy)

Dom dochodu nie da wcale
A lokator go nie słucha
(Z wiosną sprzedał dwa lokale
Lecz dla Zeta wszystko „mucha”)

Dziś są rządy miejskiej mafji
Co bezprawiem ciągle szasta
Lecz Zet zmienić to potrafi
Gdy zostanie… głową miasta!

***
„Co tam burmistrz” ktoś zawoła
„Mnie on wiecie nie rozczula
Burmistrz zrobić nic nie zdoła…
Precz z burmistrzem! Chcemy króla!”

I tak dalej i tak dalej
Głośne słowa i tyrady
Każdy chętnie siebie chwali
I do miejskiej pcha się Rady

Zaś lud słucha; czasem wzdycha
I zamyśla się głęboko…
Ale ktoś tam mruknął z cicha:
Będzie lepiej??? – Perskie oko!!!

Erazm Chudy

„Echo Pruszkowskie” 1926 nr 4

„Już był w ogródku”*

Już był zwycięzca! Już na kanapach
Rozsiąść się mieli jego rycerze;
Już miejskiej władzy czuł słodki zapach
l już się cieszył głośno i szczerze
Ze zwycięstwa, które dała im „trójka”
Nagle zbladł strasznie jakby był chory…
Papier z pieczęcią podał mu stójka:
…Unieważniono wybory!

Erazm Chudy

„Echo Pruszkowskie” 1927 nr 3

*Ze względów proceduralnych wybory do władz miejskich, które odbyły się w 1927 roku, zostały unieważnione przez władze powiatowe.

 
Wiosna – poezja – i ogród Bersona

Nad brzegiem małej sadzawki
Gdy przyszedł pierwszy dzień wiosny
Siadł Zdzisio – zagiął nogawki
l pisał wierszyk miłosny.

Były tam nieba lazury,
(Gdzie on ich widział, niecnota?)
Były doliny i góry
Ze srebra albo ze złota!

Były tam szmery strumienia
l wód pieniste kaskady,
Były spojrzenia, westchnienia,
Elfy, chochliki, dryady…

Zapomniał poeta młody,
Że jest w ogrodzie Bersona
Zerwał się… upadł do wody.

l już poezja skończona…
Erazm Chudy

„Echo Pruszkowskie” 1927 nr 5

 
Ofiara samorządu

– Cóż to męża pani nigdzie nie widać?
– Bo widzi pani, był na kilku posiedzeniach Rady Miejskiej i teraz to na nikogo patrzeć nie chce: mnie nazywa „starą reakcjo” – dzieci „sługami burżuazji” gości „nikczemnikami”, a wszystkich sąsiadów „bujdziażami”. Wstyd ludzi! Niech lepiej w domu siedzi – może mu to i przejdzie.

„Echo Pruszkowskie” 1927 nr 14

Ballada o chorej Kasi

„Mądrej glowie dość na słowie”
I to przecież nie jest cud;
Kto zrozumie – innym powie,
Kto nie pojął – próżny trud!

Bez komedii, bez dramatu,
Ody jesienny opadł liść
Przyszła Kasia do powiatu
I nie mogla dalej iść!

Urządziła jednak hecę
(Któż zrozumie Kasi plan)
Zamieszkała tuż przy rzece
Wśród wilgotnych, zimnych ścian!

I udaje zucha jeszcze,
Innych nawet leczyć chce,
Chociaż często czuje dreszcze
I chwilami jest jej źle.

Chudnie, aż z niej lecą szatki
Lecz apetyt ciągle ma
Woła Kasia: „Dajcie składki!”
I do brzuszka wszystko pcha.

„Źle” – orzekli przyjaciele,
Widząc Kasi bladą twarz.
„Jadłaś, Kasiu coś za wiele
Oto skutki tego masz!”

„Rzecz wiadoma, człek nie wieczny
Lecz doktora poco brać?
Czy to doktór jest konieczny?
Na czyszczenie Kasi dać!”

Był konieczny, dał jej leki,
Z alkoholem jakiś płyn
I wyjechał w kraj daleki
(Był to bardzo mądry czyn.)

Dalej było niby w bajce,
W której tylko smoków brak:
Zebrali się różni rajce
Aby radzić co i jak?

Jedni mówią: „Kasia Chora
Radę na to jedną znam
Lecz, broń Boże, bez doktora,
Bo z doktorem będzie kram!

Źle jej mieszkać przy tej rzece,
Woda z niej wyciąga moc,
Chyba, żeby dać jej świece
Bo jej ciemno w dzień i w noc!

Było o to dużo wrzasku.
Dali świece. Lecz cóż stąd?
Świeca mało daje blasku
Ale za to robi swąd!”

***

Już stan Kasi świat przeraża
(Kasia schudła już na kość)
Ktoś zawołał: „Komisarza!”
„Dość tych rajców, dość już dość”

Sprawa nie jest znów tak łatwą
Bo wszak każdy pragnie żyć
Spróbowali przeto dratwą
Chora Kasie mocno szyć!

***

Kasia jakoś tam się krzepi
Pono nawet mniej już je
Jedni mówią, że z nią lepiej,
Inni twierdzą, że jest źle!

***

Niech się kto chce w czoło puka
Niech zgaduje ten i ów
Lecz jedyna stąd nauka:
„Ciesz się człeku, gdyś jest zdrów!”

Ex-kasiarz

„Echo Pruszkowskie” 1927 nr 17

Wiadomości sportowe

Dzięki staraniom grona miejscowych sportowców, wkrótce zorganizowane zostaną na szerszą skalę zawody bokserskie.
Impreza ta nie ma nic wspólnego z wyborami.

„Echo Pruszkowskie” 1928 nr 3

Na jarmarku

Wyrzekał ktoś, że, po mieście
przechodząc razy ze dwieście,
chociaż to był dzień jarmarku,
nigdzie nie mógł osła dostać;
a dobrą chciał płacić miarką.
Jam gotów pomóc – rzecz prosta:
lubię wygodzć każdemu.
Rzekłem: – Mam pustą kaletkę,
lecz przyjaciele,
których mam wiele
i znajomych tyle
usłużą …
Wiem, że się nie mylę:
za chwilę
nie dużą
przywiodę osłów ze setkę

Izasław Pabudziński

„Echo Pruszkowskie” 1928 nr 19

Anegdotki miejskie

W pewnym mieście gabinet vice-burmistrza urządzono w pomieszczeniu, gdzie dawniej był areszt policyjny. Vice- burmistrz, lubiący się chwalić, opowiadał jednemu z interesantów ile to on zrobił dla dobra miasta. Przemówienie swoje zakończył: „Odkąd ja tu siedzę – inaczej wszystko u nas idzie”.
– Szkoda, że pan tu wcześniej nie siedział – odparł złośliwy interesant.

„Echo Pruszkowskie” 1929 nr 13