menu

Tworki – szpital dla wypędzonych i brama wolności

Tworki – szpital dla wypędzonych i brama wolności

W ramach obchodów 70. rocznicy Powstania Warszawskiego w Powiecie Pruszkowskim Muzeum Dulag 121 zorganizowało konferencję „Ocalić wypędzonych. Pomoc mieszkańców Pruszkowa i okolicznych miejscowości więźniom obozu przejściowego Durchgangslager 121. Sierpień 1944 – styczeń 1945”. Wśród nadesłanych tekstów znalazł się referat dr Agnieszki Pragi z Instytutu Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie na temat pomocy personelu Szpitala dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Tworkach udzielonej powstańcom warszawskim i ludności cywilnej. Artykuł został opublikowany w „Zeszytach Muzeum Dulag 121” , nr 1 (2015).

„Biało­ krwawy,
Krwawo­ biały, lniany
Opatrunku, który zwiesz się: sztandar,
Coś się z wielkim krwotokiem uporał!
Wiatr rozwija ten dokument rany,
Wznosi w górę bohaterski bandaż,
Tę pamiątkę,
Ten dług
I ten morał”.

(Maria Pawlikowska­ Jasnorzewska,
„Barwy narodowe”)

Szpital dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Tworkach jako jeden z niewielu szpitali psychiatrycznych w okupowanej Polsce nie został zlikwidowany przez Niemców, dzięki czemu odegrał ogromną rolę podczas akcji niesienia pomocy mieszkańcom Warszawy wysiedlonym w trakcie Powstania Warszawskiego i po jego zakończeniu. Bez wątpienia ogromny wkład w podtrzymanie istnienia Szpitala wnieśli pracujący w nim lekarze i personel sanitarny, ale głównym powodem, dla którego Szpital wciąż funkcjonował, było włączenie go w niemiecki zbrodniczy plan tzw. Akcji T4[1]. Zgodnie z poufnym dekretem Adolfa Hitlera już od pierwszych tygodni okupacji niemieckiej wprowadzano – zarówno w Niemczech, jak i w Polsce – program „eutanazji” psychicznie chorych[2]. Hitler w dekrecie antydatowanym na 1 IX 1939 r.[3] wskazuje, że Reichleiter Bouhler[4] i dr med. Brandt[5] „otrzymują pod odpowiedzialnością polecenie tak rozszerzyć uprawnienia imienne wyznaczonych lekarzy, żeby chorym, których stan zgodnie z ludzką wiedzą i przy najbardziej krytycznej ocenie zostanie uznany za nieuleczalny, można było zezwolić na uśmiercanie z łaski”[6].

„Mimo że przez całą okupację miałam kontakt z największym szpitalem, Tworkami, nie wiedziałam o tym”[7] – mówi Zofia Hajdo­‍‑Orszulska ps. „Marta”, która zbiegła z transportu do Pruszkowa, by odszukać swoją siostrę cioteczną, synową dr. Steffena. Wspomina, że rodzinom chorych mówiono, że są oni przetransportowywani ze względu na sytua­cję wojenną. W niedługim czasie zaczęły jednak napływać do nich listy kondolencyjne. Chorzy umierali nagle – podczas transportu, w wyniku obrzęku mózgu, ogólnego wyczerpania, niektóre rodziny otrzymywały dwie urny i dwa listy odnoszące się do tego samego chorego.

Z jakiego powodu Szpital w Tworkach nadal funkcjonował, chociaż i tu w sposób niemal niezauważalny wyniszczano chorych psychicznie głodem i zimnem?[8] Prawda o rzeczywistym przebiegu Akcji T4 pozostawała w ukryciu. Tworkowski szpital był największą tego typu placówką, która służyła za fikcyjne miejsce pobytu pacjentów przetransportowanych z innych szpitali. „Tworki były jedynie przykrywką dla niemieckich zbrodni. Niemcy pozostawili Szpital w Tworkach jako jedyny funkcjonujący w okupowanej Polsce, ponieważ dzięki temu mieli świetną wymówkę – na każde zapytanie rodzin chorych psychicznie i nerwowo, gdzie ich bliski został wywieziony, Niemcy odpowiadali, że przecież został przeniesiony do Tworek” – wspomina Alina Szelągowska, która mieszkała wraz z rodziną na terenie Szpitala. – „Na własne oczy widziałam te dokumenty, wiele listów z zapytaniami. Jeszcze po wojnie przysyłano do Tworek zapytania, nawet z USA i Kanady, dotyczące miejsca pobytu chorych”[9]. Niektórzy rzeczywiście odnajdywali swoje rodziny, ale Niemcy ciężko chorych psychicznie uśmiercali od razu, bez przenoszenia do innych placówek. Niektórych gazowali w specjalnych samochodach, innych głodzili na śmierć. W Tworkach znajdowali się nie tylko chorzy psychicznie Polacy, ale i osoby przeniesione z niemieckich szpitali, które otrzymywały niewiele większe racje żywnościowe. „Pamiętam nawet niemiecki oddział dziecięcy. Kilkunastoletnie dzieci nie były tak ciężko chore, bawiliśmy się razem z nimi na terenie Szpitala”[10].

Widok na Szpital dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Tworkach zaczerpnięty z wydanego w 1904 r. przewodnika Władysława Depnera „Wycieczka koleją Wiedeńską z licznemi ilustracjami i 3 mapkami”. Źródło: Polona

Dr Feliks Kaczanowski[11], który w kwietniu 1945 r., po śmierci dr. Edwarda Steffena (seniora), został dyrektorem Szpitala w Tworkach, napisał wiele lat po wojnie, że kiedy SS­‍‑mańscy lekarze zamierzali „wytruć” chorych psychicznie, ludność okoliczna przyjmowała do siebie w nocy wszystkich, których życie było zagrożone. Społeczeństwo nie tylko nie padło w zastraszeniu na kolana przed okupantem, ale również nie poddało się uprzedzeniom wobec psychicznie chorych, mieszkających w sąsiedztwie miasta już od kilkudziesięciu lat[12].

