Milanowskie wille – siedziby szpitali polowych i miejsca ewakuacji szpitali warszawskich
Artykuł Jolanty Louchin porusza temat pomocy, jakiej udzielali mieszkańcy Milanówka wypędzonym Warszawiakom i uciekinierom z obozu przejściowego w Pruszkowie. Autorka przedstawia historie powstania szpitali polowych i placówek medycznych na terenie tego podwarszawskiego miasta, a także opisuje działalność mieszkańców, organizacji pomocowych i lekarzy, którzy zapewnili schronienie, żywność i opiekę medyczną tysiącom ludzi. Referat Jolanty Louchin został zgłoszony na konferencję „Ocalić wypędzonych. Pomoc mieszkańców Pruszkowa i okolicznych miejscowości więźniom obozu przejściowego Durchgangslager (Dulag) 121. Sierpień 1944 – styczeń 1945”, zorganizowaną przez Muzeum Dulag 121 w 2014 r. i opublikowany w Zeszytach Muzeum Dulag 121, nr 1 (2015).
Archiwum Dokumentacji Osobowej i Płacowej w Milanówku, które od końca 2013 roku jest oddziałem Archiwum Państwowego w Warszawie, funkcjonuje w Milanówku od połowy 2004 roku. Specjalizuje się w gromadzeniu i udostępnianiu dokumentacji pracowniczej, ale równocześnie stara się dotrzeć do dokumentów opisujących ważne wydarzenia, które miały miejsce w Milanówku lub w najbliższej okolicy. Efektem tych prac jest osiem publikacji książkowych, które ukazały się na przestrzeni kilku ostatnich lat.
Na podstawie kwerend przeprowadzonych w Archiwum Akt Nowych w Warszawie (głównie w zespołach: Delegatura Rządu na Kraj, Rada Główna Opiekuńcza), w Archiwum Państwowym w Warszawie (gdzie znajduje się złożony z 22 jednostek archiwalnych „Zbiór rodziny Witaczek z Milanówka 1944-1952”, przekazany przez żonę Henryka Witaczka Alicję w 1986 roku), dokumentów zgromadzonych w Polskim Czerwonym Krzyżu oraz relacji świadków i uczestników wydarzeń, w tym także zebranych przez Towarzystwo Lekarskie w Warszawie, udało nam się ustalić następujące fakty na temat szpitali funkcjonujących w Milanówku w okresie Powstania Warszawskiego[1].
Ze sprawozdań składanych przez Delegaturę Polskiego Komitetu Opieki w lutym 1941 roku, w marcu 1942 roku i w grudniu 1943 roku wynika, że Milanówek przed wybuchem Powstania Warszawskiego posiadał ponad 8700 mieszkańców, z czego 1% stanowili rzemieślnicy, 2% zajmowało się handlem, 0,2% pracowało w przemyśle, a aż 96,8% stanowili urzędnicy i emeryci. Liczba mieszkańców w stosunku do okresu przedwojennego wzrosła o ponad 1000 osób, choć równocześnie wysiedlono z miasta ok. 100 rodzin żydowskich. Zdecydowaną przewagę wśród mieszkańców Milanówka stanowiła tzw. inteligencja – przed wojną pracująca w Warszawie, a w trakcie wojny pozbawiona źródeł dochodu. W raportach podkreślano postępującą pauperyzację mieszkańców, zwłaszcza rodzin, które trafiły do Milanówka w wyniku wysiedleń prowadzonych przez niemieckiego okupanta na terenach wcielonych do Rzeszy. Przykładowo wśród wymienianych rodzin żyjących w skrajnym ubóstwie licznie występują przesiedleńcy z Bydgoszczy. W okresie przed Powstaniem Warszawskim opieką – polegającą głównie na wydawaniu obiadów, pomocy medycznej, rozdawaniu odzieży i zapomóg pieniężnych – objętych było od 600 do ponad 800 osób, choć – jak podkreślał autor raportów Feliks Jordan w grudniu 1943 roku – „opieką należałoby objąć przynajmniej dalsze 500 osób i to wyłącznie z inteligencji, wstydzącej się korzystać z pomocy społecznej”[2].
