Wygnańcy z Warszawy w Stawisku
Artykuł Ewy Cieślak z Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku porusza temat Warszawiaków, którzy podczas i po Powstaniu Warszawskim znaleźli schronienie w Stawisku – domu Anny i Jarosław Iwaszkiewicz w Podkowie Leśnej. Autorka wykorzystując zachowane wspomnienia, dzienniki i relacje Świadków Historii stara się nie tylko zrekonstruować codzienne życie w Stawisku, które stało się wówczas tymczasowym azylem dla pisarzy, artystów i anonimowych uciekinierów, ale również zobrazować atmosferę solidarności i gościnności gospodarzy. Tekst Ewy Cieślak powstał na potrzeby konferencji „Ocalić wypędzonych. Pomoc mieszkańców Pruszkowa i okolicznych miejscowości więźniom obozu przejściowego Durchgangslager (Dulag) 121. Sierpień 1944 – styczeń 1945” zorganizowanej przez Muzeum Dulag 121 w 2014 r. w ramach 70. rocznicy Powstania Warszawskiego w Powiecie Pruszkowskim, a następnie został opublikowany w „Zeszytach Muzeum Dulag 121” , nr 1 (2015).
Zadaniem moim było stworzenie (odtworzenie) jak najpełniejszej listy wygnańców z Warszawy, którzy w trakcie i po Powstaniu Warszawskim mieszkali lub przemieszkiwali dłużej czy krócej w Stawisku, siedzibie Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Podkowie Leśnej. Wydawałoby się jednak, że w przypadku Stawiska stworzenie listy popowstaniowych wygnańców nie powinno przysporzyć specjalnych trudności. Ten okres jego dziejów był wielokrotnie opisywany, zarówno przez gospodarzy jak i ich gości, w większości opracowań dotyczących wojennego życia kulturalnego Stawisko i jego rola jest podkreślana, a i w powszechnej świadomości utrwaliło się przekonanie o tym, że w Stawisku po Powstaniu znalazło schronienie bardzo wiele osób. Jednak od Powstania minęło już 70 lat, świadkowie i uczestnicy wydarzeń tamtych miesięcy osiągnęli już sędziwy wiek lub nie żyją.
W czasie okupacji Jarosław Iwaszkiewicz prowadził dziennik. Anna Iwaszkiewiczowa zaraz po wojnie wróciła (na kilka lat tylko) do spisywania swoich dzienników/refleksji; także wśród wygnańców, którzy znaleźli w Stawisku schronienie, wiele było osób parających się piórem; byli wśród nich: Jerzy Andrzejewski – pisarz, Jerzy Waldorff – krytyk muzyczny, Alicja Iwańska – poetka i filozofka czy Stefan Krzywoszewski – dramatopisarz. Zachowało się też archiwum korespondencyjne obojga gospodarzy, wśród ich korespondentów byli również warszawscy wygnańcy.
Poszukiwania rozpoczęłam oczywiście od Dzienników Jarosława Iwaszkiewicza[1], jedynego źródła powstającego w trakcie opisywanych wydarzeń. Z okresu od 3 sierpnia 1944 roku do 18 stycznia 1945 roku pochodzi osiem zapisów w dzienniku. Przytaczam fragmenty zapisów z trzech dni sierpnia:
„3 sierpnia 1944
Wczoraj przyszło dwóch przemoczonych do nitki rozbitków z Ochoty, jeden z nich mój serdeczny przyjaciel, Wacek M[ila][2]. Rozbili ich od razu, wyszli na Szczęśliwice, pod Pęcicami wpadli na oddział niemiecki, przeszli bitwę, niewielu ocalało, przechowawszy się w kopach żyta stojących na polu. Część ze złapanych rozstrzelano podobno na terenie starej cegielni, którą opisałem w moim opowiadaniu”[3].