Pracownicy Szpitala w Tworkach i mieszkańcy Pruszkowa po raz kolejny okazali swoje wielkie serce, ofiarnie niosąc pomoc podczas Powstania Warszawskiego. W lipcu 1944 r. w szpitalu powołano Radę Pracowniczą. Jej członkowie stanowili później trzon zespołu niosącego pomoc rannym i chorym mieszkańcom Warszawy[13], gdy na terenie Warsztatów Kolejowych w Pruszkowie Niemcy zorganizowali obóz przejściowy Durchgangslager 121. Od 7 sierpnia 1944 r. przybywały do obozu transporty ludności wysiedlonej z objętej powstaniem Warszawy. Wśród tej ogromnej rzeszy ludzi znajdowało się dużo osób ciężko rannych oraz powstańców, którym groziło rozstrzelanie. Z ratunkiem pospieszyli między innymi lekarze i cały personel zatrudniony w tworkowskim szpitalu. Za okazaniem stosownej przepustki lekarze i felczerzy wyciągali z obozu chorych, rannych i przewozili ich m.in. do Szpitala w Tworkach, gdzie w pawilonie II urządzono dla nich szpital powstańczy.

Ordynatorem oddziału został lek. med. Jan Gallus[14]: „Niemal w pierwszych godzinach przekazywania przez Niemców ewakuowanych warszawiaków do prawie całkowicie ogołoconych z maszyn i urządzeń Warsztatów Kolejowych w Pruszkowie, leżących około kilometra od Tworek, udało mi się niemal cudem dostać na teren powstającego obozu”[15]. Do Dulagu 121 niemal codziennie jeździli pielęgniarze z tworkowskiego szpitala. Niemców przerażały choroby zakaźne, więc z chęcią pozbywali się wszystkich chorych, zezwalając na ich transport do Tworek. W rzeczywistości pielęgniarze wywozili z obozu także ludzi całkowicie zdrowych, wśród nich byli oczywiście powstańcy. „Tato, jako dyplomowany pielęgniarz a później felczer, jeździł do Dulagu 121 od samego początku istnienia obozu. Nie zdążył dojechać do Warszawy w momencie wybuchu Powstania Warszawskiego. I dobrze, bo tutaj na miejscu bardzo się przydał. W Tworkach pracował od 1927 r. Starał się wyciągać ludzi z obozu niemal codziennie, dopóki Niemcy nie zorientowali się, że ubywa im z obozu całkiem spora liczba osób. Potem żandarmeria i volksdeutsche utrudniali wjazd i wyjazd z obozu, ale Warsztaty Kolejowe działały na ogromnym terenie, więc wszyscy mieli jakieś swoje ukryte przejścia”[16] – relacjonuje Alina Szelągowska.

Doktor Jan Gallus. Ze zbiorów Zdzisława Zaborskiego

Liczna grupa osób wyprowadzonych z Dulagu 121 nie docierała do Tworek. W trakcie transportu ludzie uciekali, kierując się następnie w głąb Generalnego Gubernatorstwa, aby zatrzeć za sobą ślad i uniemożliwić ponowne schwytanie. Ci, którzy z obozu dojechali do Tworek, musieli zmierzyć się z wielkim tłokiem w pawilonach, tragicznymi warunkami sanitarnymi, głodowymi racjami żywności, wszami, nad którymi mimo dezynfekcji nie udało się zapanować i okropnym fetorem ropiejących ran. Część osób po otrzymaniu pierwszej pomocy była kierowana do okolicznych szpitalików do dalszej rekonwalescencji (m.in. do szpitala na Wrzesinie w Pruszkowie oraz do szpitali w Komorowie i w Milanówku). Warto w tym miejscu przytoczyć słowa dr. Jana Gallusa i prof. Bormanna: „Szczególny kontakt miałem jeszcze, w związku z obozem pruszkowskim, z kwaterującym czasowo w Tworkach, generałem niemieckim – prof. dr. Bormannem. Przez podstawioną mu tłumaczkę Halinę Eberhardt z Warszawy, zdobywaliśmy różnego rodzaju przepustki do obozu a w tym zwolnienia na wywożenie stamtąd ogromnych, w międzyczasie zwożonych z Warszawy dóbr – różnego rodzaju niezbędnych nam rzeczy jak: lekarstwa, pościel, bielizna, ubrania itp. Przy jednym z takich transportów, który musiałem poprowadzić osobiście z uwagi na wystawioną na moje nazwisko przepustkę, wśród skrzyń z lekami i pościelą udało mi się, po różnych perypetiach chwilami wprost groźnych, wywieźć z obozu trzy jakieś wybitne osoby z ruchu oporu, które po drodze do Tworek zbiegły dalej. Ich nazwisk ani dalszych losów nie znam do dziś. Również dzięki tej pomocy udało się Zofii Liedke wydostać z obozu prof. Mazurkiewicza z rodziną”[17].

