menu

Pomoc wypędzonym udzielona przez Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego

Pomoc wypędzonym udzielona przez Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego

Zachęcamy do lektury artykułu opracowanego przez s. Małgorzatę Krupecką ze Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego „Pomoc wysiedlanej ludności Warszawy w świetle materiałów archiwalnych Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego (szarych urszulanek)”. Referat został zgłoszony na konferencję „Ocalić wypędzonych. Pomoc mieszkańców Pruszkowa i okolicznych miejscowości więźniom obozu przejściowego Durchgangslager (Dulag) 121. Sierpień 1944 – styczeń 1945”, zorganizowaną przez Muzeum Dulag 121 w 2014 r. i ukazał się w Zeszytach Muzeum Dulag 121, nr 1 (2015).

Choć zaraz po zakończeniu wojny siostry urszulanki Serca Jezusa Konającego podjęły próby uzupełnienia zniszczonych kronik wojennych swoich domów, a niektóre siostry spisały wspomnienia, dokładniejsza kwerenda w zasobach archiwalnych zgromadzenia przynosi rozczarowująco mało szczegółów co do form, a przede wszystkich rozmiarów pomocy, udzielanej jesienią 1944 roku wysiedlanym warszawiakom przez podwarszawskie domy szarych urszulanek. A wiadomo, że pomoc była bardzo duża. Zaangażowane w nią były zwłaszcza domy szarych urszulanek w Milanówku, Ołtarzewie (dziś: Ożarów Mazowiecki) i Brwinowie.

W pierwszych dniach sierpnia 1944 roku, na wieść o wybuchu Powstania, urszulanki w Milanówku[1] pod kierunkiem przełożonej s. Anieli (Antoniny Franciszki) Łozińskiej[2] zaczęły urządzać punkt zbiorowego żywienia, myśląc o wspieraniu w ten sposób walczącej stolicy. Siostry postarały się o wielkie kotły i zaopatrzyły spiżarnię w duże ilości produktów żywnościowych, co okazało się opatrznościową zapobiegliwością, gdy nadeszła konieczność karmienia tłumu uchodźców.

Nie mamy danych, ilu ludziom udzielił pomocy dom urszulanek w Milanówku. Kronika domu lakonicznie podsumowuje: „Wiele osób z Pruszkowa przybyło do Milanówka. Trzeba było zająć się tymi ludźmi, okazać pomoc w nieszczęściu. Siostry stały wciąż na posterunku. W kuchni wydawano posiłki. Organizowano spoczynek strudzonym. Podtrzymywano na duchu tych, którzy stracili najbliższych. Grzebano umarłych – między innymi bardzo wiele noworodków, które w opłakanych warunkach przyszły na świat w okresie tułaczki. Żyjące niemowlęta odsyłano do żłobka itd.”[3]

Inne zapiski kronikarskie mówią: „W związku z nieszczęsną Warszawą zaczęła się u nas praca społeczna. Powstał żłobek, domy noclegowe, które siostry nasze prowadziły i obsługiwały”[4]. Ponadto dom „karmił bezpłatnie dzieci, których dobytek cały spłonął, a nawet i rodzice zginęli, i stał się też biurem informacyjnym dla różnych poszukujących i poszukiwanych i wielu rodzinom w tym dopomógł”[5].

Wśród bardzo wielu ludzi, którymi zaopiekował się dom urszulański w Milanówku, były oczywiście współsiostry z Warszawy. Po upadku warszawskiego Powiśla, 4 września, duża grupa sióstr i innych stałych oraz tymczasowych mieszkańców tzw. Szarego Domu urszulanek SJK, znajdującego się u zbiegu ulic: Gęstej, Dobrej i ks. Siemca (dziś Wiślanej), została wypędzona przez Niemców w kierunku ul. Karowej, dalej ul. Bednarską i Ossolińskich. Następnego dnia, 5 września, kolumna wymaszerowała rano do kościoła św. Wojciecha na Woli. Po kilkugodzinnym oczekiwaniu – podczas którego dołączały kolejne grupy ludzi z Powiśla – wyprowadzono wszystkich z kościoła: „ustawiono na ulicy i kazano czekać. Była czwarta po południu, słońce przypiekało porządnie. Byłyśmy zmęczone, brudne, wygłodzone […]” – czytamy we wspomnieniach sióstr urszulanek. – „Wreszcie nadjechało auto z generałem von dem Bachem i oficerami. Przemawiali do nas łaskawie, oznajmiając zwolnienie zakonnic i księży zaraz po przybyciu do obozu w Pruszkowie. Robili fotografie – jednym słowem łaskawa komedia. Ruszyliśmy wreszcie wertepami i bocznymi uliczkami w kierunku Dworca Zachodniego. Tam załadowywano nas kolejno do pociągów i wieziono do Pruszkowa”[6].

