menu

Majewska-Luft Barbara – sanitariuszka w obozie

Barbara Majewska-Luft (ur. 1924 r.) – córka Leszka Majewskiego, dyrektora fabryki ołówków w Pruszkowie i Marii z d. Borsuk; uczęszczała do szkoły im. C. Plater-Zyberkówny. Konspiracyjną maturę zdała w 1942 r. W ramach Armii Krajowej, dzięki podporucznik korpusu sanitarnego dr Izabeli Wolframównie „Bożymir II” ukończyła kurs sanitarny. Barbara Majewska-Luft prowadziła na bieżąco zapiski wydarzeń z okresu Powstania Warszawskiego. Część z nich opublikowano już w 1946 r. w pracy Edwarda Serwańskiego „Dulag 121 – Pruszków. Sierpień – październik 1944 roku” (Poznań 1946). Barbara Majewska-Luft jest absolwentką Filologii Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, nauczała j. polskiego w warszawskich szkołach średnich w latach 1948-2000, z czego trzydzieści pięć lat w LO im. Narcyzy Żmichowskiej. Żona Stanisława Lufta, lekarza, prof. nauk medycznych. Członek honorowy Komitetu Budowy Muzeum Dulag 121 w Pruszkowie. Autorka m.in. tekstów „Spod bolszewickich strzałów”(1939), „Gdy śpiewa las” (1942 r.) oraz tomu wspomnieniowego „Na drogach czasu i przestrzeni. Autobiografia i wspomnienia nauczycielki XIX-XX wiek” (2013).

Powstanie Warszawskie

Kiedy 10 sierpnia 1944 r. ogłoszono, że w obozie Dulag 121 przyjmowani są ochotnicy do polskiej służby sanitarnej, Barbara Majewska-Luft zgłosiła się do pracy. 11 sierpnia dzięki pomocy dr. Władysława Mazurka z pruszkowskiej Rady Głównej Opiekuńczej otrzymała przepustkę do obozu i już następnego dnia rozpoczęła pracę w obozowej kuchni. W relacji zamieszczonej w Archiwum Historii Mówionej Powstania Warszawskiego wspominała:

Na początku mnie przydzielono [do] kuchni, żeby wydawać zupę na barakach. Wtenczas cały taki wóz z zupą wjeżdżał na baraki, pracownice kuchni miały wielkie chochle i dawały. Kto miał jakieś naczynie, to przychodził z naczyniem. W pierwszych dniach był piekielny tłok, bo ludzie byli wygłodniali, więc jak się rzucili na wozy aprowizacyjne, to po prostu nas tam tratowali, przewracali te wozy. Nie można było… Kiedyś, pamiętam, dano nam taką wielką michę jakiejś owsianki dla dzieci. Ja zupełnie nie wiedziałam, co mam robić, bo za chwilę ludzie [mnie] przewrócą, bo wszyscy chcieli dostać, w dodatku nie wszyscy mieli naczynia. Trochę jeszcze [zapasowych], było tam tych naczyń […]. Strasznie wygłodniałe były te transporty. Transportom z Woli, pierwszy raz dopiero w obozie dawano coś do jedzenia.

Po kilku dniach pracy w kuchni Barbara Majewska-Luft założyła opaskę Czerwonego Krzyża i rozpoczęła pracę w charakterze sanitariuszki. Do jej zadań należało zakładanie i zmiana opatrunków, przenoszeniem chorych i rannych, a także nielegalne wyprowadzanie z obozu młodych ludzi narażonych na rozstrzelanie lub wywóz do obozu koncentracyjnego.

Potem myśmy szły na barak i tam, co było trzeba, tośmy robiły. Tu opatrunki nakładać, tutaj przenosić chorego, tutaj pomóc komuś, tutaj… No, a przede wszystkim ludzie prosili: „Wyprowadźcie nas stąd”. No i główne nasze zadanie, nie odgórnie nam dane, ale nasze, tak jak myśmy widziały to zadanie, to kogo się da wyprowadzić z obozu. No i starałyśmy się wyprowadzać ludzi, zwłaszcza ludzi młodych, którym grozi wywiezienie.

