menu

Mazurek Władysław – wiceprezes RGO w Pruszkowie

-Władysław Mazurek (ur. 1907-zm.1981) – główny organizator pomocy dla wypędzonych z ramienia pruszkowskiej Rady Głównej Opiekuńczej (RGO), odpowiedzialny za organizacją pomocy, przede wszystkim zaopatrzenia dla obozu Dulag 121. Przed wybuchem II wojny światowej skończył podchorążówkę, a następnie Wydział Weterynarii Uniwersytetu Warszawskiego. W 1939 roku, jako uczestnik kampanii wrześniowej, dostał się do niewoli w bitwie pod Kockiem. Udało mu się uciec z oflagu. Zamieszkał najpierw w Warszawie a następnie przeniósł się do Pruszkowa, gdzie podjął pracę jako rejonowy lekarz weterynarii. Od 1942 roku pełnił funkcje członka zarządu delegatury RGO w Pruszkowie, a od lutego 1944 roku wiceprezesa zarządu delegatury. Po zakończeniu II wojny światowej wstąpił do Wojska Polskiego. Służbę zakończył w stopniu pułkownika. W Pruszkowie mieszkał do stycznia 1965 roku.

Sylwetka

Władysław Mazurek, jako wiceprezes miejscowej delegatury RGO, był jedną z pierwszych osób w Pruszkowie, które dowiedziały się o wydanym przez władze niemieckie zarządzeniu o wysiedleniu ludności cywilnej Warszawy i założeniu dla niej na terenie miasta obozu przejściowego. W zeznaniu złożonym w 1947 roku przed Najwyższym Trybunałem Narodowym Władysław Mazurek wspominał:

6 sierpnia 1944, a więc w sześć dni po wybuchu powstania warszawskiego, prezes naszego zarządu, ksiądz kanonik Edward Tyszka został wezwany przez komisarza miasta Bocka do pałacu, który zajmował na terenie Pruszkowa. Prezes zastał tam komisarza miasta Bocka, Kreishauptmanna na powiat warszawski Rupprechta i inspektora Arbeitsamtu na powiat warszawski Augusta Pollanda, jednocześnie Sturmbannführera SS. Ci trzej polecili mu w ciągu najbliższych kilku godzin (były to godziny popołudniowe) zgromadzić pięć tysięcy naczyń wraz z łyżkami i dostarczyć je na teren warsztatów kolejowych.

To Zarząd pruszkowskiej delegatury z ks. Edwardem Tyszką na czele jako pierwszy przystąpił do organizacji pomocy na rzecz wypędzonych. Jeszcze tego samego dnia zainicjowano zbiórkę naczyń i łyżek pośród mieszkańców Pruszkowa oraz zorganizowano uruchomiono mieszczącą się na terenie Warsztatów Kolejowych byłą kuchnię dla pracowników, gdzie przygotowano pierwszy ciepły posiłek dla wypędzonych. Mazurek działał na terenie obozu od 6 sierpnia. Najprawdopodobniej to on odpowiedzialny był za kontakty polskiego personelu ze Oberführerem SA Stephanem i Sturmbannführerem SS Augustem Pollandem, kierownikiem  i inspektorem Arbeitsamtu, którzy sprawowali władzę w Dulagu 121 między 6 a 10 sierpnia 1944 r. Okres ten, kiedy w obozie panował organizacyjny chaos ułatwiający nielegalne działania polskiego personelu, Mazurek barwnie opisywał Edmundowi Żurkowi:

Wielokrotnie w ciągu dnia „przemycałem” zagrożonych, mniejszymi lub większymi grupkami. Podobnie zresztą postępowali inni Polacy. Pamiętam taki moment: w początkach obozu uzmysłowiłem Augustowi Pollandowi możliwość wybuchu epidemii, jeśli nie usunie chorych na czerwonkę. Udało mi się uzyskać od niego przepustkę na wyprowadzenie 300 chorych do miejscowych szpitali. Przy intensywnej pomocy polskiego personelu uwolniłem dużą liczbę kobiet, dzieci i mężczyzn (w tym chorych naprawdę – kilkunastu).  Idąc z nimi ulicą martwiłem się co robić dalej? Widząc jednak wychodzących z domu pruszkowian zacząłem ich wzywać, by przenocowali warszawiaków. Bardzo wielu wygnanych wkrótce znalazło nocleg i opiekę. Innym razem udało mi się przekonać Pollanda, że należy usunąć [z obozu]  karmiące i ciężarne niewiasty.

Od początku funkcjonowania obozu Władysław Mazurek odpowiadał także za dobór osób zgłaszających się do pracy na terenie obozu, przede wszystkim za członków personelu gospodarczego i kuchennego. Dzięki niemu do pracy w obozowej kuchni trafiła m.in. Barbara Majewska-Luft. Był on także uprawniony, co wiemy dzięki zachowanej w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej przepustce wystawionej na jego nazwisko, do wybierania kierowników poszczególnych hal oraz wstępu do obozowej kuchni.