Procedurę wyprowadzania ludności z pruszkowskiego obozu utrudniało gestapo. „W końcu sierpnia gestapo nie zezwoliło na kierowanie chorych mężczyzn w wieku od 15. do 60. lat do innych szpital, aniżeli do Tworek”[18] – wspomina Kazimiera Drescher, ps. „Zula”. „Szpital w Tworkach był pod strażą niemiecką. Ozdrowieńcy mieli zgodnie z rozkazem gestapo wracać do obozu na powtórną komisję. Ale z Tworek, mimo straży i gorliwości dyrektora administracyjnego, Niemca Salfena[19], nienawidzącego Polaków, prawie żaden ozdrowieniec nie wrócił do obozu. Było to zasługą sanitariatu Tworek, który wszelkimi sposobami ułatwiał zdrowym ucieczkę. Lekarze w Tworkach ściśle współpracowali z personelem obozu. Nie można jednak było wszystkich mężczyzn w wymienionym wieku kierować do Tworek, ponieważ dyrektor Salfen pilnował, by nie przeciążać szpitala. Znalazłyśmy radę na to zarządzenie. Wpisując mężczyzn na inne listy, fałszowałyśmy wiek, jeśli to było prawdopodobne, lub pisałyśmy nazwiska z niewyraźną końcówką, a siostry idące z listami po poświadczenie w gestapo musiały przekonać urzędnika, że wpisane osoby to kobiety. Niemcy nie orientowali się w zmianie końcówek nazwisk polskich w zależności od płci. Szereg sióstr wyspecjalizowało się w tej robocie, a niezawodną była Maria Kwaśniewska­‍‑Koźmińska; jej się zawsze udawało. Podpisanie listy przez gestapo nie kończyło jednak naszych kłopotów, trzeba było je obronić przed wartownikiem przy wyjściu, gdzie znów listy i chorych sprawdzano”[20].

Pawilon II tworkowskiego szpitala oddany na potrzeby wysiedlonych mieszkańców Warszawy wyprowadzonych z Dulagu 121 funkcjonował od sierpnia 1944 r. do 11 listopada 1945 r. W szpitalu powstańczym zorganizowano niezbędne oddziały dla warszawiaków: wewnętrzny, chirurgiczny, zakaźny, ginekologiczny, akuszeryjny, otolaryngologiczny, oczny, skórno­‍‑weneryczny[21]. Dr Feliks Kaczanowski w protokole z 1948 r. podsumowuje, że do pomocy ludności wyprowadzonej z obozu Dulag 121 zaangażowano personel w składzie: 18 lekarzy, 1 aptekarka, 3 felczerów, 11 dezynfekatorów, 46 pielęgniarzy, 2 pielęgniarki,
1 szwaczka, 1 ślusarz i 1 kucharz[22]. Przy pomocy personelu pozostającego na stałe w obozie, m.in. dr. med. Piotra Radło, st. med. H. Koperskiej, Kazimiery Drescher, Janiny Jakubowskiej, Z. Sokołowskiej, Alicji Tyszkiewicz, oficjalnie wyszukiwano najciężej rannych, a w rzeczywistości starano się wyciągnąć z obozu najwybitniejsze jednostki życia politycznego, naukowego, kulturalnego i odsyłać je w specjalnych transportach zorganizowanych przez pracowników szpitala do Tworek[23]. Pawilon II podzielony został na część damską i męską. Operacje odbywały się w oddzielnej sali. Najczęściej operował dr Stefan Łukasik, towarzyszyła mu przy tym żona Irena oraz dr Jasieński. Do Szpitala sprowadzono także dr Górską. Ze względu na swój wiek nie uczestniczyła w operacjach, ale w zamian opiekowała się chorymi. Pomoc niosły również Krystyna Gondziarek i Krystyna Tadzik (wszystkie wspomniane osoby wydostały się z Powstania). W Szpitalu pojawiał się jeszcze mieszkający w Pruszkowie Leszek Wójcik. Nikt nie był w stanie siedzieć z założonymi rękoma.

Wszystkie wymienione oddziały mogły skutecznie funkcjonować dzięki temu, że uwolnieni z pruszkowskiego obozu lekarze i sanitariuszki zostawali w tworkowskim szpitalu do końca okupacji i z wielkim zaangażowaniem nieśli pomoc ludziom z kolejnych transportów z Warszawy. Wśród lekarzy wyprowadzonych z Dulagu 121 byli m.in.: prof. Władysław Kaczyński – chirurg; dr Janina Meissner – specjalistka od chorób płuc, która wykonywała także zdjęcia rentgenowskie; Stefan Łukasik – chirurg[24]. „Warto podkreślić, że bardzo dużo ludzi z pruszkowskiego obozu wyciągnął dr Kaczanowski, psychiatra i bardzo dobry internista. Wśród uwolnionych z Dulagu 121 było wielu lekarzy pochodzenia żydowskiego”[25] – wspomina Alina Szelągowska. „Na terenie Szpitala było ich kilkunastu, ale nie o wszystkich wiem. Pamiętam np. 
prof. Piątkowskiego i dr Gąsiewicz – dentystkę, która wyszła z obozu razem ze swoją córką, będącą mniej więcej w moim wieku. Dr Gąsiewicz pracowała na terenie Szpitala także po zakończeniu wojny. Do szpitala powstańczego w Tworkach cały czas ściągano do leczenia rannych wysokiej klasy specjalistów: chirurgów, internistów, epidemiologów do oddziału zakaźnego. Pawilon powstańczy podzielony był na wszystkie oddziały, nawet pediatryczny i położniczy – kobiety przecież rodziły dzieci. Pamiętam, że z Dulagu 121 wyciągnięto lekarzy: dr Jana Posmykiewicza – laryngologa, dr Stanisława Gąsiewicza – stomatologa, czy dr Marię Garmatę – internistkę”[26] – dodaje.