Środki, jakie Delegatura przeznaczała na wsparcie najuboższych, pochodziły w znacznym stopniu ze składek społecznych. Jak podkreślano w raporcie z 1942 roku: „Zrozumienie zadań opieki dobrowolnej wśród miejscowego społeczeństwa jest na ogół duże, wobec stosunkowo wysokiego wyrobienia społecznego mieszkańców, jednak powszechne zubożenie ogranicza możliwości pomocy”[3]. Z raportów wynika też rosnące zaangażowanie społeczeństwa. W końcu 1943 roku Feliks Jordan zapisał: „Ofiarność miejscowego społeczeństwa jest duża. Przeciętne wpływy Delegatury z tego źródła wynoszą 7000 zł, w tym ok. 5000 zł ze stałych składek miesięcznych. Oznacza to wzrost o 100% w stosunku do roku 1942”[4]. Ta ofiarność została wystawiona na próbę zwłaszcza w dniach, jakie nastąpiły po wybuchu Powstania Warszawskiego, ale należy dodać, że mieszkańcy Milanówka wyszli z tej próby zwycięsko. W raporcie dla Prezesa RGO, pisanym w Krakowie 25 sierpnia 1944 roku, a więc w pierwszym miesiącu Powstania, znajdujemy następującą wzmiankę na temat sytuacji w Milanówku: „W Delegaturze w Milanówku stwierdziłem, że ok. 6 tys. uchodźców z Warszawy znajduje się na terenie tej miejscowości. Nadwyżki są obecnie kierowane dalej, albowiem w Milanówku nie ma już miejsca. Delegatura wydaje stale 2200 posiłków dziennie, nie licząc posiłków dla przechodzących uchodźców, których cyfra dochodzi do kilkunastu tysięcy. Delegatura założyła 2 szpitale dla uchodźców, jeden jest już czynny, drugi na ukończeniu. Lekarstwa, odzież, obuwie to bolączki największe. W Milanówku dowiedziałem się, że identyczne stosunki panują w Podkowie Leśnej, w Grodzisku i Skierniewicach”[5].
Już od pierwszych dni Powstania do Milanówka, w którym utworzono doraźne szpitale polowe oraz umieszczono kilka ewakuowanych szpitali warszawskich, trafiali ranni, chorzy oraz kobiety i dzieci. Tylko w stosunku do części szpitali dysponujemy danymi pozwalającymi określić liczbę łóżek lub liczbę personelu opiekującego się chorymi. Trudno też ustalić, ile osób przewinęło się przez te placówki. Niektóre szacunkowe wyliczenia podają, że przez Milanówek przewinęło się od 50 do 80 tys. osób, z których niektórzy wymagali pomocy medycznej, inni jedynie noclegu i ciepłej strawy. Dla zdecydowanej większości Milanówek był jedynie etapem w ich popowstaniowej wędrówce. Pojawienie się tak dużej liczby uchodźców właśnie w tej miejscowości nie było kwestią przypadku. Zbiegały się tutaj dwie linie kolejowe: Elektrycznej Kolei Dojazdowej i PKP (Milanówek znajduje się na trasie linii kolejowej oraz tzn. Drogi Królewskiej przebiegającej między Pruszkowem, gdzie mieścił się obóz Dulag 121, a Grodziskiem Mazowieckim).