„6 sierpnia 1944
Po deszczu zrobiła się cudowna pogoda. Upał. Z Warszawy wciąż nie mamy żadnych wieści. Zjawiło się jeszcze kilku rozbitków z Ochoty, między innymi »Czarny Julek« i bardzo miły chłopiec trzynastoletni, harcerz Jurek. Z ich rodziny wszyscy są w powstaniu: matka, brat, siostra, ojciec i on, najmłodszy. Nocują u nas w stodole i wybierają się do Puszczy Kampinoskiej. »Czarny Julek« jest kolejarzem i walczył w oddziałach AL”.
„8 sierpnia 1944
Wczoraj pierwsza znajoma osoba z Warszawy: Rózię Brzozowską spotkaliśmy w Milanówku. To, co mówi jest przerażające, nie mogę pisać.”[4]
Z sierpnia pochodzi jeszcze jeden zapis, będący wyrazem rozpaczliwego poczucia niemocy autora wobec rozgrywających się wydarzeń oraz opisem jego stosunku do Warszawy i jej mieszkańców. Podobny charakter ma zapis z listopada 1944 roku (bez daty dziennej), będący hołdem dla bohaterskich mieszkańców Warszawy. Zapisek datowany na 24 listopada dotyczy prowizorycznie zorganizowanego życia Stawiska z ustalonym już składem mieszkańców, starań o ocalenie z Warszawy dóbr kultury (akcja pruszkowska prof. Stanisława Lorentza).
W zapiskach wojennych pisarza rzadko wymieniane są nazwiska, podobnie jest w tych z okresu powstaniowego: pod pełnym nazwiskiem występuje Roman Jasiński, Stanisław Lorentz, Pola Gojawiczyńska (mieszkająca w Stawisku już przed powstaniem, po opuszczenia więzienia na Pawiaku) i Jerzy Waldorff. Jako pierwszych znajomych, którzy trafili z Warszawy (Ochoty) do Stawiska wymienia Wacka M., „Czarnego Julka” czy harcerza Jurka.
Pod koniec lat 60. Jarosław Iwaszkiewicz został poproszony przez Stanisława Lorentza o napisanie tekstu do powstającego wydawnictwa Walka o dobra kultury[5]. Powstał artykuł zatytułowany W Stawisku w czasie wojny[6], który przynosi informacje o całych okupacyjnych dziejach Stawiska. Oczywiście, w warunkach pokoju autor śmielej wymienia swoich powstaniowych i popowstaniowych gości. Oto ich zestawienie: Czesław Jastrzębiec Kozłowski z żoną, chorą córką i synem (nie byli mieszkańcami Warszawy, ewakuowali się z Włoch, obawiając się akcji wysiedlenia z tej podwarszawskich miejscowości); Jerzy Andrzejewski z żoną Marią i maleńkim synem Marcinem; profesorostwo Tatarkiewiczowie z synem, Ferdynand Goetel i Roman Jasiński, księżne Lubomirska i Czetwertyńska, Adam Grzymała Siedlecki, muzykolog Stefania Łobaczewska, Wilam Horzyca z żoną Stanisławą, Irena Krzywoszewska z córką Małgorzatą, poeta Zygmunt Karski, wdowa po poecie Tadeuszu Cecylia Nalepińska, Maria Piątkowska z synem (przyjaciółka Anny Iwaszkiewiczowej), kilka koleżanek córek, inżynierostwo Suchorzewscy, Stefan Spiess z ranną w powstaniu siostrzenicą i starym służącym, Jerzy Waldorff z przyjacielem, rodzina Whiteheadów (Małgorzata i jej brat Karol). W momencie powstawania tekstu, ponad dwadzieścia lat po powstaniu, część wydarzeń i osób zatarła się już w pamięci autora, szczególnie te, z którymi nic go później nie łączyło, niektóre nazwiska i wydarzenia były zaś trochę niewygodne politycznie.
O zacieraniu się w pamięci różnych osób i faktów już w 1946 roku pisała w swych notatkach Anna Iwaszkiewiczowa:
„9.12.1946 r.