Jan Gallus, ordynator powstańczego pawilonu, do listy zasłużonych lekarzy tworkowskich i warszawskich pracujących z chorymi i rannymi z Dulagu 121 dopisuje jeszcze Halinę i Ryszarda Dreszerów, dr. Duponta (na oddziale zakaźnym), W. Gądzikiewicz (oddział zakaźny), K. Ka­-
czyńskiego (internistę), Wandę Leśniewiczową, Piotra Radło (na oddziale zakaźnym) i Stanisława Wojciechowskiego[27]. Na słowa wielkiego
uznania zasłużył także dr Stefan Łukasik. Irena Horban – sanitariuszka (patrz fot. 11 s. 234), która często asystowała mu podczas operacji, wspomina: „Prosił, a wręcz kazał, abym mu asystowała podczas operacji. Nauczył mnie, w jaki sposób podawać eter, aby skutecznie wprowadzić rannego w narkozę. Osobiście mogę zaświadczyć, z jak ogromnym poświęceniem wykonywał każdą operację. Warunki były koszmarne, a on mimo wszystko robił to, co trzeba i bardzo starał się ulżyć ludziom w cierpieniu”[28]. Z Dulagu 121 wydobyto i przetransportowano do Tworek m.in. dyrektora Szpitala Psychiatrycznego w Kochanówce dr. Mateusza Siemionkina[29]. „Kilka osób wyprowadzonych z Dulagu 121 zapamiętałam w sposób szczególny” – opowiada Irena Horban. – „W Szpitalu poznałam 13-letnią dziewczynkę – Ewę, miała ogoloną główkę ze względu na wszechobecne wszy. W powstaniu straciła prawą nogę. Nie było z nią nikogo, straciła kontakt z rodzicami, nie wiadomo, co się z nimi stało. Leżała samiusieńka, czekała na mnie każdego dnia. Mówiła, że tylko ja potrafię ją tak ułożyć, że kikut nie bolał: »Noga mnie nie boli, noga mnie nie boli…« – mówiła. Pewnego dnia biegnę do niej, bo wiedziałam, że na mnie czeka, ale już jej nie było. Nagle gdzieś ją zabrano. Do dziś nie wiem, co się stało z małą Ewą. Było mi bardzo żal. Tyle lat minęło, a ja wciąż o niej bardzo często myślę. W Tworkach widywałam również 11-letnie dziecko bez prawej rączki, ślicznie rysowała ta dziewczynka. Na szczęście była z nią mama. Marzyły, żeby najeść się kartoflami. Do Szpitala przynosiłam różne rzeczy, ale gorących kartofli nie mogłam donieść… Inne wspomnienie dotyczy Tatiany Barszcz, bardzo pięknej kobiety. Zjawiła się w Tworkach wraz z mężem i matką. Tatiana niestety zachorowała jeszcze w Warszawie, zanim wyszli z powstania i wkrótce potem zmarła. Pochowano ją na cmentarzu powstańczym w Tworkach. Mąż bardzo rozpaczał po jej śmierci”[30].

Do akcji specjalnych związanych z obozem włączali się także pracownicy administracyjni, gospodarczy, techniczni i sanitarni Szpitala. Spośród nich znamy z imienia bądź nazwiska tylko kilka osób: siostry zakonne Adelę i Alicję, ks. kapelana Franciszka Bujalskiego, p. Bomertową, M. Godlewską, H. Kossowską, M. Hunderkową, inż. Janowskiego, braci Jędrnalików, p. Korzeniowską, Zofię Kozicką, Marię Serenorzyńską, M. Ograbka, S. Kłyk­‍‑Ograbka, W. Piotrkowiczową, E. Saje, S. Sitarka, M. Skowrotko, S. Turkowskiego i Franciszka Nowaczyka. W służbach tych znalazło zatrudnienie około 90 wysiedlonych warszawiaków[31]. Alina Szelągowska, córka Franciszka Nowaczyka, podaje listę pracowników Szpitala, którzy dodatkowo zdecydowali przyjąć do siebie do domów ludzi z Dulagu 121. Byli to m.in.: Leon Czerwicki (w AK) – dyplomowany pielęgniarz, dodatkowo pomagał wyprowadzać warszawiaków z Dulagu 121; dr Dominik Ryniewicz – również pomagał przy wyprowadzaniu z obozu; Wacław Walendziak; p. Barszczewski; dr Bobrowska[32]; Zofia Safaryn – pielęgniarka; Stanisław Wacławek; Maria Samorzyńska – pielęgniarka; Helena Jełowicka – pielęgniarka; Janina Kostrzewa – kuchenkowa; Marian Saje – przedwojenny felczer; Wanda Bylina; Maria Sudnicka oraz Franciszek Nowaczyk. Alina Szelągowska wspomina również: „Cała moja rodzina mieszkała na terenie szpitala na II piętrze nad pawilonem kuchennym i pralnią. W domu oczywiście opowiadało się o bieżących wydarzeniach. Mieszkało razem z nami 14 osób, które tato wywiózł z Dulagu 121. To byli znajomi rodziców jeszcze z lat 20. Cały czas mieszkali w Warszawie na ul. Twardej, aż w końcu dostali się do Dulagu 121 w czasie Powstania Warszawskiego. Pewnego dnia do ojca przyszła jakaś 9-letnia dziewczynka i przekazała wiadomość, gdzie ci znajomi się znajdują. Oprócz nich, tato przywiózł wtedy z obozu jeszcze przyjaciół tamtej rodziny, w sumie 14 osób – rodzinę Bartoszkiewiczów i Adamskich wraz z dziećmi. Mieszkali u nas prawie rok, do jesieni 1945 r. W innych domach ludzie mieszkali zwykle po dwa, trzy miesiące zanim nie znaleźli nowego miejsca schronienia”[33].

Do pracy w tworkowskim szpitalu zgłaszali się również mieszkańcy Pruszkowa lub wyciągnięci z obozu warszawiacy, którzy nie byli na stałe zatrudnieni w Tworkach w trakcie okupacji: Barbara i Edward Dutkiewiczowie, J. Bobrowski, Zofia Hajdo­‍‑Orszulska ps. „Marta”, Alina i Michał Olszewscy, Jakub Olszewski, Wiesław Olszewski, Stanisław Steffen, J. Szczepański czy Zofia Zeifert[34]. W gronie tym była również Irena Horban (z d. Szymańska): „Na początku sierpnia 1944 r. zgłosiłam się do Szpitala w Tworkach do pomocy i zostałam przydzielona do pawilonu powstańczego. Spotkałam mnóstwo lekarzy, którzy z powstania dostali się do Dulagu 121. Teraz sami ciężko pracowali. Wśród nich zapamiętałam m.in. dr Felicję Łuniewską, dr. Jasieńskiego, państwa Łukasików – Irenę i Stanisława. We wrześniu lub październiku zorganizowali kurs pielęgniarski, w którym uczestniczyłam wraz z dziewczętami pomagającymi w naszym pawilonie”[35].

