menu

Krystasiak – „Pobrzeże górnej Utraty” („Orli Lot” 1927)

Krystasiak – „Pobrzeże górnej Utraty” („Orli Lot” 1927)

W latach 1920-1950 pod egidą Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego ukazywał się miesięcznik krajoznawczy „Orli Lot”, wydawany jako organ Kół Krajoznawczych Młodzieży Polskiej Towarzystwa Krajoznawczego. Autorami publikowanych w tam tekstów była zwykle młodzież szkolna zrzeszona w lokalnych kołach krajoznawczych. W kwietniu 1927 r. ukazał się numer poświęcony poświęcony okolicom Pruszkowa, do którego artykuły przygotowali członkowie Koła Krajoznawczego im. P. E. Strzeleckiego przy gimnazjum państwowym im. T. Zana, które wówczas miało jeszcze siedzibę przy ul. Narodowej w Żbikowie. Poniższy artykuł autorstwa Stanisława Krystasiaka ukazał się właśnie we wspomnianym numerze pisma, a poświęcony został przepływającej przez Pruszków Utracie. Przed lekturą warto jednak odnotować dwie nieścisłości, które znalazły się w tekście. W czasach, gdy młody krajoznawca przygotowywał artykuł, nomenklatura dotycząca nazw okolicznych rzek wciąż jeszcze nie była do końca ustalona. Artykuł, w pewnej części przynajmniej, dotyczy Raszynki, a nie Utraty, która swoje źródła ma nie pod Raszynem, ale w okolicach Skulskiego Lasu. Druga nieścisłość dotyczy lokalizacji źródeł Zimnej Wody, które mieszczą się dalej niż na brwinowskich łąkach, jak przypuszczał autor, bo aż pod Rozalinem k. Mszczonowa.


St. Krystasiak

­Pobrzeże górnej Utraty

…Bagnistą się łąką w rozliczne skręty i pętlice wijąc, rzeczułka Utrata, prawy dopływ Bzury, w tłustych se namułach płytkie rżnie łożysko i na zachód wciąż wytrwale zdąża. Z wartkim prądem tego ledwie nie-strumienia płyną wszelkie lekkie męty, a dno jego najczęściej białym, mazowieckim piaskiem jaśnieje. Dziwnemby się to conajmniej albo zgoła niewytłumaczonem zdawać mogło, że rzeka w czarnych się iłach kolebiąca, piaszczyste jednak ma podłoże, gdyby nie żmudne uczonych ślęczenia, a ścisłe w naturze badania Z ich tedy określenia dla rzek naszej podobnych wynika, że dzisiejsza Utrata to nikły jeno ślad wielkiej, dawnej Utraty, co w zamierzchłych się czasach polodowcowej epoki począwszy, wśród morenowych sobie żwirów, piasków, glin i iłów dolinę obszerną wyżłobiła, a od tysięcy lat płynąc, mułem we własnem łonie dźwiganym, głębiny zaniosła, zaszorowała i po tysiąckrotnych przerzucaniach koryta z jednego miejsca w drugie, i tysiącznych wylewach dzisiejszą postać przybrała… Z północy, naturalną niejako miedzą piaszczysto-gliniastą od Wisły oddzielona, zamiast wprost z pod Raszyna do niej płynąć, własną doliną, blisko 20 m. nad poziom morza niżej położoną niż Warszawa, zdąża ku Bzurze i za pośrednictwem hożej księżaczki z falami królowej się łączy. Z południowej zaś strony Utrata strugę niewielką, Zimną Wodę przyjmuje. Struga z rozkisłych łąk Brwinowa wyciekłszy, przez nieliczne wypukliny moreny dennej się przebija, a kręty bieg jej piramidalnie koroniaste olchy znaczą. Na wszelkich usypiskach piaszczystych i wypukłościach gruntu, wsie i dwory z dawien dawna się rozsiadły, i tylko nigdy nieobeschłe bagna, lub piaszczyste wydmuchowiska porastają lasy, co ongiś od Jaktorowa po Kampinos i bramy Warszawy sięgały, i ostatnią w Polsce tura ostoją były (puszcza jaktorowska), a obecnie w większości bezlitośnie wycięte zostały i na letniska takie jak Brwinów i Milanówek rozparcelowane… Na wschodnich krańcach Milanówka istnieje osiedle (wydmy szczerze piaszczyste z kępkami trawy perzówki tu i ówdzie), Owczarskie się zowie, gdzie nędzne, a jednak sierdziste baby przystąpić wycieczkowiczom do wody, w zatęchłych beczkach przechowywanej, nie dają i z daleka już krzyczą, że „wody nima”? Dla wyjaśnienia dodam, że w Owczarskiem jest zaledwie kilka studzien gromadzkich, a cudacznych kształtów lepianki na dużej stosunkowo przestrzeni są rozrzucone… Piachów wielkich i w Pruszkowie nie brak, szczególnie w Żbikówku, gdzie po między-kamienicznych placach wiatry wolno hulają i z miejsca w miejsce je noszą…