Wczoraj mówiliśmy z Jarosławem o tym, że to wielka szkoda, że oprócz notatek z naszej wędrówki w 1939 i kilku czy kilkunastu notatek Jarosława, z których większość pisana była już później, nie mamy żadnych zapisek z okresu wojny. Warto było spisywać takie »dzieje Stawiska w czasie wojny«. Ile tu spraw się miało, ile ludzi przewinęło, ile się rzeczy działo, ile było przygód i epizodów nawet śmiesznych! Tego się już teraz nawet nie uporządkuje i tak tylko od czasu do czasu coraz to coś się nam przypomina. Będąc teraz w Zakopanem zastanowiło mnie, że niemal każdy, kogo spotkałam w domu literatów, wspominał te miesiące powstaniowe i popowstaniowe na Stawisku, ten, jak mówił Jasiński, »dom noclegowy« w hallu, gdzie każdy wieczorem wtaszczał swój siennik czy materac i układał się w wybranym sobie kącie, i te spotkania tam i śmieszne nieraz zestawienia ludzi, i wódeczkę popijaną w pokoju Poli [Gojawiczyńskiej], i rozmowy tam do późnej nocy. Większość osób, które widziałam w Zakopanem przeszła przez Stawisko choćby kilka dni, ale i ci, którzy tu nie byli, wspominali o tym, co już słyszeli z opowiadania innych. To naprawdę mogłoby mieć swoją wartość obyczajową i historyczną w przyszłości, ale na razie było się tak przejętym wszystkim, co się działo, że nie w głowie byłoby o tym pisać”[7].
W powojennych zapiskach Anny Iwaszkiewiczowej z lat 1946–1951 wielokrotnie pojawiają się wspomnienia z lat okupacji. Jedno z nich wywołane było np. lekturą wydanych wówczas pamiętników Stefana Krzywoszewskiego[8]. Autor pisze m.in. o swoim pojawieniu się w Stawisku we wrześniu 1944 roku:
„Kolejką elektryczną dotarłem do Podkowy Leśnej. Ze stacji powlokłem się, ledwie nogami powłócząc, do Stawiska – kiedyś posiadłości mojego przyjaciela, Stanisława Lilpopa, a która obecnie była własnością jego córki, pani Hanny Iwaszkiewiczowej.
Kilka osób przed dworem, wśród nich – pani Hania. Nieufnym wzrokiem mierzyła starego obdartusa, który przekroczył bramę parkową i zbliżał się do podjazdu. Wymizerowany, z białą szczeciną na niegolonej twarzy, w porwanym ubraniu, bez kapelusza, na plecach obwiązany sznurkiem rękopis… Sam siebie bym nie poznał! Już tylko parę kroków… Pani Hania nagle zawołała radośnie.
– Papuńcio! Tym mianem nazywała mię dawniej, kiedy łączyła ją bliska przyjaźń z moim synem, i kiedy u nas dłużej w Skolimowie bawiła….”[9].
Anna zupełnie inaczej zapamiętała przybycie Krzywoszewskiego do Stawiska[10]; pisze, że do Stawiska dotarł on, kiedy było już ciemno, a wszyscy domownicy siedzieli po kolacji w stołowym pokoju, że wszedł do hallu przez frontowe drzwi z dwiema innymi osobami, z których jedną w pierwszej chwili wzięto za jego żonę, Izabelę, że od bramy wjazdowej do parku nie widać dworu, że z całą pewnością nie patrzyła na niego nieufnie, i wskazuje cały szereg innych nieścisłości. Te dwie inne osoby to inżynier Krzyżański, pracujący w fabryce Spiessów i jego żona, Francuzka. Również jeżeli chodzi o czas pobytu Krzywoszewskiego w Stawisku pojawiają się wątpliwości. On sam pisze, że po jednej nocy spędzonej na słynnej czerwonej kanapie w salonie i po pojawieniu się w Stawisku jego synowej Ireny z wnuczką Małgosią, zdecydował się na przeniesienie do Żółwina do Witaczków. Z kolei Ludwika Włodek, prawnuczka Iwaszkiewiczów, pisząc swoją książkę Pra[11], przytacza opowieść Teresy Markowskiej, córki Iwaszkiewiczów, mającej w 1944 roku 14 lat, która twierdziła, że Krzywoszewski, zwany przez nią i Marka Piątkowskiego „Różańcem”, w Stawisku nocował kilka dni, zajmując kozetkę w gabinecie Iwaszkiewicza.