Szpital w Tworkach stał się miejscem schronienia i pracy dla wspomnianej już Zofii Hajdo­‍‑Orszulskiej ps. „Marta”. Pełniła tam funkcję pracownika administracyjnego. Kiedy 20 sierpnia 1944 r. do Tworek przybył ogromny transport rannych z Dulagu 121, „Marta” podjęła pracę u boku laryngologa dr. Leona Jastrzębskiego: „Do opróżnionych i przygotowanych pawilonów, po zagęszczeniu chorych psychicznie, ciągnął osobliwy pochód. Lżej ranni wspierali się na kolegach, innych prowadzili lekarze i pielęgniarki, ciężko ranni jechali na wozach, gdy brakło wozów niesiono ich na noszach. (…) Kto żyw, stanął do pomocy, nawet Salfen, pomocnik zbiegłego dyrektora Honnette’a zakasał rękawy i pomagał polskim lekarzom. Zgłosiłam się i ja”[36]. Praca u boku lekarzy oznaczała kilkunastogodzinne dyżury wymagające czujności, wytrwałości i poświęcenia. „W momencie zmiany opatrunku roztaczał się po pawilonie przepotworny smród ropy sączącej się z ran. W pierwszych dniach moich dyżurów w Tworkach wszystko zaczęło mi cuchnąć. Jak ja przychodziłam do domu w pierwsze dni to mnie wszystko śmierdziało. Moja idealna biała i czysta pościel śmierdziała ropą, jak spałam. Wszystko śmierdziało, nawet jedzenie. Dlatego zdarzały się przypadki, że niektóre dziewczęta odchodziły z Tworek po kilku dniach pracy”[37] – relacjonuje Irena Horban. Podobnie wspomina te chwile Zofia Hajdo­‍‑Orszulska mówiąc, że nie było czasu na myślenie o niczym innym, jak tylko o ranach, ropie, brudnych, zawszonych bandażach, rudych od zakrzepłej krwi. Taki widok malował się w II pawilonie po wydobyciu z Dulagu 121 transportu z Czerniakowa. Pobyt w obozie przejściowym w Pruszkowie wiązał się z silnymi przeżyciami, o których nie sposób było zapomnieć: „Siostro, przeżyłem w Warszawie całe Powstanie, ale najcięższe były ostatnie dwa dni na Warsztatach…”[38] – miał powiedzieć jeden z rannych w Powstaniu Warszawskim.

Irena Horban, wówczas Szymańska, ok. 1944 r. Ze zbiorów Ireny Horban

Warto podkreślić, że lekarze tworkowskiego szpitala z własnej inicjatywy organizowali wyjazdy do powstańczej Warszawy, by ratować pensjonariuszy innych szpitali, których jeszcze nie zdołano ewakuować. Właśnie dzięki takiej akcji sprowadzono chorych i personel ze szpitala Dzieciątka Jezus. Tworki przyjęły wtedy pod swe skrzydła niemal 2100 chorych wraz z personelem i osobami towarzyszącymi[39]. Nie trudno sobie wyobrazić, jak bardzo pożądanym towarem stały się leki, środki opatrunkowe, czysta bielizna, jesienna odzież, a przede wszystkim pożywienie. Pracownicy Szpitala starali się sprostać wyzwaniu, choć łatwo nie było. Alina Olszewska, która przeszła przez „Zieleniak”, trafiła do Dulagu 121 i została z niego wyciągnięta przez Kazimierę Drescher i Jana Gallusa i skierowana do Tworek. Weszła później w skład grupy udającej się na wyprawę do Warszawy po konieczne środki opatrunkowe i leki na czerwonkę[40].

Honnette nieustannie starał się wypełniać zbrodniczy plan Akcji T4 i stale pogarszał warunki egzystencji. „Jedzenie, które kazał szykować Honnette, powodowało natychmiastowy rozstrój żołądka. Wiem, bo w kuchni kazali mi spróbować łyżkę zupy marchwiowej, którą podawano chorym i rannym niemal codziennie. To był skandal!”[41]. Nie trudno sobie wyobrazić, jakie były skutki tej zabójczej diety, skoro nawet jedna łyżka wywoływała całkowity rozstrój organizmu. O wiele lepszą sytuację mieli ci, którym udało się przedostać do Tworek z pieniędzmi lub kosztownościami. Sanitariuszki pracujące w pawilonie powstańczym starały się – na prośbę warszawiaków – kupować żywność w Pruszkowie. „W sklepie spożywczym u Jarzębowskich na rogu obecnej ul. Daszyńskiego i ul. Kościuszki kupowałam jedzenie dla tych biednych ludzi. Pan Jarzębowski bardzo często ofiarowywał też różne produkty i mówił, żebym zaniosła komuś, kto nie ma nic. Nosiłam masło, serek, wszystko, co udało się zdobyć albo co otrzymałam bez konieczności zapłaty. W 1944 r. mieszkałam w kamienicy przyległej do budynku Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie, położonego wówczas na ul. Klonowej 4[42]. Naprzeciw naszego domu Władysław Darko miał swoją piekarnię. Codziennie była długa kolejka po chleb, ale jak tylko pan Darko mnie widział, krzyczał: »Ta pani ma prawo wejść!«. Dostawałam kilka bochnów chleba. Za te, za które mogłam, to zapłaciłam, a jak nie miałam wystarczającej kwoty na wszystkie, to nie musiałam płacić. Jak wychodziłam z piekarni, to biegli już do mnie chłopcy mieszkający w Tworkach – Mietek Czajowski i Jurek Peretiatkowicz. Pomagali mi zanieść ten chleb do głodnych. Do Szpitala przynosiłam też cebulę i smalec. Ci głodni chłopcy smażyli ją i zajadali. Byli zachwyceni tak wspaniałym jedzeniem… Warto też wspomnieć o przyjacielu mego ojca, który pracował wówczas w urzędzie. Nazywał się Stanisław Koper. W momencie, kiedy UNRRA[43] zaczęła przysyłać różne rzeczy do jedzenia, pan Koper dawał mi mleko w dużych puszkach albo kakao i mówił: »Weź i daj tam«. Bardzo przyzwoity człowiek”[44].