Jako przedwojenna miejscowość letniskowa Milanówek dysponował dużą liczbą budynków pełniących rolę pensjonatów. Wiele prywatnych budynków mieszkalnych budowanych było z myślą o okresowym wynajmowaniu pomieszczeń letnikom. Stąd tak wiele werand, osobnych wejść i znacznie większa powierzchnia niż w standardowych domach. Cytowane wyżej raporty potwierdzają, że Milanówek zamieszkany był głównie przez przedstawicieli inteligencji, wolnych zawodów, urzędników państwowych o bardzo dużej świadomości społecznej i patriotycznej. Mieszkało tu wielu lekarzy, zwykle pracujących w stolicy, którzy natychmiast włączyli się w udzielanie pomocy medycznej potrzebującym mieszkańcom Warszawy. Wraz z powiększającą się z każdym dniem liczbą rannych i chorych rosła konieczność tworzenia placówek szpitalnych, w których chorzy będą mogli zostać otoczeni całodobową i profesjonalną opieką.
Szpitale te lokowano głównie w prywatnych willach lub pensjonatach, takich jak willa „Perełka” przy ul. Grudowskiej 12, w której w połowie sierpnia 1944 roku urządzono Szpital Chirurgiczny nr 1 na 100 łóżek dla rannych przewożonych z Warszawy, a później z obozu przejściowego w Pruszkowie. Jego założycielką była położna Jadwiga Kiełbasińska (występująca w relacjach wielu osób jako dr Jadwiga Kiełbasińska), a w szpitalu pracowali lekarze: dr Dobrowolski, dr Matusiak i dr Zakrzewski. Niektóre relacje mówią, że udzielono w nim pomocy ok. 400 osobom. Szpital RGO (Rady Głównej Opiekuńczej) nr 2, którym kierował dr Tadeusz Ziembiński, umieszczony został w budynku Szkoły Powszechnej nr 2 przy ul. Czubińskiej w willi „Starodrzew” (obecnie ul. Kaprys 2). Posiadał on oddział zakaźny na 36 łóżek oraz oddziały: chirurgiczny, ginekologiczny i obserwacyjny, które mogły przyjąć jednorazowo 150 chorych. Szpital Położniczy przy ul. Prostej 13, którym kierował dr Edward Fitkau, był filią Kliniki Ginekologiczno-Położniczej z Placu Starynkiewicza w Warszawie i posiadał ok. 40 łóżek. W okresie od 24 sierpnia do końca 1944 roku przewinęło się przez niego ok. 150 kobiet z dziećmi.
W drewnianej willi „Kresy”, przedwojennym pensjonacie przy ul. Słowackiego 3, uruchomiono Szpital Dziecięcy na 25 łóżek prowadzony przez dr Hannę Tomaszewską. W willi tej znajdowała się także jedna z filii Szpitala Dzieciątka Jezus, który został ewakuowany z Warszawy do Milanówka 27 sierpnia 1944 roku i umieszczony w budynku dawnego gimnazjum – w willi „Bożenka” przy ul. Spacerowej 3 w Milanówku, (patrz fot. 21 na s. 243), a jego druga filia znalazła się w szkole przy ulicy Królewskiej 69. Ewakuacja tego szpitala rozpoczęła się 13 sierpnia i trwała aż do 7 października, chorzy trafili także do Pruszkowa i Podkowy Leśnej. Szpital posiadał oddział chirurgiczny na 200 osób oraz oddziały: okulistyczny, neurologiczny, internistyczny i laryngologiczny. Dyrektorem szpitala był doc. dr Wilhelm Czarnocki, wicedyrektorem dr Tadeusz Wagner. Przewinęło się przez niego ok. 700 osób.
Ponadto w Milanówku znalazły się:
– Szpital PCK „Przy Skarpie” z ul. Foksal w Warszawie ewakuowany 1 października 1944 roku do willi „Gloria” w Milanówku przy ul. Warszawskiej 14. Posiadał on 100 łóżek na oddziałach chirurgicznym i wewnętrznym. Kierował nim dr Wacław Skonieczny. Szpital funkcjonował w tym miejscu aż do roku 1973.
– Szpital Ujazdowski ewakuowany do willi „Zacisze” przy ul. Słowackiego 6. Posiadał 120 łóżek, kierował nim dr Jan Krotowski.