Ten różny sposób zapamiętywania i odtwarzania sytuacji jest charakterystyczny dla relacji powstających w dużym odstępie czasowym od opisywanych wydarzeń. W 1993 roku zostały wydane wspomnienia Alicji Iwańskiej[12], dalekiej krewnej Jarosława Iwaszkiewicza, córki Jana Iwańskiego, bratanicy Augusta. Jako pracująca w kontrwywiadzie AK uczestniczka konspiracji, po podpisaniu kapitulacji powstania 3 października 1944 roku wyszła z Warszawy wraz ze swą przyjaciółką i współpracowniczką w pracy podziemnej Wandą Namysłowską (pseudonim „Biedronka”). Udało im się uniknąć Dulagu, ponieważ uciekły z konwojowanej z Ochoty do Pruszkowa grupy mieszkańców, gdzieś niedaleko torów kolejki EKD. Do Stawiska dostały się wraz ze znajomą, Janią Złotnicką i jej małym synem Stasiem. W drodze spotkały siostrę Jarosława, Jadwigę Iwaszkiewiczównę, która powitała je serdecznie i bez zdziwienia, podając jednocześnie jakąś „fantastyczną cyfrę” gości, którzy już Stawisko nawiedzili.
„Już wchodziłyśmy do ponurego dworzyska, a tam Jarosław w drzwiach nas witał mrużąc małe, niebieskie oczy i przyglądając się mnie i Wandzie z serdeczną uwagą. Jani i małego Stasia jakby nie zauważył. – Alu, moja kochana, jakże się cieszę, że cię widzę. I ty, i twoja przyjaciółka możecie tu naturalnie zostać, jak długo chcecie. Głodne pewno jesteście, chodźcie, stół nakryty.
Gdy o Jani i Stasiu mu zaszeptałam, powtórzył znowu głośno:
– Wy dwie możecie tu zostać, jak długo chcecie, ale dla nikogo więcej nie mamy już miejsca. Pani tu może posiedzieć – pokazał Jani krzesło w sieni – ogrzać się trochę, odpocząć. No, a wy – zwrócił się do nas – podpiszecie teraz »księgę gości« – objął nas obie serdecznie […] zaprowadził do pokoju jadalnego, gdzie przy długim, wąskim stole już siedziało ze dwadzieścia osób. Z dwóch wielkich waz służba rozlewała zupę do głębokich talerzy. Do sieni dla Jani i Stasia zaniosłyśmy zaraz nasze kartoflanki”[13].
Pamiętnik powstawał w latach 80., jest napisany z perspektywy wielu lat – wspomnienia są żywe, ale zostały mocno literacko przetworzone.
