menu

Gustowski – „Wizyta w Polskiej Fabryce Ołówków St. Majewski Pruszków pod Warszawą” („Kupiec” 1924 nr 15)

Gustowski – „Wizyta w Polskiej Fabryce Ołówków St. Majewski Pruszków pod Warszawą” („Kupiec” 1924 nr 15)

W 1924 roku w 15 numerze „Kupca” z 1924 roku ukazał się obszerny reportaż Leszka Gutowskiego poświęcony Fabryce Ołówków St. Majewski i Ska, prezentujący dokonania zakładu oraz szczegółowy opis procesu produkcji w najstarszej polskiej wytwórni ołówków.

Wizyta w Polskiej Fabryce Ołówków St. Majewski Pruszków pod Warszawą

Czytelnicy „Kupca” od wielu lat spotykają się na łamach naszych z ogłoszeniami i redakcyjmemi artykułami, opisującemi specjalności fabrykacyjne znanej Polskiej Fabryki Ołówków, Towarzystwa Akcyjnego St. Majewsiki. Redakcja złożyła przed paroma tygodniami specjalną wizytę tej zaszczytnie wyróżniającej się krajowej placówce przemysłowej w 42-im roku jej nieprzerwanego, a tak wyjątkowego istnienia.

Rozległe zakłady przemysłowe „St. Majewski”, położone na peryferiach Wielkiej Warszawy, rzucają się przyjezdnemu w oczy już na samej stacji kolejowej Pruszków. W rzeczy samej kompleks 22 pawilonów fabrycznych składa się na imponującą całość tej najstarszej na ziemiach Polski fabryki ołówków, która polskiej przedsiębiorczości i polskimi kapitałom zawdzięcza swe istnienie i prawdziwie europejską skalę rozwojową.

Defilując wzdłuż kilkunastu hal fabrycznych „St. Majewski”, docieramy do biura dyrekcji sprzedaży. Tu przyjmuje mnie uprzejmie kierownik działu sprzedaży, p. dyrektor Mieczysław Kosicki,  wychowanek słynnej szwajcarskiej Akademji Handlowej w St. Gallen.

„Zarząd ogólny zakładów naszych spoczywa w rękach założyciela, naszego seniora i prezesa Zarządu, p. inż. Stanisława Jana Majewskiego, który pomimo przekroczonego 70-ego roku życia jest sercem i duszą oddany Towarzystwu naszemu. P. inż. Leszek Majewski jest dyrektorem technicznym Polskiej Fabryki Ołówków „St. Majewski” – mnie podlega dział sprzedaży” – tak informuje mnie pokrótce mój uprzejmy rozmówca. Poczerni rozpoczynamy odwiedziny kolejnych działów i poszczególnych hal fabrycznych.

Leszek Majewski. Zbiory K. i Z. Zaborskich

Powstanie i fabrykacja ołówka są na ogół znane każdemu fachowcowi branży materiałów piśmiennych. Mimo to sadzimy, że dobrze jest na łamach pisma kupieckiego, od czasu do czasu, przypomnieć dzieje fabrykacji, zwłaszcza gdy tak plastycznie przesuwa się ona na oczach zwiedzających, jak to ma miejsce w zakładach Majewskiego. Niech mi Szanowni Czytelnicy towarzyszą w wędrówce poprzez poszczególne hale fabryki Majewskiego, gdzie z najpierwotniejszych-surowców aż do estetycznie wykończonego fabrykatu powstaje niezrównanej jakości ołówek „Polonia”, mogący śmiało stanąć w zawody o lepsze z swemi zagranicznemu siostrzycami, nie wyłączając ołówków o tak światowej sławie jak „Cuilinam” i „Koh-i-Noor”.

e

Wizytę rozpoczynamy od odwiedzin składnicy surowca głównego, a więc grafitu i glinki. Jak wiadomo, od ilościowego stosunku glinki do ilości grafitu, zależna jest twardość ołówka, ale twardość to dopiero pierwszy warunek ołówka. Przede wszystkiem trzeba jeszcze i względnej miękkości, która czyni ołówek delikatnymi w pisaniu, decydując o jego wysokowartościowości. Wskutek tego jest prawdziwą tajemnicą, strzeżoną z dużą zazdrością przez olbrzymy przemysłowe fabrykacji ołówków, w jaki sposób o sięgnąć optimum twardości i miękkości.