Warto byłoby pochylić się nad poziomem współpracy między tworkowskim szpitalem a miejscowym oddziałem RGO, który w sposób szczególny niósł pomoc ludziom znajdującym się w Dulagu 121[45]. Co ciekawe, z początkiem roku 1944 ks. Edward Tyszka[46] objął kierownictwo w Komitecie Samopomocy Społecznej RGO. Jedną z pierwszych podjętych przez niego inicjatyw było zgłoszenie do Zarządu Powiatowego RGO pilnej potrzeby stałej pomocy dla psychicznie chorych, którzy przebywali w szpitalu w Tworkach[47].

W pomoc włączały się również dzieci pracowników, które mieszkały na terenie Szpitala. Krążyły między pawilonami i przynosiły niezbędne rzeczy, jak np. wodę utlenioną czy gorącą wodę z kuchni, żeby można było wykąpać nowonarodzone dzieci z oddziału położniczego. „W domu żyło się tym wszystkim. Udzielanie pomocy na miarę możliwości było czymś naturalnym. W Tworkach był oddział położniczy, więc razem z mamą robiłyśmy z koszul, powłoczek i prześcieradeł pieluszki i bandaże. Organizowano również odzież, żeby można było ubrać kobiety po porodzie, przecież to już jesień była”[48]. Pracownicy przekazywali dla dzieci wyprowadzonych z pruszkowskiego obozu małe palta, kurteczki czy rękawiczki. W okresie Świąt Bożego Narodzenia Honnette nieco złagodniał i pozwolił przygotować dzieciom z pawilonu II drobne upominki. Pracownicy i osoby pomagające w Szpitalu przygotowały szopkę, która wraz z choinką i prezentami sprawiła najmłodszym wiele radości (np. dziewczynkom uszyto nowe sukieneczki): „Blade buzie dzieci poróżowiały z emocji. Długo śpiewano kolędy, a następnego dnia na prośbę lekarzy psychiatrów odtworzyliśmy przedstawienie dla chorych psychicznie”[49]. W pamięci Ireny Horban utkwiła również pasterka, podczas której ksiądz Bujalski zaintonował kolędę „Bracia, patrzcie jeno”. Zawtórował mu chór głosów wszystkich osób zgromadzonych chcących powitać nadzieję, jaką dawała im noc narodzenia Chrystusa. Na osobną rozprawę zasługuje działalność sióstr zakonnych pracujących na terenie Szpitala, m.in. sióstr szarytek ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, które z narażeniem życia wyprowadzały ludzi z obozu i sprowadzały na teren szpitala tworkowskiego, aby tam zaofiarować im schronienie[50].

Honnette świetnie orientował się w sytuacji na terenie Tworek i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ludzi na terenie Tworek przybywa – znał przecież wszystkie rodziny pracujące i mieszkające zarówno na terenie Szpitala, jak i poza nim, w domach obok. Znał również wszystkie dzieci, ale mimo to te, które wyprowadzono z obozu, nie musiały się ukrywać. „Honnette na wiele spraw przymykał oko, choć rzeczywiście przez cały okres był zagorzałym zwolennikiem eutanazji dla psychicznie chorych. Większość działań Honnette’a polegała na tym, by utrzymać Szpital w ryzach i nie musieć iść na front”[51].

Ostatecznie Honnette uciekł ze Szpitala 16 stycznia 1945 r. Wywiózł sporo rzeczy z magazynów, ukradł gotówkę z kasy i zabrał mnóstwo kosztowności z depozytu chorych[52]. Polscy lekarze byli nieprzejednani wobec jego poczynań. Kategorycznie sprzeciwiali się jego postępowaniu, które sprowadzało Szpital w Tworkach do miejsca przeprowadzania eutanazji na chorych. Odwaga cywilna całego zespołu uratowała niejedno życie. Niebezpieczeństwo czaiło się jednak nie tylko ze strony Honnette’a, ale również ze strony gestapo. Co najmniej raz w Tworkach zdarzyła się sytuacja, gdy na terenie Szpitala pojawili się gestapowcy i zabrali z pawilonu kilku powstańców[53].

Doktor F. Kaczanowski zapisał w protokole z 1948 r., że przez oddziały tworkowskiego szpitala powstańczego od września 1944 r. do 15 stycznia 1945 r. przeszło 1935 chorych; od 16 stycznia 1945 r. do 18 stycznia 1945 r. – 312 chorych; zaś między 17 stycznia 1945 r. a 11 listopada 1945 r. (tj. do likwidacji tych oddziałów) – 411 chorych. Razem 2658 chorych[54]. Podana liczba nie obejmuje całej rzeszy ludzi, którzy przeszli przez Tworki bez zatrzymywania się na oddziałach, czyli bez wpisu do ewidencji. Dr Gallus szacował, że kolejny tysiąc stanowiły osoby zdrowe skierowane do Tworek pod pozorem ciężkiej choroby, zbiegłe podczas transportu do Szpitala lub z jego terenu[55].