Oczywiście wielkie moje zainteresowanie budzi wspomniana dwukrotnie przez Iwańską „księga gości”. Niestety, inni goście Stawiska o niej nie wspominają. Nic nie potwierdza jej istnienia, nie sądzę, żeby w ogóle istniała. Bardzo nie pasuje do tradycji Stawiska. Również sposób potraktowania przez Iwaszkiewicza towarzyszącej jej i Wandzie Jani Złotnickiej zupełnie odbiega od tego, co mówiono o gospodarzu Stawiska. Wszyscy wspominają wielką gościnność Iwaszkiewiczów i niepozostawianie nikogo bez pomocy. Iwańska, pisząc o pierwszej kolacji, którą spożywała po przyjściu do Stawiska, też chyba trochę odbiega od faktów: stół w jadalni wg jej opisu był wąski – a jest szeroki, kartoflankę z dwu waz nalewała służba (wg innych relacji do stołu podawała zazwyczaj Wanda Iwaszkiewiczówna, bratanica Jarosława), a przy stole jednocześnie zasiadali m.in.: prof. Władysław Tatarkiewicz, Wilam Horzyca, Jerzy Waldorff, Roman Jasiński, Jan Ekier, Pola Gojawiczyńska z córką i Stefan Spiess z siostrą. Iwańska w Stawisku mieszkała z przerwami na „służbowe wyjazdy” związane z pracą w konspiracji prawie 5 miesięcy – tak więc wszystkie znane sobie osoby, które przewinęły się przez Stawisko, we wspomnieniach gromadzi jednego dnia przy stole. Z innych relacji wiadomo, że Wilam Horzyca z żoną Stanisławą do Stawiska dotarł już po kapitulacji powstania, Tatarkiewicz z żoną i synem – na początku powstania, Waldorff w Stawisku raczej przemieszkiwał, niż mieszkał na stałe. Nie potrafiłam potwierdzić dłuższego pobytu Jana Ekiera w Stawisku. W swoich zapiskach Anna Iwaszkiewiczowa pod datą 1 listopada 1947 roku pisze: „Przypomniałam sobie to listopadowe czy grudniowe popołudnie w okresie popowstaniowym, kiedy Ekier zjawił się u nas jakoś już nie wiem skąd i raptem sam z siebie siadł do fortepianu i zagrał sonatę b‑moll. Zagrał ją przepięknie, widocznie będąc sam w żałobnym nastroju tych potwornych czasów. Reakcja była nadzwyczajna i cała ta garstka rozbitków, z których niejeden stracił najbliższe istoty, a w każdym razie każdy wyszedł z potwornej rzezi i pożogi, jaką były dwa ostatnie miesiące Warszawy, wszyscy ci ludzie mieli jakby wrażenie, że to właśnie dla nich Chopin napisał tę sonatę. Prawie wszyscy płakali i pamiętam, jaka cisza była, kiedy Ekier skończył i siedział jeszcze tak sam milczący i zamyślony przy klawiaturze”[14]. Nie wynika z tego, czy Ekier był stałym lokatorem, czy też tylko gościem, który skorzystał ze stawiskiego fortepianu. Iwańska sadza go do kolacji… razem z nieobecnymi już na pewno w Stawisku Tatarkiewiczami, czy przelotnie bawiącymi Horzycami.

Najdłuższą relacją z powstaniowych i popowstaniowych dni w Stawisku zawdzięczamy Romanowi Jasińskiemu – przyjacielowi Iwaszkiewiczów, pianiście, profesorowi Konserwatorium Warszawskiego. W opublikowanych w 2008 roku wspomnieniach[15] okresowi temu poświęca czterdzieści jeden stron, w tym dwadzieścia siedem o tułaczce popowstaniowej, trwającej od wyjścia z Warszawy 8 września, do 2 lutego 1945 roku. Tak wspomina swój powrót 16 września na Stawisko: „ […] oświadczyłem Jarosławom, że nie mając absolutnie możliwości znalezienia jakiegoś dla siebie pomieszczenia, niestety, muszę chwilowo pozostać u nich, kontentując się choćby najprymitywniejszym legowiskiem. Jarosławowie przyjęli moje oświadczenie z absolutną pogodą ducha. Mam wrażenie, że trwający już od dłuższego czasu najazd na ich dom sprawił, że stali się oni po prostu niewrażliwi na pojawianie się w ich domu coraz to nowych twarzy. A tych nieproszonych, nie tyle może spadłych z nieba, ile przybyłych z piekła gości, było wielu, bardzo wielu. O ile pamiętam, przebywało w owym czasie pod tym gościnnym Jarosławowym dachem, nie licząc członków najbliższej rodziny, około 16 osób. A przecie poza tymi stałymi, zasiedziałymi na dobre lokatorami, przewijało się przez Stawisko ciągle mnóstwo uciekinierów, traktujących dom ten jako krótki etap dalszej podróży. […] Każdy dzień przynosił jakieś poruszające wszystkich nowiny, zaś Podkowa Leśna i Brwinów stały się mrowiskiem, w którym gorączkowo uwijali się warszawscy wygnańcy, nie tracący na ogół duchowej równowagi i w najtrudniejszych okolicznościach dający sobie jakoś radę. A jeśli te spędzone na Stawisku miesiące wspominam zawsze mile, to niewątpliwie dzieje się to dzięki niezwykłej wprost gościnności Jarosławów, którzy potrafili przez cały ten tak trudny czas utrzymać pod swym dachem atmosferę pełną pogody i spokoju, dzieląc się z gośćmi każdym kęsem chleba i podtrzymując ich na duchu swą nieodmienną życzliwością”[16].