Mianowicie grafit surowy musi być wpierw czyszczony. To samo odnosi się do glinki, która musi być przeszlamowana i wysuszona. Dopiero wtedy dodaje się glinki do grafitu, poddając całość mieleniu na mokro. Obserwuję kilka hal, gdzie ustawicznie kręcą się jakieś młyny. Staram się obliczyć ich ilość. Wnet jednak przestaję liczyć, bo młynów tych liczy fabryka Majewski kilkadziesiąt. Pytam mego uprzejmego przewodnika, jak długo mielenie trwa?

„Przeciętnie 2-3 miesięcy mielą żarna młynów naszych, zanim drobinki grafitu i gliny przerobione zostają na jednolitą masę o tym stopniu elastyczności i ogólnej dobroci, jakiej od niej wymagamy. Proszę zauważyć – i tutaj mój rozmówca ożywia się – ekscentryczność ruchów tych naszych młyńskich kamieni, która dopiero w połączeniu z różnicą szybkości obrotów kamieni daje pożądane powolne rozcieranie. Praca tutaj trwa bez przerwy, przez trzy zmiany na dobę”. Już ta praca przygotowawcza i długotrwałość mielenia w 3 halach, mieszczących młyny grafitowe, daje obraz solidności procesu produkcyjnego.

Ale to zaledwie praca przygotowawcza. Teraz rozmielona masa musi być wysuszona, poczem wędruje ma specjalne walce syjenitowe, które uplastyczniają masę grafitową. Dopiero taka masa wędruje do cylindra, będącego pod ciśnieniem kilkuset atmosfer. Cylinder zaopatrzony jest w otwór u dołu, gdzie zakłada się matrycę, którą zmienia się w zależności od grubości, czy kształtu danego pręcika grafitowego. Oglądam kilka matryc i dziwię się, że są z tak szlachetnego kamienia jak szafir. Dopiero technik wyjaśnia, jak potężne ciśnienie wytrzymać muszą.

­Pręciki są jednak długie. Trzeba je przykroić w zależności od długości ołówka, do którego mają być zużyte. Ale i na tem jeszcze nie koniec. Oto widzę, jak robotnicy układają pręciki do specjalnych ogniotrwałych tygli. Idę w dalszą głąb hali fabrycznej, gdzie zauważam wózki i widzę, jak przez cały czas towarzyszy mi kolejka lorkowa, a na niej stosy tygli grafitowych. Staję przed nowo zbudowanym piecem, gdzie na podobieństwo cegieł wypala się owe pręciki grafitowe. Uderza mnie, że piec jest wydłużony. W tem miejscu informuje mnie p. Kosicki, że piec pobudowano z cegły ogniotrwałej, całkowicie pochodzenia krajowego, której dostarczyła fabryka w Ostrowcu nad Kamienną. Jakością bije ona odporność tzw. cegły ogniotrwałej, pochodzenia niemieckiego.

„Tak – potakuje werkmistrz, stojący w pobliżu – my ciągłe jeszcze swego nie znamy, a obce chwalimy!”

„Lecz grafitowy pręcik po wypaleniu nie posiada jeszcze dostatecznej miękkości, potrzebnej do pisania. W tym celu trzeba go impregnować, tj. nasycać odpowiedniemi substancjami”. To mówiąc, prowadzi mnie p. Kosicki przed aparaty, będące pod znacznem ciśnieniem, gdzie impregnacja dokonywuje się przez kolejne działanie próżni i ciśnienia.

