menu

Pawlik Edward – „Obraz tych dni”

Pawlik Edward – „Obraz tych dni”

Edward Wiesław Pawlik, ur. w  1939 r., w czasie okupacji mieszkał wraz z rodzicami – Franciszkiem i Marianną z d. Gierak oraz siostrą Lilianą przy ul. Łuckiej 25 na warszawskiej Woli. W pierwszych dniach Powstania Warszawskiego po pożarze kamienicy rodzina przeniosła się na ul. Złotą, skąd na początku września 1944 r. wraz z innymi mieszkańcami zostali wygnani do obozu Durchgangslager 121. Po około dziesięciodniowym pobycie w obozie przejściowym, unikając rozdzielenia, zostali wysłani transportem w nieznanym kierunku, z którego udało im się zbiec i przedostać do Miechowa. Wspomnienie Pana Edwarda Pawlika, przekazane Muzeum Dulag 121 w 2021 r. zostało opublikowane w „Przeglądzie Tygodniowym” w październiku 1983 r.

Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie miałem niecałe 6 lat, siostra – 8. Obraz tych dni jest podobny do tragicznych przeżyć innych rodzin.

Urodziliśmy się przy ulicy Łuckiej 25, tuż obok fabryki Norblina, na której w roku ubiegłym zorganizowano pouczającą wystawę „63 dni Powstania Warszawskiego” [Mowa o „Warszawa walczy – 63 dni Powstania Warszawskiego” zorganizowanej w 1982 r. na terenie dawnej fabryki Norblina przy ulicy Żelaznej w Warszawie – przyp. red.]. Tam właśnie przeżyliśmy całą wojnę i kilka dni powstania. Rodzice opowiadali nam, że mieszkańcy Warszawy wiedzieli o tym, że wybuchnie powstanie. Przygotowywano się do niego m.in. w ten sposób, że w murach wykłuwano przejścia między podwórkami. W czasie wojny, a w szczególnie w czasie powstania dokuczał najbardziej brak żywności. Troszczył się o nią ojciec. Pamiętam żółty cukier, który przynosił z browaru Haberbuscha [Haberbusch i Schiele – istniejąca w latach 1846-1948 spółka prowadząca zakład produkcji piwa, który mieścił się przy ul. Krochmalnej 59. W czasie Powstania Warszawskiego magazyny przy ul. Grzybowskiej, w których znajdowały się składy jęczmienia, stały się ważnym źródłem żywności dla mieszkańców stolicy – przyp. red.]. W czasie powstania były dni, że jadaliśmy zupę przygotowywaną przez matkę z ziemniaczanych obierzyn. W czasie nalotów i bombardowania Warszawy – w sierpniu 1944 r. – dom nasz został częściowo zburzony i spalony. Siostra została ranna w nogę i od tej pory musiała być wożona na wózku, który matka kupiła za swoje skórzane buty. Zamieszkaliśmy na Złotej u kuzynki.

Na początku września 1944 r. zostaliśmy z całą rodzinną ewakuowani do obozu w Pruszkowie. Przebywaliśmy w hali naprawy wagonów, zamienionej w jeden wielki ludzki barłóg. W obozie tym codziennie odbywała się segregacja. Wywożono warszawiaków wagonami bydlęcymi. Nasza matka płakała na myśl, że zostanie rozłączona z ojcem, który jako młody i zdrowy mężczyzna mógł być wywieziony na roboty do Rzeszy. Naszym losem zainteresowała się siostra PCK , która pełniła funkcję tłumaczki. Poradziła, aby ojciec wziął ranną siostrę z wózkiem i udał się z nią na początek kolejki. Na pytanie o żonę, matkę dziecka, miał odpowiedzieć, że umarła i sam został z dzieckiem. Mama ze mną stanęła na końcu. Zapytana o męża powiedziała, że zginął na wojnie. Niemcy przeznaczyli nas do jednego transportu, który jak się później okazało, miano skierować do Oświęcimia. W Miechowie pociąg zatrzymał się przed stacją. Tam właśnie cała nasza rodzina uciekła z transportu. Różnymi środkami lokomocji, pieszo, udaliśmy się do krewnych w Przysusze. Do Warszawy wróciłem w 1976 r.

Przekazuję opis tych fragmentów naszych przeżyć m.in. z myślą, że może żyją ludzie, którzy znali moją rodzinę, którzy nieśli nam pomoc (nieocenione siostry PCK). Dzięki tej ich pomocy możemy dzisiaj żyć. Może napiszą do „Przeglądu Tygodniowego”? Imię mojego ojca – Franciszek, imię Matki – Maria, imię siostry – Liliana.

Powiązane hasła

”None

Skip to content