W relacji Romana Jasińskiego znaleźć można trochę szczegółów, dotyczących codziennego bytowania w Stawisku w tym okresie: część „stałych” lokatorów spała we wszystkich pokojach na łóżkach, kanapach, kanapkach, część – na rozkładanych na noc materacach w hallu na piętrze. W kuchni gotowano wielkie kotły zupy, czasami na mięsie; masło i cukier było racjonowane. Wszyscy lokatorzy starali się przynajmniej częściowo płacić za swoje utrzymanie. Do nakrytego zawsze starannie stołu (podkreślają to wszyscy goście) siadano o określonych porach, często na dwie lub trzy zmiany. Podawała zazwyczaj Wanda Iwaszkiewiczówna (bratanica Jarosława, przybyła do Stawiska z Ukrainy wraz z ojcem, bratem i córeczką jesienią 1943 roku) i wieczna kucharka Iwaszkiewiczów, Pawłowa (Bronisława Duda). Poza tym każdy z lokatorów starał się zdobyć gdzieś chleb (robiono zakupy w Brwinowie lub Podkowie Leśnej), każdy starał się coś z wyniesionych z powstania rzeczy osobistych spieniężyć, wszyscy poszukiwali swoich krewnych i znajomych w okolicy. Do rytuału należało chodzenie „na wódeczkę” do powstających jak grzyby po deszczu kawiarni i „handelków”.
Iwaszkiewicz wspomina, że „Cecylia Nalepińska wraz z zamieszkującymi dom dziewczynkami zorganizowała szwalnię, z której wychodziły koszule i kalesony bardzo znaczne swoim dziwacznym kolorem. W tych czasach literaci chodzili więc jak gdyby w mundurze bieliźnianym, szafirowym w czarne paski”[17]. Jedwab na te „mundury” został podarowany przez pannę Witaczkównę, współwłaścicielkę fabryki jedwabiu w Milanówku. Trudności były również z wodą – zimą Niemcy wysadzili elektrownię pruszkowską i wodę trzeba było pompować ręcznie, do czego zawsze zachęcał lokatorów Roman Jasiński.
Poetycki opis bytowania w Stawisku daje z kolei Jan Iwański:
Jesień w Stawisku
Co tu się dzieje! Co się dzieje!
Okropne są obecne dzieje!
Do swej łazienki idzie Hania,
A tam typ obcy się wyłania,
Na Hanię ostro wnet zakrzyczy,
Sam siada i pięćsetki liczy.
Wraca więc Hania do sypialni
Tam inni goście – znów nachalni:
Jeden sprzedaje stare futra
Drugi ten pokój wziął – do jutra.
Więc leci Hania do swej kuchni,
Tam ludzie siedzą ubożuchni
Jeden kartofle sobie skrobie,
Drugi pitrasi obiad sobie,
Wszystko diabelnie wściekłe, złe,
Krzyczą „a czego ta tu chce?!”
Na próżno Hania wciąż się krząta,
We własnym domu nie ma kąta.