I oto mamy wreszcie jądro, podstawowy surowiec, warunek jakości, dobroci i marki handlowej ołówka. A że surowiec ten nie może być jednoraki, lecz grafit we pręciki muszą być różnego typu (to wynika jasno, gdy tylko weźmiemy pod uwagę, że mamy np. ołówek Majewskiego „Polonia”, dla rysownika – artysty, który potrzebuje niezmiernie miękkiego ołówka; a obok tego mamy ołówek „Polonia” o wysokim stopniu twardości, którym posługuje się litograf w pracach na kamieniu. A obok tego jeszcze wielka skala pośrednich miękkości i twardości. Wszystkim zróżniczkowanym potrzebom nowoczesnego kunsztu pisarskiego i kreślarskiego musi ołówek podołać). To też tę część ­procesu fabrykacyjnego firmy Majewski określić pragnę jako najważniejszą, która zarazem rozstrzyga o sławie. Renomie i marce handlowej całego ołówka. Pręcik grafitowy, to serce ołówka.

Katalog fabryki ołówków, lata 30. Źródło: Polona
­II.

Wychodzimy na dziedziniec.

Opodal zauważam magazyny, gdzie składowane jest drzewo; głównie drzewo olchowe, lipowe, także świerki amerykańskie. Dziwię się, że drzewo jest w pniach, że fabryka aż tyle zadaje sobie trudu i nie zaopatrzą się w surowiec pół obrobiony, dostosowany do swoich celów.

„Chcemy każdy szczegół naszego procesu fabrykacyjnego sami kontrolować, by w całości za niego ponosić odpowiedzialność. Realizujemy w ten sposób również ostatni wyraz racjonalizacji wielkiego przedsiębiorstwa przemysłowego: mianowicie docieramy do samego surowca .

„Muszę panu też powiedzieć, że wartościowo import nasz stanowi zaledwie 8 proc. wartości całej naszej produkcji”.

Więc zwiedzam dużych rozmiarów tartak fabryczny Majewskiego, gdzie przecina się pnie na bale, które w późniejszej fazie, przy pomocy piły taśmowej, kroi się na mniejsze kawałki. Poczem oglądam specjalnie urządzone piły tarczowe, z których wychodzą deseczki grubości połowy ołówka (zależnie od danej grubości), a szerokie na 6 ołówków. Tak przyrządzone deseczki wędrują na taśmie bez końca z tartaku do sortowni.

W tem miejscu mała dygresja. Pomimo, że przy doborze drzewa kładzie się duży nacisk na cel ołówka, to przecież trzeba jeszcze specjalnie płynną substancją deseczki te nasycić, aby temperowanie ołówka było łatwiejsze i drzewo mniej łamliwe. To impregnowanie uskutecznia się pod wysokiem ciśnieniem, ponad 100 atmosfer, oczywiście w specjalnie urządzonych stalowych cylindrach. Z cylindrów deseczki wędrować muszą do suszami.

W tej chwili wchodzimy do rozległej hali, gdzie naliczam trzydzieści kilka maszyn, przeważnie tzw. żłobkarki. Przystaję i obserwuję pracę żłobkarki. Działają tu noże heblowe w ten sposób, że jedne wyrównują deseczki i nadają im odpowiednią grubość, inne żłobią wąskie . rowki, których wielkość i głębokość jest zależna od pręcika grafitowego, dla którego są przeznaczone. Uderza mnie wielka szybkość obrotów żłobkarek.

Przebiegam hale i obserwuję w innem miejscu, jak na deseczki o sześciu otworach wkładają pręciki grafitowe, poczerni skleja się obie deseczki. Sklejone wędrują pod prasę.

„Tutaj pozostają przeciętnie przez całe 24 godzin.”

Ołówek w stanie surowym już gotowy. Ale dzisiejsze wybredne gusty i guściki nie zadowoliłyby się takiem wykończaniem. To też zakłady przemysłowe Majewskiego posiadają dalsze oddziały, w których nie tylko poddaje się ten surowy ołówek działaniu specjalnych strugarek, które wycinają rozmaite profile: okrągłe, owalne czy sześciokątne przyszłych ołówków – ale ustawiony jest liczny szereg maszyn, które uskuteczniają prace szlifierskie.