Siostry zapamiętały, że jadących pociągiem do Pruszkowa „obdarzano na stacjach pomidorami i cebulą, a nade wszystko wielkim sercem, z którego dary te pochodziły”[7]. W Pruszkowie natomiast, gdzie urszulanki z Powiśla znalazły się wieczorem: „zajechał przed nasz barak nr 2 kocioł z doskonałą zupą pomidorową z makaronem. Można się było posilić, ale jeść mogli tylko ci, którzy mieli jakieś naczynie. Obóz naczyń nie dawał, a mało kto z nas miał przy sobie naczynie. W każdym razie pozory odżywiania były zachowane”[8].

Wypędzenie ludności cywilnej z Warszawy. Ze zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego

Dzięki temu, że urszulanki z Milanówka pomagały uchodźcom w obozie, udało się szybko zacząć załatwiać wymagane formalności i pierwsze siostry – w tym przełożona generalna ze swoją asystentką – już tego samego wieczora wyjechały z obozu „dorożką obozową” na stację EKD w Tworkach, a potem kolejką do Milanówka[9]. Tam, jak się okazało, inną drogą dotarło już kilka sióstr z Warszawy, wyprowadzonych z domu wcześniej z gromadą starszych pań podopiecznych. Nazajutrz, 6 września koło południa, dotarły do Milanówka pozostałe siostry z obozu w Pruszkowie, a z nimi wiele ich podopiecznych i lokatorek domu na Powiślu. W ten sposób w Milanówku znalazło się 116 sióstr z Warszawy, ks. kanonik Mikołaj Biernacki i około 40 kobiet podopiecznych. Trzeba było zatłoczony dom trochę rozładować, dlatego już 7 i 8 września 32 siostry z domu warszawskiego zostały wysłane do domu urszulanek w Ołtarzewie (Ożarowie), za który odpowiedzialna była s. Teresa (Konstancja) Leichert, kolejnych 12 sióstr przeniosło się do Brwinowa, gdzie przełożoną była s. Alojza (Maria) Wielowieyska, a 73 siostry pozostały w Milanówku.

Do domu urszulanek w Milanówku został przewieziony z obozu w Pruszkowie także biskup piński Kazimierz Bukraba, który – chory, niesiony na noszach – 2 października opuścił Warszawę (ostatnie dni Powstania przeżył w Śródmieściu, przy ul. Wilczej) pod opieką swego kapelana ks. Władysława Jędruszuka. Jedną noc spędził w szpitalu w gmachu Szkoły Pielęgniarskiej na rogu ul. Chałubińskiego i Koszykowej, a stamtąd furmanką został dowieziony do obozu w Pruszkowie, „gdzie w strasznych warunkach sanitarnych i moralnych spędził drugą noc”[10]. Następnego dnia został przetransponowany do urszulanek w Milanówku, które udzieliły mu schronienia aż do wiosny. W marcu 1945 r. zamieszkał w domu urszulanek w Łodzi przy ul. Obywatelskiej.

Wspólnota urszulanek w Milanówku przyjmowała też takich uchodźców, którym udało się dotrzeć tam z Warszawy bezpośrednio, unikając obozu w Pruszkowie. Na przykład Bohdan Jakubowski, który wojenne dzieciństwo opisał we wspomnieniach, pisze, że jemu i jego rodzinie (mieszkali przy ul. Puławskiej) w ostatnich dniach września udało się wymknąć z kolumny, konwojowanej przez Niemców w stronę Pruszkowa (dzięki celowej nieuwadze jednego z żołnierzy niemieckich), i dotrzeć pieszo do Opaczy, a stamtąd kolejką EKD do znanego im już wcześniej domu urszulanek w Milanówku. Tam znalazły się dla wszystkich posłania i posiłki, a już następnego dnia dzieci włączono do grupy, która od rana miała regularne zajęcia szkolne[11].