Czy znajdzie wreszcie kąt spokojny?
Znajdzie – po zakończeniu wojny.
26/X 1944[18]

We wszystkich wykorzystanych przeze mnie relacjach powtarza się motyw pewnej anonimowości osób, które w Stawisku znalazły schronienie. Zarówno Maria Iwaszkiewiczówna, jak Teresa Markowska w swych opowieściach podkreślały, że o ile na piętrze gnieździli się „stali lokatorzy”, to parter domu przeznaczany był raczej dla przelotnych gości. Należy również pamiętać, że wygnańcy z Warszawy mieszkali także w zabudowaniach podwórza – domku ogrodnika, mieszkaniu przy garażu, stodole. Otwarte dla uciekinierów były też „Majątki” sióstr Iwaszkiewicza – mały domek przy Orlej po drugiej stronie ulicy Gołębiej w pobliżu Stawiska.
Nigdy już nazwisk tych wygnańców nie poznamy, o ile nie wypłyną nowe, dotąd niewykorzystane relacje.
Pozostaje nam tylko docenić wspaniałą postawę gospodarzy domu, Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, którzy starali się wszystkim bezinteresownie udzielić pomocy.
Lista
1. „Czarny Julek”.
2. Harcerz Jurek, trzynastoletni.
3. Wacław Mila (1911-1964).
4. Róża Brzozowska.
5-6. Profesorostwo, starsi państwo, ona Francuzka.
7-8. Krzyżańscy, on inżynier od Spiessa, z żoną Francuzką.
9-11. Jerzy Andrzejewski (1909-1983) z żoną Marią i synem Marcinem.
12. Niania Marcina, Żydówka.
13. Stefan Krzywoszewski (1866-1950), dramaturg, dziennikarz; pobyt w Dulagu w dn. 8.09.-10.09.1944.
14-15. Irena Krzywoszewska (1901-1978) z córką Małgorzatą (Fuła).
16-17. Tadeusz i Ewa Suchorzewscy, chemicy.
18-19. Wilam Horzyca (1889–1959) z żoną Stanisławą.
20. Jan Iwański, ojciec Alicji.
21. Alicja Iwańska (1918-1996), ps. „Wiewiórka” (Biała Mata Hari), filozof, socjolog.
22. Wanda Namysłowska (1917-2000), ps. „Biedronka” (Czarna Mata Hari).
23-25. Tatarkiewiczowie z synem Krzysztofem.
26. Roman Jasiński (1900-1987), pianista, krytyk muzyczny, wieloletni dyrektor muzyczny Polskiego Radia.
27. Jerzy Waldorff (1910-1999).
28. Mieczysław Jankowski (1917-2005), tancerz, przyjaciel Waldorffa (w Stawisku do 14 listopada).
29. Henryka (Hesia) Męcińska z d. Marconi.
30. Wacław Męciński (nazywany „Hrabią” przez Teresę Iwaszkiewicz).
31-32. Wojciech Małecki, jego 8–miesięczny wnuk, syn Janiny (Żanki) z d. Męcińskiej.
33. Ignacy Małecki, zięć Męcińskich, elektroakustyk (wspomina go Jasiński).
34. Stefan Spiess (1879-1968).
35. Aleksandra Kozłowska, siostrzenica Spiessa, operowana w Stawisku.
36. Służący Spiessa.
37. Księżna Jadwiga (?) Lubomirska.
38. Księżna Ludwika (?) Czetwertyńska.
39. Adam Grzymała‑Siedlecki (1878-1967), krytyk teatralny, wg Iwaszkiewicza kilka nocy spał pod wieszakiem w hallu.
40. Stefania Łobaczewska (1888-1963), profesor muzykologii.
41. Zygmunt Karski, poeta.
42. Jerzy Malinowski, siostrzeniec Stefana.
43. Cecylia Nalepińska[19], wdowa po Tadeuszu.
44. Janusz Cegiełła (1926-2011), dziennikarz i krytyk muzyczny[20].
45. Jerzy Jakub Michalski (1870-1936), ekonomista, minister skarbu w rządzie Antoniego Ponikowskiego w okresie 26.09.1921-6.06.1922[21].