W momentach najbardziej wzmożonych transportów z Warszawy – po upadku Starego Miasta, a potem Śródmieścia – wraz z innymi sanitariuszkami oczekiwała na pociągi z wysiedlanymi warszawiakami przy bramie nr XIV, gdzie zatrzymywały się składy. Poza udzielaniem pomocy przy wysiadaniu, przenoszeniu rannych i ich tobołków z dobytkiem zajmowała się także wyszukiwaniem w tłumie osób, którym ze względu na wiek bądź inne względy grozić by mogła wywózka do obozów koncentracyjnych. Do jej zadań należało również wyszukiwanie w tłumie koczujących w halach wypędzonych osób zasłużonych dla polskiej kultury bądź nauki. W cytowanej relacji wspomina na przykład Andrzeja Stanisława Mostowskiego, później jednego z najwybitniejszych polskich matematyków, którego udało jej się wyprowadzić z obozu:

Chodziłam po baraku i wołałam: „Pan Stanisław Mostowski! Pan Stanisław Mostowski!”. I wreszcie na takie zawołania to się często… czasem się odzywał, a czasem się nie odzywał. Tak że tego Mostowskiego znalazłam i tego Mostowskiego to właściwie cały dzień wyprowadzałam. No bo jego wyprowadziłam z baraku przez bramę z jakąś przepustką któregoś z tych panów z RGO. Potem miałam tam jeszcze inne, rozmaite zadania, więc zaprowadziłam go w jakieś miejsce i mówiłam: „Proszę tu na mnie czekać. Ja teraz się zajmę innymi rzeczami, proszę czekać”. No i wreszcie, gdzieś pod koniec dnia, przyszłam po niego. Też już nie pamiętam dokładnie jak, ale to […] było z jakąś przepustką jakiegoś RGO-owca

Część wyprowadzanych przez Barbarę Majewską-Luft osób trafiało później do jej rodzinnego domu w Pruszkowie. Majewscy – właściciele świetnie przed wojną prosperującej i znanej w całej Polsce fabryki ołówków – należeli do grona najbogatszych pruszkowskich rodzin. W czasie Powstania Warszawskiego i tuż po jego kapitulacji w ich willi nocleg znalazło wiele wysiedlonych ze stolicy rodzin, którym udało się wydostać z obozowych murów.

Barbara Majewska-Luft zakończyła działalność w obozie około połowy października, kiedy dobiegła końca ewakuacja ludności cywilnej Śródmieścia, i podjęła pracę w szpitalu mieszczącym się przy ul. Pięknej w Pruszkowie, o którym opowiadała:

W Pruszkowie, w szpitalu niedaleko obozu, na ulicy Pięknej chyba (nie pamiętam), tam było dużo rannych. I tam mnie [zaangażowano] chyba też przez panią doktor Wolframównę, która prosiła: „Zajmijcie się dokarmianiem tych ludzi”. Ja byłam z kuzynką, [Anką Majewską], która u nas też mieszkała wtedy po Powstaniu. Myśmy robiły makaron, gniotłyśmy kluski, gotowałyśmy makaron, gotowałyśmy, jakieś tam inne [rzeczy i] nosiłyśmy do tego szpitala przez jakiś chyba miesiąc.

Ze względu na niewielki dystans, jaki dzielił szpital od obozu kierowano tu osoby chore zakaźnie, np.  na czerwonkę. W tym okresie ordynatorem szpitala był Edward Steffen Junior, a wraz z nim pieczę nad pacjentami sprawowali dr Wanda Religioni-Bobrowska „Zofia”, dr Olga Bordziłowska-Żegilewicz, dr Franciszek Kubiaczyk, dr Lucyna Fabjańska, dr Władysław Szymański, dr Kunicki, dyplomowana pielęgniarka Zofia Godlewska, zaopatrzeniowiec Jan Walter oraz kilkanaście pielęgniarek, sanitariuszek i salowych pod opieką pani Czyżewskiej. Barbara Majewska-Luft pracowała tam do końca grudnia 1944 r.

 

 

 

Powiązane hasła