Od 12 sierpnia na ternie Dulagu 121 działało stałe przedstawicielstwo delegatury RGO, którego Władysław Mazurek, jako wiceprezes zarządu delegatury, został członkiem (razem z Władysławem Adamczewskim, radcą Michałem Dziublińskim, p. Gawlikiem i Leonem Jóźwiakiem). Jak zaznaczał sam Mazurek przedstawiciele RGO byli ściśle związani z działem gospodarczym obozu, stanowiąc jednocześnie jego część. Mazurek odpowiadał za zaopatrzenie obozowej kuchni, w której między sierpniem a 10 października pracowała również jego żona Cecylia. W sprawnym zdobywaniu żywności pomagała mu sieć znajomości, jakie wyrobił sobie w Pruszkowie oraz okolicznych wsiach i folwarkach jako rejonowy lekarz weterynarii.

Swoją pozycję w obozie i możliwość swobodnego poruszania się po terenie obozu wykorzystywał pomagając więźniom w ucieczce z Dulagu 121. Kazimierz Szupryczyński,  jeden z lekarzy pracujących w obozie, w „Relacji z pracy w obozie przejściowym Dulag 121 w Pruszkowie” (Przegląd Pruszkowski, 2002, nr 2, s. 26) wspominał, że na wozach wyjeżdżających z obozu do okolicznych rolników po żywność ukrywano zwykle po 2-3 osoby, ratując ich przed wywózką do obozów koncentracyjnych bądź na przymusowe roboty. Mazurek wykorzystywał także kontakty z przychylnie nastawionymi do Polaków żołnierzami Wehrmachtu, m.in. z obsługującym biuro przepustek Franzem Jozefem Schmitzem.

Wizyta gen. von dem Bacha-Zalewskiego

5 września w związku z wizytacją obozu przeprowadzoną przez gen. SS Ericha von dem Bach-Zalewskiego i zapowiedzianej inspekcji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Władysław Mazurek i ksiądz Edward Tyszka zostali wezwani do kierownika Gestapo Heinricha Diehla, który zażądał podpisania deklaracji o dobrym traktowaniu ludności cywilnej w obozie. Ponieważ przedstawiony w deklaracji opis warunków znacząco odbiegał od rzeczywistej sytuacji w obozie, Mazurek odmówił jej podpisania. Dopiero na skutek szantażu ze strony Diehla, grożącego, że zastąpi polski personel niemieckim, Władysław Mazurek zdecydował się na podpisanie deklaracji w narzuconym przez Gestapo brzmieniu. O okolicznościach jej podpisania Mazurek opowiadał w cytowanym już zeznaniu złożonym przed Najwyższym Trybunałem Narodowym:

Powziąć decyzję w tych warunkach, w jakich się znaleźliśmy, nie było rzeczą łatwą. Nie chodziło nam o nasze bezpieczeństwo. Myśmy w tym okresie pracowali bez oglądania się na niebezpieczeństwo. […] Ale nie sposób w tak ciężkiej sytuacji, w jakiej znajdowali się wysiedleni w obozie, nie zastanowić się. Zresztą mało mieliśmy czasu, parę minut. Niemniej uzgodniliśmy z prezesem, wiedząc, że narażamy swoje nazwiska na kompromitację, te nazwiska zgłosiliśmy [podpisaliśmy się] […]Treść deklaracji ukazała się w pismach w sensie całkowicie zmienionym, bo stwierdzano,  że oświadczamy to pod przysięgą, że ludność ewakuowana znajduje w obozie dobre  pomieszczenie, wystarczające wyżywienie i odpowiednią opiekę lekarską, że pod względem opieki cielesnej i duchowej praca RGO nie napotyka żadnych trudności ze strony niemieckiej  i że powyższe oświadczenie zostało złożone przez nas dobrowolnie oraz na własne życzenie.  Treść jest więc zniekształcona o tyle, że powiększała znacznie istotę tej deklaracji na korzyść  Niemców. Trudno, podpisaliśmy ją, zdając sobie sprawę, że to jest niezgodne z prawdą.

Ostatecznie deklaracja z podpisem Władysława Mazurka, ks. Edwarda Tyszki, Jadwigi Kiełbasińskiej, siostry „Alicji” Tyszkiewicz i Kazimiery Drescher ukazała się w gadzinowym „Nowym Kurierze Warszawskim”. Karteczka z zanotowanym brzmieniem deklaracji zachowała się w przekazanych Muzeum Powstania Warszawskiego korespondencji Kazimiery Drescher.