46. Maria Piątkowska z d. Wysocka, secundo voto Kosińska, przyjaciółka Anny Iwaszkiewiczowej.
47. Marek Piątkowski, jej syn.
48. Wisia, siostrzenica Grydzewskiego[22].
49. Leonia (Lulu) Malinowska, córka Ireny z d. Spiess, primo voto Malinowskiej, secundo voto Łempickiej.
50. Jan Ekier (1913-2014), pianista.
[1] J. Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911-1955, opr. A. i R. Papiescy, Warszawa 2007.
[2] Wacław Mila (1911-1975), przyjaciel J. Iwaszkiewicza z lat 30., żołnierz AK.
[3] J. Iwaszkiewicz, Stara cegielnia, „Twórczość” 1945, nr 1.
[4] Róża Brzozowska, hrabina, postać znana w środowisku artystycznym Warszawy. Prawnuczka króla Ferdynanda IV z Neapolu. „Twoja prawnuczka pierwsza przyjechała do nas z powstania warszawskiego, nie chcieliśmy wierzyć, ale to ona pierwsza podała nam ten schemat, którego potem trzeba było słuchać od wszystkich, od wszystkich. Schemat męki i zbrodni, i bezsensu działań ludzkich”. W powstaniu straciła córkę Teresę. Patrz w: J. Iwaszkiewicz, Ogrody, Warszawa 1990, s. 61.
[5] Walka o dobra kultury. Warszawa 1939-1945, red. S. Lorentz,. T. 1-2, Warszawa 1970.
[6] Jarosław Iwaszkiewicz, W Stawisku w czasie wojny [w:] Walka o dobra kultury 1939-1945, T. 1, Warszawa 1970, s. 162-175.
[7] Anna Iwaszkiewiczowa, Dzienniki i wspomnienia, Warszawa 2000, s. 354.
[8] Stefan Krzywoszewski, Długie życie. Wspomnienia, T. 1-2, Warszawa 1947.
[9] Stefan Krzywoszewski, op. cit., t. 2, s. 357.
[10] Anna Iwaszkiewiczowa, op. cit., s. 435.
[11] Ludwika Włodek, Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów, Kraków 2012, s. 128.
[12] Alicja Iwańska, Potyczki i przymierza. Pamiętnik 1918-1985, Warszawa 1993.
[13] Alicja Iwańska, op. cit., s. 386.
[14] Anna Iwaszkiewiczowa, op. cit., s. 391.
[15] Roman Jasiński, Zmierzch starego świata. Wspomnienia 1900-1945, Kraków 2008.
[16] Roman Jasiński, op. cit., s. 776-777. Po jednej nocy z 12 na 13 września spędzonej w stodole w Stawisku, Jasiński widząc, jak wielu wygnańców szukało tu schronienia udał się ze znajomymi do Nowej Wsi koło Rawy. Okazało się, że również tam nie było miejsca, wrócił więc na Stawisko po 2 dniach.
[17] J. Iwaszkiewicz, W Stawisku w czasie wojny, op. cit., s. 169.
[18] Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku, Archiwum Korespondencyjne.
[19] Znajoma Iwaszkiewicza jeszcze z Kijowa, z teatru „Studya” Stanisławy Wysockiej.
[20] Informacja od Yasminy Strzeleckiej.
[21] Wszyscy mieszkańcy Stawiska nazywali go „Ministrem”. Patrz w: Ludwika Włodek, Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów, Kraków 2012.
[22] Jej pobyt potwierdzały obie córki Jarosława Iwaszkiewicza. Nie udało się ustalić, w jakim okresie przebywała w Stawisku i jak się nazywała, wiadomo tylko, że miała po ojcu polskie nazwisko.