Ale i na tem jeszcze nie koniec. Wygładzone już ołówki, poddane są działaniu upiększającemu licznego szeregu maszyn polerujących, a później lakierujących.

W tem miejscu odnoszę wrażenie, że jestem w całkowicie wielko-amerykańskiem przedsiębiorstwie. Tu wszystko wędruje tylko na taśmie bez końca, która podaje ołówki raz polerowane do ponownej i jeszcze raz ponawianej politury.

Właściwie to stopień mechanizacji w fabryce Majewskiego jest bardzo wysoki. Wystarczy gdy nadmienię, że pracuje tu ponad 200 maszyn i aparatów automatycznych: 29 motorów elektrycznych jest czynnych. Zakłady przemysłowe Majewskiego posiadają własną siłownię, o sile 350 KM. Fabryka korzysta przeważnie z własnej elektrowni i tylko posiłkuje się prądem okręgowej elektrowni w Pruszkowie.

I jeszcze jedno w tem miejscu. Przeszedłem długich 8 hal fabrycznych, w których dokonywuje się tylko prace około obróbki deseczek, a nigdzie nie zauważyłem pyłu i wiór, które przecież obficie w wszystkich takich pracach odpadają. Teraz dopiero przypominam sobie, że nad każdą żłobkarką i nad każdą strugarką i jak się wszystkie te maszyny nazywają, znajdowały się ekshaustory, absorbujące wszelkie wióry i odpadki drzewne – do niedawna będące plagą wszelkiej fabrycznej obróbki materiałów drzewnych.

Lecz idę dalej. Z hali maszyn do polerowania, które nadają ołówkom różnobarwny bukiet kolorów – dostaję się na koniec do oddziału maszyn stemplujących. Tutaj dopiero widzę, jak cechuje się ołówki i podaje numer, stopień twardości, nazwę oraz firmę.

­III.

Tak przesunęła się na oczach moich plastycznie historia ołówka „Polonia” we wszystkich jego fazach i etapach poszczególnych.

Zanim wracam do biur i Dyrekcji Zakładów, oglądam jeszcze kilka specjalnych działów produkcji bez oprawy drzewnej. Jak wiadomo, dla celów technicznych produkują Zakłady Majewskiego olejne i pastelowe kredki, które są dziś dużym artykułem rynkowym i są specjalnie przystosowane, w zależności od swego przeznaczenia, więc inne dla krawiectwa, inaczej przygotowuje się kredy, mające zastosowanie w kopalnictwie i hutnictwie, oddzielnie kredki dla znaczenia nierogacizny itd. itd.

Widzę również szereg urządzeń maszynowych do fabrykacji piór stalowych, obsadek, pluskiewek i spinaczy.

„Muszę panu jeszcze pokazać świetlicę dla robotników Zakładów naszych” – informuje mnie uprzejmie dyrektor. Wchodzę i zauważam czytelnię, kino, scenę amatorską. Daję wyraz swemu szczeremu podziwowi i uznaniu. Mój niestrudzony rozmówca dodaje:

„Ponadto zorganizowaliśmy dla pracowników fabrycznych Zakładów naszych przed 4-ma laty specjalną Kasę Przezorności. Właściwie odnowiliśmy ją. Jak bardzo było to potrzebne, dowodem fakt, że pomimo strat wojennych pierwszej kasy, od razu zapisało się do fabrycznej Kasy Przezor ności 259 na 350 pracowników fabrycznych. Każdy pracownik składa do kasy regularnie 3 proc. swego zarobku. Fabryka dodaje ze swej strony dalsze 2 proc. W ten sposób pracownik nasz – niezależnie od ogólnych ubezpieczeń społecznych – gromadzi sobie oszczędności, o których potrzebie nie potrzebuję chyba p. Redaktora specjalnie upewniać”.