Nie wszystkim dane było przekroczyć próg tworkowskiej bramy i opuścić Szpital po zakończeniu działań wojennych, by rozpocząć życie na nowo. Około 512 osób, które znajdowały się w Tworkach po opuszczeniu Dulagu 121, zmarło w tworkowskim szpitalu powstańczym. Obecnie na cmentarzu powstańczym w Tworkach znajduje się 429 grobów. Pozostali pochowani są na cmentarzu żbikowskim. Zgony te zanotowano w okresie od 16 sierpnia 1944 r. do 17 marca 1945 r.[56]

Powstańczy szpital w Tworkach bez wątpienia należy do placówek najbardziej zasłużonych w ratowaniu wysiedlonej ludności cywilnej i ukrywających się powstańców. Jednocześnie przez cały okres okupacji pracownicy Szpitala dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Tworkach, przeciwdziałając wykonywaniu eutanazji, toczyli batalię, której stawką była ochrona życia osób chorych psychicznie. Był to jednak tylko niewielki moment historii, przystanek, który prędzej czy później trzeba było opuścić:

„Lada dzień urwę się do Warszawy. Nie potrafię gdzie indziej żyć…”

„Marta”[57]


[1]  Nazwa pochodzi od adresu placówki kierującej planem eksterminacji chorych psychicznie – Berlin, Tiergartenstraße 4.

[2]  W artykule Agaty Gut – Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu Eutanazja – ukryte ludobójstwo pacjentów szpitali psychiatrycznych w Kraju Warty i na Pomorzu w latach 1939-1945 czytamy: „W lipcu 1939 r. odbyła się w kancelarii Rzeszy poufna konferencja, której przedmiotem był program uśmiercania osób psychicznie chorych. W całej III Rzeszy podjęte zostały przygotowania do wykonania tzw. programu eutanazji”, źródło: strona główna IPN, dostęp z dn. 24.09.2014 r.: http://ipn.gov.pl/aktualnosci/2006/centrala/eutanazja­‍‑ukryte­‍‑ludobojstwo­‍‑pacjentow­‍‑szpitali­‍‑psychiatrycznych­‍‑w-kraju­‍‑warty.

[3]  Y. Ternon i S. Helman, jako datę podpisania dokumentu, wskazują „koniec października”, zob.: Y. Ternon, S. Helman, Eksterminacja chorych psychicznie w III Rzeszy, Warszawa 1974, s. 98.

[4]  Philip Bouhler od 1934 r. pełnił funkcję szefa kancelarii Adolfa Hitlera; popełnił samobójstwo w 1945 r.

[5]  prof. Karl Brandt, od 1934 r. był osobistym lekarzem Hitlera; od 1943 r. Gruppenfuhrer i Generalleutnant Waffen SS, Komisarz Rzeszy ds. Zdrowia i Higieny, członek Rady Naukowej Rzeszy.

[6]  Y. Ternon, S. Helman, Eksterminacja chorych psychicznie w III Rzeszy, Warszawa 1974, s. 98; por. dok. PS-630, tłum. J. Radzicki [w:] J. Radzicki, Zbrodnie hitlerowskiej służby sanitarnej w zakładzie dla obłąkanych w Obrzycach, Zielona Góra 1975.

[7]  Z. Hajdo­‍‑Orszulska, słuchowisko Polskiego Radia, Szpitale Powstańcze w Tworkach, data emisji: 22 X 1985 r.

[8]  3 września 1940 r. Niemcy powołali na dyrektora administracyjnego Szpitala Eugena Honnette’a, który niestrudzenie dążył do zagłodzenia pensjonariuszy na śmierć. Honnette sprowadził do pomocy nadinspektora Gottfrieda Katza vel Kälza, nadpielęgniarza Franza Zelmana vel Zalfena i volksdeutscha Stefana Okonowskiego. E. Honnette uciekł z Tworek na dwa dni przed Powstaniem Warszawskim, wrócił jednak 23 września 1944 r. Zob. T. Nasierowski, Tworki. Państwowy Szpital dla Chorych Psychicznie [w:] Zagłada chorych psychicznie w Polsce 1939-1945, red. Z. Jaroszewski, Warszawa 1993, s. 144.

[9]  Z rozmowy z Aliną Szelągowską, dn. 18 IX 2014 r., nagranie w zbiorach autorki.

[10] Ibidem.

[11] Doktor Feliks Kaczanowski – dyrektor Szpitala w Tworkach w latach 1945-1976; absolwent Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego. W okresie II wojny światowej prowadził kursy sanitarne dla Żołnierzy AK i AL, organizował także ucieczki z obozu pruszkowskiego.

[12] Szpital dla psychicznie i nerwowo chorych powstał w 1891 r. Zob.: F. Kaczanowski, Stosunek społeczeństwa do psychicznie chorego, „Zdrowie publiczne” 1967, nr 1, s. 37.

[13] E. Kołodziejczyk, Tryptyk Warszawski. Wypędzenie. Dulag 121. Tułaczka, Warszawa 1984, s. 180.

[14] dr med. Jan Gallus (patrz fot. 10 s. 233) – historyk psychiatrii, lekarz tworkowskiego szpitala w latach 1931-1945. Był inicjatorem akcji pomocy wypędzonym do Dulagu 121 warszawiakom, nadzorował działania personelu szpitala w Tworkach, odpowiedzialnego za udzielanie pomocy ludności cywilnej. Udało mu się dostać na teren obozu Dulag 121 po kilku godzinach od dotarcia pierwszego transportu z Warszawy. Dzięki siostrze urszulance Alicji Tyszkiewicz nawiązał kontakt z Jadwigą Kiełbasińską, dzięki której otrzymał stałą przepustkę uprawniającą do swobodnego poruszania się po obozie. Wspólnie decydowali o tym, którzy chorzy mogą wydostać się z obozu. W pierwszych dniach marca 1945 r. został pełnomocnikiem rządu w sprawach neuropsychiatrii na Ziemiach Zachodnich. W latach 60. i 70. był dyrektorem Szpitala Specjalistycznego im. dr J. Babińskiego w Krakowie.

[15] J. Gallus, Państwowy Szpital dla Psychicznie Chorych w Tworkach w latach 1939-1945. Wspomnienia, „Przegląd Pruszkowski” 1983, nr 1, s. 46.

[16] Z rozmowy z Aliną Szelągowską.

[17] J. Gallus, Państwowy Szpital dla Psychicznie Chorych…, s. 47–48.