W siedmiokilometrowem od Pruszkowa na wschód oddaleniu, wśród grząskich łąk falenckich, raszyńskich i puchaIskich źródełek żywych kilka z pod rudej darni wycieka, a nadmiar wody wypchniętej w najdrobniejszych się wklęśnięciach, już to racicami krów już też bosemi pastuchów stopami wgniecionych, pod rdzawymi kożuchem zbiera i po lekkiej pochyłości gruntu jasnemi pasemkami ścieka, aż za Raszynem w jeden się strumień łączy. Ten to strumień pod nazwą Mrowy, rozwidlając się często i znów zbiegając, na zachód swe wody kieruje, a za Pęcicami przyjąwszy wraz ze znacznym wody zasiłkiem nazwę Utraty pod Tworki się zwraca, gdzie kanalizacyjnymi kałem zasilony bieży Pruszków opłukać; minąwszy zaś most kolejowy, szeroką tamę pod „Elektrownią Okręgową” przeskakuje i meandrując gęsto, rozgranicza pola wsi Żbikowa i Gąsina, i pod Żbików-dwór podpływa Tu jest kres swawolnej Utraty, a uregulowana, w prostolinijne koryto ujęta, Utrata-kanał się zaczyna. Niepokaźna Utrata niezwykle ważną w historji rolę odegrała. W jej to obszarze dwie się krwawe odbyły batalje jedna przed stu przeszło laty, u jej wód zaczątków, na polach Falent i Raszyna, a druga w mokradłach pęcickich, jesienią 1914 roku. Zrozumiał dobrze książę Józef obronne znaczenie bajor raszyńskich, gdy kwietniową porą rozmiękłe nad miarę, nie do przebycia wprost teren stanowiły i na nich zawzięty opór Austrjakom stawił. Do dziś dnia parobki i baby z Falent pokazują miejsce w polu, gdzie miały podobno ugrzęznąć armaty; niepewni tylko są, kto wówczas po Warszawę rękę zaborczą wyciągnął – „cy to były Miemce, cy tyz może Turki”. Polski zaś szaniec armatni, wysokim wałem za kościółkiem dotykający szosy, porosły gęsto gorzkie piołuny, kobylaki, nieśmiertelniki polne i białe a różowe krwawniki, które korzeniami swemi w całości go utrzymują; w jednem tylko miejscu rozkopano go nieco dla żółtego piasku, z jakiego jest sypany, a którym zacne gosposie raszyńskie podłogi jak i podwórka chętnie posypują.

W cieniu rozłożystej topoli, pod ochroną pamiątkowej figury Matki Boskiej, Niemcy w miejscu, gdzie przed setką lat ta­ się obficie krew lacka polała, wojenny cmentarz poległych w Wojnie Światowej założyli.

A nad pochyłemi, często rzeźbionemi krzyżykami niemieckich żołdaków, żelazny krzyżyk z prastarej kapliczki przydrożnej wyciąga rdzą zgryzione ramiona tak, jak je nad umierającym z ran pułkownikiem Cyprjanem Godebskim wyciągał Kapliczka rozmaitemi czasy rozmaite święte figurki we wnętrzu swojem chroniąc, ­niewolę całą nienaruszona przetrwała, ­a teraz błogosławić zda się ziemi tej, której niemal „każda grudka chrzest już wzięła krwawy”. Pod Pęcicami zasię między „Germańcami” z jednej strony, a moskiewskiem plugastwem z drugiej, sprawa była.

Usiłującym wziąć Warszawę Niemcom rosyjskie baterje, dzikie sotnie kozactwa i sybirskie roty mężne przeprawy przez nadutrackie moczary broniły. W rezultacie najezdźcy, tak jedni, jak drudzy poszli sobie precz, a tylko smutna straszliwych rozpraw pamiątka, mogilne krzyże na wzgórzu, o starciu się podłych instynktów zaborczych świadczą…

A staruszka Utrata coś tam wiecznie szemrze, coś ględzi wierzbom starowinom i bujnym kosaćcom szepleniąc się spowiada, mrukliwe nauki wygłasza bełkotem, a przy wietrze jesiennym szumem się wielkim zanosi i gędźbą ludziom nieznaną rozbrzmiewa. Powiadają wówczas starzy, że się wierna weteranka co dwakroć już wroga do stolicy nie puściła, burzy i Pruszkowianom za sprofanowanie jej nieskalanie czystej toni brudami fabryczno-miejskiemi złorzeczy Ale to nie prawda!… – Starucha w ten sposób prawe dzieci swoje, zarośla pobrzeżne naucza, jak kraj miłować, jak mu niezmiennie do celu dążąc byt trwały fundować i jak mądre z przeszłości nauki wyciągać!!

„Orli Lot” 1927 nr 4