Mnie pochłania w tej chwili kwest ja robotnicza, która w zmiennych i niespokojnych czasach obecnych urasta do pierwszorzędnego znaczenia, gdyż decyduje, nie w ostatnim rzędzie, o wydajności samej pracy, jak również o przyszłości przedsiębiorstwa, w chwilach napięcia i tarć socjalnych.

„Stosunek robotników do fabryki, a Dyrekcji w szczególności, jest całkiem poprawny. Można nawet powiedzieć przyjazny, przyjacielski. Będzie p. ‚Redaktora interesowało, jak radzimy sobie w okresie kryzysu? Przede wszystkiem nie wypowiedzieliśmy prawie nikomu. Ilekroć trzeba stan zatrudnienia ograniczyć, przechodzimy do kilkudniowej pracy w tygodniu. Lecz liczbowy stan zatrudnienia zachowujemy bez zmian”.

Fabryka Majewskiego zatrudnia 353 pracowników fabrycznych i około 40 pracowników umysłowych. Liczbowo kobiet jest poniżej 25 proc. ogólnego stanu. Odsetek młodocianych pracowników nie dochodzi do dziesięciu. W ten sposób Zakłady Majewskiego, podkreślam to z naciskiem, oparte na polskim kapitale i polskich siłach kierowniczych, zajmują nadal jedno z najpierwszych miejsc wśród wielkich przedsiębiorstw przemysłowych na terenie Rzeczypospolitej.

***

Jako delegata Redakcji organu kupiectwa samodzielnego, interesuje mnie w szczegółności jeszcze stosunek Majewskiego do kupiectwa. Dzielę się tutaj kilku wyraźnemi oświadczeniami Dyrekcji, któremu pragnę zakończyć rezultat mojej wizyty w Zakładach Majewskiego, a które najwyraźniej podbijają całą opinję kupiectwa na rzecz fabrykatów Majewskiego.

„My pracujemy tylko z kupcami. Zwłaszcza kupiectwo Ziem Zachodnich nie może nam ani jednego razu, w ciągu wszystkich lat współpracy naszej wykazać, byśmy choć raz odstąpili od tej naszej podstawowej zasady.

„Wprawdzie nieraz, zwłaszcza w dzisiejszych czasach mówi się: „Majewski jest twardy w warunkach”, ale to tylko nieporozumienie pozorne. Mamy warunki jednolite i wszystkich poważnych kupców traktujemy jednakowo. Solidnością fabrykatów naszych i temi jednolitemi warunkami .sprzedaży, wyrabiamy sobie autorytet moralny, który zresztą całe kupiectwo docenia.

„I jeszcze jedno specjalnie p. Redaktorowi wyraźnie oświadczam: W naszej pracy przemysłowo-gospodarczej przestrzegamy wysoko etyki i patriotyzmu gospodarczego. Jeśli mówimy, że mamy krajowe wyroby, polski wyrób, w oświadczeniach naszych jest pełna i bez zastrzeżeń prawda. Śmiało twierdzić możemy, że tego o sobie konkurencja nasza powiedzieć nie może. Przeciwnie, musimy nieraz bronić się przed objawami nielojalnej konkurencji, która ponadto nie posiada w takim stopniu, jak Majewski, legitymacji dla polskości wyrobów.

My również nie zmaterializowaliśmy się na tyle, by obojętny nam był odbiorca, a zwłaszcza jego stosunek do państwa i polskości. My stosujemy daleko idącą indywidualizację na korzyść nowocześnie pojętego kupca- Polaka”.

Na tem kończę wizytę i żegnam się z moimi uprzejmymi rozmówcami, a defilując w powrotnej drodze wśród kompleksu 22 hal fabrycznych Zakładów Majewskiego, odczuwam dumę i podziw dla niestrudzonego założyciela tej potężnej, kwitnącej placówki przemysłowej, która poczęła się na morzu konkurencji i przejść musiała .dwukrotnie dewastacje wojenne, a jednak namowo odbudowała się i pracuje dziś na skalę prawdziwie europejską.

Leszek Gustowski

„Kupiec” 1924 nr 15