8a Oswiadczenie oryginal

Rękopis oświadczenia o warunkach panujących w obozie Dulag 121 w brzmieniu przygotowanym przez polski personel obozu. Zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego

Władysław Mazurek w protokole złożonym wspólnie z Władysławem Adamczewskim i panem Dziublickim w ramach akcji dokumentacji zbrodni niemieckich „Iskra-Dog”, zainicjowanej przez Edwarda Serwańskiego, tak podsumowywał działalność pruszkowskiej Delegatury RGO:

Przewodnią myślą Delegatury w okresie pracy w obozie była troska o roztoczenie należytej, w miarę możności wszechstronnej opieki nad nieszczęśliwymi mieszkańcami Warszawy, oraz usunięcie zauważonych niedomagań, których jednak całkowita likwidacja nie leżała w jej mocy. Działacze RGO, Delegatura Pruszków, robili wszystko, co było w ich mocy, by wprowadzić czynniki organizacyjne w niesieniu pomocy na terenie obozu. Skromne były jednak możliwości Delegatury m. Pruszkowa wobec ogromu potrzeb i nieszczęścia, których widownią był obóz pruszkowski. Wysiłki przedstawicieli RGO były wielkie w stosunku do ich możliwości personalnych i materialnych i były cennym i jedynym organizacyjnym podtrzymaniem akcji pomocy społeczeństwa.

Pomoc dla warszawskich szpitali

Władysław Mazurek zaangażowany był także w zorganizowaną przez pruszkowską delegaturę RGO akcję dowożenia zaopatrzenia do warszawskich szpitali. 18 sierpnia pierwszy transport z zaopatrzeniem (chleb i jarzyny) wyruszył do Szpitala Dzieciątka Jezus. Obok Władysława Mazurka w przedsięwzięciu brali udział: jego przyjaciel, pracownik RGO, Władysław Adamczewski, Stefan Borkowski oraz wysiedlony z Warszawy tramwajarz w charakterze  przewodnika. Towarzyszyło im dwóch niemieckich żandarmów. Ekspedycja, obarczona sporym ryzykiem, powiodła się i po kilkugodzinnej, niebezpiecznej podróży wozy z zaopatrzeniem dotarły do szpitala, którego pracownicy i pacjenci  od wielu dni pozbawieni byli prądu, wody i żywności.  Od tego czasu dwa razy w tygodniu pracownicy pruszkowskiej delegatury dowozili zaopatrzenie do trzech szpitali funkcjonujących na terenach zajętych przez niemieckie oddziały: Szpitala Dzieciątka Jezus, Szpitala Wolskiego oraz Szpitala Zakaźnego św. Stanisława, a czasem także do sierocińca „Nasz Dom” na warszawskich Bielanach. Przeciętnie zabierano około 3 ton żywności. Wśród produktów znalazły się chleb, suchary, kartofle, makaron, pomidory, cebula, kapusta, marchew, kalafiory, masło, mleko skondensowane w puszkach, marmolada, papierosy. Córka Władysława Mazurka, pani Urszuli Bińkowska, przekazała nam również informacje o tym, że jej ojciec zabierał z Warszawy listy od pacjentów, które przepisane przez jego żonę Cecylię Mazurek  na blankiety kart pocztowych (tylko w tej formie można było wysyłać wówczas listy) wysyłane były do adresatów.

Bibliografia

W latach powojennych Władysław Mazurek planował napisanie książki poświęconej obozowi Dulag 121 i pomocy udzielanej na rzecz wypędzonych, jednak przewlekła choroba uniemożliwiła mu te zamiary. Choć nie pozostawił po sobie żadnych spisanych wspomnień, zachowały się trzy bardzo wartościowe relacje: 1) cytowany powyżej protokół zeznania złożony przez Władysława Mazurka, Władysława Adamczewskiego i pana Dziublickiego złożony w ramach akcji dokumentowania zbrodni niemieckich „Iskra-Dog”, zainicjowanej przez Edwarda Serwańskiego w 1944 roku, a przedrukowany następnie w II tomie „Documenta Occupationis Teutonicae” „Zbrodnia niemiecka w Warszawie 1944 r. Zeznania – zdjęcia” (Wydawnictwo Instytutu Zachodniego, Poznań 1946), 2) zeznanie złożone w 1946 roku przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Warszawie (patrz: Zapisy Terroru) oraz 3) zeznanie złożone w 1947 rok przed Najwyższym Trybunałem Narodowym podczas rozprawy głównej w procesie Ludwika Fischera (patrz: Zapisy Terroru). Dużo informacji na temat postaci Władysława Mazurka, choć ten chętniej opowiadał o warunkach w obozie, podkreślając bardziej zaangażowanie pruszkowskiej społeczności, niż swoje zasługi, pochodzi z publikacji Edmunda Żurka, reportera „Przeglądu Tygodniowego” takich jak „Przywróceni życiu” (Wydawnictwo MON, Warszawa 1976) oraz „Polski Odyseusz” („Przegląd Tygodniowy”, 2.10.1983, nr 43/82), które powstały w dużej mierze na podstawie rozmów przeprowadzonych z Władysławem Mazurkiem.

 

Powiązane hasła