[18] Sanitariuszka pracująca na stałe w Dulagu 121 w Pruszkowie; tłumaczka obozowej komisji lekarskiej.

[19] Prawdopodobnie mowa o Zelmanie vel Zalfenie, pomocniku dyrektora Honnette’a.

[20] K. Drescher „Zula”, Komisja Lekarska Obozu Przejściowego w Pruszkowie w czasie Powstania Warszawskiego, „Archiwum Historii Medycyny” 1968, t. XXXI, z. 2, s. 280.

[21] F. Kaczanowski, Państwowy Szpital w Tworkach w czasie wojny 1939-1945, Tworki, 26 I 1948 r., s. 3; protokół w formie maszynopisu, kopia ze zbiorów Aliny Szelągowskiej.

[22] Ibidem, s. 4.

[23] Por. J. Gallus, Państwowy Szpital dla Psychicznie Chorych…, s. 46.

[24] M. Wawrzyński, Oni ratowali „warszawiaków” 1944-1945: solidarność ludzka w czasach pogardy, „Przegląd Pruszkowski” 2005, nr 1, s. 46.

[25] Z rozmowy z Aliną Szelągowską.

[26] Ibidem.

[27] zob. J. Gallus, Państwowy Szpital dla Psychicznie Chorych…, s. 46.

[28] Z rozmowy z Ireną Horban, dn. 23 IX 2014 r., ze zbiorów autorki.

[29] W latach 1940-1941 w Szpitalu Psychiatrycznym w Kochanówce Niemcy zgładzili w ramach Akcji T4 około 700 osób.

[30] Z rozmowy z Ireną Horban.

[31] Z. Zaborski, Szpitale powstańcze w Pruszkowie, „Przegląd Pruszkowski” 2014, nr 1, s. 36.

[32] Prawdopodobnie chodzi o Wandę Bobrowską­‍‑Karolko. Pracowała w Tworkach w latach 1923-1947.

[33] Z rozmowy z Aliną Szelągowską.

[34] J. Gallus, Państwowy Szpital dla Psychicznie Chorych…, s. 46.

[35] Z rozmowy z Ireną Horban.

[36] Ze słuchowiska Polskiego Radia, Szpitale Powstańcze w Tworkach.

[37] Z rozmowy z Ireną Horban.

[38] Ze słuchowiska Polskiego Radia, Szpitale Powstańcze w Tworkach.

[39] J. Hornowski, Szpital Dzieciątka Jezus w Powstaniu Warszawskim, „Polski Tygodnik Lekarski” 1992, z. 42, s. 49-50, źródło: strona internetowa Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego: http://www.tlw.waw.pl/index.php?id=30&newsy_id=347, dostęp z dn. 25 IX 2014 r.

[40] Por. E. Kołodziejczyk, Tryptyk Warszawski…, s. 178.

[41] Z rozmowy z Ireną Horban.

[42] Obecnie ul. Daszyńskiego 6.

[43] United Nations Relief and Rehabilitation Administration, UNRRA (Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy) – międzynarodowa organizacja utworzona w 1943 r. w Waszyngtonie z inicjatywy USA, Wielkiej Brytanii, ZSRS i Chin w celu udzielenia pomocy obszarom wyzwolonym w Europie oraz Azji po zakończeniu II wojny światowej. Największymi odbiorcami były Chiny i Polska. W 1945 r. organizację włączono w struktury ONZ. 

[44] Z rozmowy z Ireną Horban.

[45] zob. J. Gallus, Państwowy Szpital dla Psychicznie Chorych…, s. 46.

[46] ks. kan. Edward Tyszka (1887-1966) – w latach 1919-1960 proboszcz parafii p. w. św. Kazimierza w Pruszkowie, od września 1939 r. członek Komitetu Obywatelskiego. Udzielał wsparcia w organizacji tajnego nauczania, od 1941 r. pomagał Polakom wysiedlonym z Pomorza. Od stycznia 1944 r. do początku 1945 r. pełnił funkcję przewodniczącego Zarządu Delegatury RGO w Pruszkowie. Z pełnym zaangażowaniem współpracował z AK oraz ofiarnie włączał się w pomoc mieszkańcom Warszawy wypędzonym do Dulagu 121 (m.in. organizując kuchnię obozową oraz zbiórki żywności na terenie Pruszkowa i okolic); zob. Biogramy, strona oficjalna Muzeum Dulag 121 w Pruszkowie, źródło: http://www.dulag121.pl/index.php?cmd=zawartosc&opt=pokaz&id=10, dostęp z dn. 18.12.2015 r.

[47] H. Krzyczkowski, Rok 1944. Niespełnione oczekiwana, „Przegląd Pruszkowski” 1985, nr 1, s. 37.

[48] Z rozmowy z Aliną Szelągowską.

[49] Ze słuchowiska Polskiego Radia, Szpitale Powstańcze w Tworkach.

[50] Do pracy w pruszkowskim obozie wydelegowano m.in. siostrę Jadwigę Lewińską i siostrę Anielę Zwolenkiewicz.

[51] Z rozmowy z Aliną Szelągowską.

[52] U. Adamska, A. Śliwicka, Szpital Psychiatryczny Tworki 1891-1991, Warszawa 1989, s. 46.

[53] Z rozmowy z Aliną Szelągowską.

[54] F. Kaczanowski, Państwowy Szpital w Tworkach w czasie wojny 1939-1945…, s. 4. Ze wspomnienia Zofii Hajdo­‍‑Orszulskiej dowiadujemy się, że zarejestrowanych chorych z Dulagu 121 było około trzech tysięcy, ale żadne inne dostępne źródło historyczne nie potwierdza tej liczby.

[55] J. Gallus, Państwowy Szpital dla Psychicznie Chorych…, s. 45.

[56] Z. Zaborski, Szpitale powstańcze w Pruszkowie…, s. 37.

[57] Ze słuchowiska Polskiego Radia, Szpitale Powstańcze w Tworkach.

Powiązane hasła

”None

Skip to content