W październiku ewakuował się do Milanówka także nowicjat urszulański z warszawskich Młocin (25 osób) „z całym swym inwentarzem żywym i martwym, a również z dobytkiem materialnym, uratowanie którego było dowodem wprost cudownej opieki Bożej”[12].

Sytuację w Milanówku i zaangażowanie urszulanek w ratowanie rannych i bezdomnych warszawiaków barwnie opisuje Teresa Bojarska – powstaniec warszawski, a równocześnie poczytna pisarka – w książce W imię trzech krzyży[13]. Pisze o cudownym rozmnażaniu jedzenia, którego brakowało również siostrom, a jednak zawsze się nim dzieliły; o dostarczaniu czystej odzieży; o wsparciu moralnym; o dzieleniu się nadzieją na lepsze jutro.

Jeśli mowa o pomocy udzielanej przez szare urszulanki na terenie obozu w Pruszkowie, w relacjach osób, które przeszły przez obóz, pojawia się oczywiście postać s. Marii Tyszkiewicz[14], która jednak wkrótce po zakończeniu misji w obozie, a przed złożeniem ślubów wieczystych, zdecydowała się opuścić zgromadzenie. W związku z tym archiwum zgromadzenia nie dysponuje jej wspomnieniami ani innymi materiałami, mogącymi wzbogacić wiedzę o sytuacji w obozie Dulag 121.

Od prawej: s. Maria Tyszkiewicz ps. Alicja, niemiecki lekarz Peter Klenner i Kazimiera Drescher.
Źródło: zbiory Muzeum Dulag 121/Depozyt Bożeny Sławińskiej

Niestety zasoby archiwalne zgromadzenia nie przynoszą więcej informacji na ten temat. Pozostaje nadzieja, że badacze przeszukujący inne archiwa, zwłaszcza Rady Głównej Opiekuńczej, z którą szare urszulanki przez cały okres okupacji – zarówno w Milanówku, jak i w innych miejscowościach – współpracowały, poszerzą naszą wiedzę na ten temat. Sugestia ta opiera się między innymi na epizodzie opisanym przez Antoniego Platera­‍‑Zyberka: „8 sierpnia 1944 r. wcześnie rano przyjechałem do Milanówka i udałem się do miejscowej Delegatury Gminnej RGO, gdzie poznałem prezesa Komitetu Opiekuńczego RGO na powiat sochaczewski, doktora medycyny, którego nazwiska niestety nie pamiętam. W Delegaturze poznałem też szarą urszulankę – siostrę [Pię (Halinę Marię) – dop. MK] Niewiarowską (o ile dobrze pamiętam nazwisko). Wtajemniczyła mnie ona w stosunki panujące w powiatach podwarszawskich i poinformowała, że w Pruszkowie, w budynkach warsztatów kolejowych, utworzyli Niemcy obóz dla warszawiaków, których jest tam obecnie kilkadziesiąt tysięcy, przy czym wielu z nich grozi śmierć po prostu z głodu i fizycznego wyczerpania”[15].

Jeszcze mniej konkretów przytoczyć można w związku z zaangażowaniem szarych urszulanek z domu w Ołtarzewie (Ożarowie) w ratowanie jesienią 1944 roku wychodźców z Warszawy. Wiadomo, że pod koniec sierpnia na terenie huty szkła w Ożarowie powstał szpitalik dla rannych i chorych z powstania. Siostry włączyły się w dostarczanie żywności, przygotowywanie posiłków i opiekę nad rannymi. Zaangażowały się także w pomoc wygnańcom ze stolicy trzymanym w obozie przejściowym na terenie fabryki kabli.

W swoim domu przy ul. Zamoyskiego w Ołtarzewie (Ożarowie) urszulanki prowadziły kuchnię RGO, będącą równocześnie skrzynką kontaktową VII Rejonu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej. Uchodźcom z palonej i burzonej systematycznie Warszawy urszulanki udostępniały stodołę na przenocowanie, na podwórzu wydawały niezliczone ilości posiłków. Przede wszystkim przyjęły wysiedloną bursę urszulańską z ul. Tamka: współsiostry, mieszkanki bursy, pomocniczy personel i sporą grupę rannych. We wspomnieniach wojennych siostry zanotowały: „Dom sióstr w Ożarowie oblężony był tłumem uchodźców z Warszawy. […] Wszystkie pobliskie stodoły zaludniły się po brzegi. Siostra Teresa Leichert, kierowniczka domu w Ożarowie, dokonywała cudów, aby zaradzić biedzie. Podobna sytuacja była w pobliskich domach: w Brwinowie i Milanówku. Szczególnie Milanówek był niesamowicie oblężony warszawiakami”[16].

I jeszcze drobna wzmianka o jednej z wojennych placówek urszulańskich, funkcjonujących w latach 1942-1945 w podwarszawskich Gołąbkach. Tam również – choć znów brak szczegółów – siostry po upadku Powstania opiekowały się uchodźcami z Warszawy i udzielały pomocy medycznej. „Zdarzało się, że było robionych dziennie 17 zabiegów”[17]
– zanotowano lakonicznie w powojennym sprawozdaniu.

Fragmentaryczność naszej wiedzy na temat mobilizacji podwarszawskich domów szarych urszulanek jesienią 1944 roku w celu otoczenia opieką bezdomnych, głodnych, pozbawionych wszystkiego, a często również rannych warszawiaków potwierdza pilną konieczność dalszych badań.


[1]  W 1942 roku szare urszulanki, które przedostały się z Łodzi do Generalnego Gubernatorstwa, wydzierżawiły w Milanówku willę „Matulinek” przy ul. Mickiewicza 8/10 i zorganizowały różne formy opieki nad dziećmi (tajne komplety z zakresu szkoły podstawowej i gimnazjum, przedszkole, internat, kolonie letnie dla dzieci z Warszawy). W tym celu uprawiały gospodarstwo rolne i zależnie od potrzeb wynajmowały czasowo kolejne wille.

[2]  Biogramy wzmiankowanych tu sióstr urszulanek znaleźć można w opracowaniu: Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. Zmarłe siostry 1907–2005, Warszawa 2006.

[3]  Osiedlenie się Sióstr Urszulanek SJK w Milanówku (wyciąg z kroniki), mps, Archiwum Główne Urszulanek Serca Jezusa Konającego (AGUsjk).

[4]  Z kroniki łódzkiego domu urszulanek SJK, mps, AGUsjk.

[5]  Ibidem.

[6]  S. S. Czekanowska, Wspomnienia z powstania warszawskiego [w:] Szary Dom w Warszawie, Warszawa 1998, s. 161.

[7]  Ibidem.

[8]  Ibidem.

[9]  Ibidem, s. 161-162.

[10] Ks. A. Petrani, Ksiądz Kazimierz Bukraba – biskup ordynariusz piński (1885–1946), „Nasza Przeszłość” 1972, t. 37, s. 237–242.

[11] Por. B. Jakubowski, W internacie sióstr urszulanek w Milanówku i w Łodzi w latach 1942–1945, mps, AGUsjk.

[12] Z kroniki łódzkiego domu urszulanek SJK, mps, AGUsjk.

[13] T. Bojarska, W imię trzech krzyży. Opowieść o Julii Urszuli Ledóchowskiej i jej zgromadzeniu, Warszawa 1989, s. 5–12.

[14] Maria Tyszkiewicz ps. „Alicja” (1907-1998) pochodziła ze znanej rodziny ziemiańskiej. Przed wojną studiowała w Wiedniu. W 1931 r. złożyła śluby czasowe w Zgromadzeniu Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. W obozie przejściowym w Pruszkowie została przełożoną (Oberschwester) polskiego personelu sanitarnego. Pełniła także funkcję tłumaczki w obozowej komisji lekarskiej. Niemcy odnosili się do niej z dużym szacunkiem i zaufaniem, nazywając „Die Graue Schwester” („szarą siostrą”). W 1944 r., po wygaśnięciu ślubów czasowych, opuściła zgromadzenie. Po wojnie mieszkała w Łodzi. O s. Marii Teresie „Alicji” Tyszkiewicz pisze wielokrotnie m.in. Danuta Sławińska w swoich wspomnieniach Kiedy kłamstwo było cnotą. Wspomnienia z pracy w obozie przejściowym w Pruszkowie 2 IX 1944-16 I 1945, Warszawa 2006.

[15] A. Plater­‍‑Zyberk, Obóz w Pruszkowie, „Wrocławski Tygodnik Katolicki”, bd.

[16] S. S. Borowicz, Wspomnienia, mps, AGUsjk.

[17] S. M. Cierpicka, Sprawozdanie z pracy w Gołąbkach k. Warszawy, mps, AGUsjk.

Powiązane hasła

”None

Skip to content