– Szpital Położniczy im. Ks. Anny Mazowieckiej z ul. Karowej w Warszawie trafił do willi przy ul. Wójtowskiej 4 w Milanówku. Posiadał ok. 20 łóżek. Pracowali w nim m.in. dr Szatkowska, dr Gromadzki.
– Szpital Ewangelicki, mający swoją siedzibę w Warszawie przy ul. Królewskiej 35, po kapitulacji Powstania ewakuował się najpierw do obozu przejściowego w Pruszkowie, a później do Milanówka. Kierował nim pastor Zygmunt Michelis.
– Zakład Ks. Baudouina ewakuowany na teren Centralnej Doświadczalnej Stacji Jedwabniczej w Milanówku (CDSJ) w końcu sierpnia 1944 roku. Przebywało w nim ok. 400 dzieci w wieku od kilku miesięcy do czterech lat i 140 osób personelu. Zakład posiadał własny szpital z oddziałami wewnętrznym i kokluszowym. W końcu listopada 1944 roku przeniósł się do Nowego Targu. Na terenie CDSJ pozostał oddział Domu Ks. Baudouina, w którym chore dzieci wraz z personelem przebywały aż do maja 1945 roku.
Oprócz szpitali w Milanówku funkcjonowały domy noclegowe dla chorych, które działały w budynku kina „Oaza” w willi „Sławka” (bardziej znanej pod nazwą domu Piekarskiego) przy dzisiejszej ul. Piłsudskiego 33, w Teatrze Letnim przy ul. Kościelnej 3 oraz w Sali Dyniewicza przy ul. Krakowskiej 11, znajdującej się w bezpośrednim sąsiedztwie dworca kolejowego. W domach tych schronienie mogło znaleźć ok. 400 osób. W centrum miasta przy ul. Warszawskiej 36 znajdował się końcowy przystanek Elektrycznej Kolei Dojazdowej i stacja PKP. W budynku stacji mieścił się punkt przyjmowania rannych przywożonych z Warszawy i Pruszkowa, którym kierował dr Franciszek Bohdanowicz.
Wyżywienie dla szpitali i domów noclegowych dostarczane było przez Radę Główną Opiekuńczą, Polski Czerwony Krzyż, Kościół, Armię Krajową oraz mieszkańców Milanówka i okolicznych majątków.
Ci ostatni zaangażowani byli także w gotowanie i dostarczanie posiłków, pomoc przy opiece nad rannymi i chorymi w charakterze sanitariuszy, pielęgniarzy i noszowych. W sprawozdaniach i raportach znajdziemy informacje, że z racji niedożywienia i wycieńczenia rannych i chorych kaloryczność posiłków wzrosła w tym czasie do 700 kalorii, z 200 kalorii, które posiadały posiłki wydawane przed Powstaniem. Dane te pokazują kondycję materialną, w jakiej znajdowała się cała lokalna społeczność.
Choć w pomoc zaangażowana była większość mieszkańców Milanówka na podkreślenie zasługuje postawa właścicieli Stacji Jedwabniczej w Milanówku: rodzeństwa Stanisławy i Henryka Witaczków. Udzielili oni bezpośredniej pomocy setkom, a pośrednio – poprzez szpitale, noclegownie, rozdawanie żywności – tysiącom uchodźców. Jej skala przybrała tak znaczne rozmiary, a w jej fizyczny rozdział zaangażowanych było tak wiele osób, że zaistniała konieczność zachowania kontroli nad idącymi w miliony złotych wydatkami. Stąd pomoc była odnotowywana w osobnych księgach, które trafiały do archiwum. Potwierdzają je dodatkowo relacje i oświadczenia (notarialnie potwierdzane) składane przez osoby, które tej pomocy doświadczyły lub były jej świadkami, oraz pokwitowania dołączone do ksiąg[6]. Witaczkowie osobno rejestrowali pomoc udzielaną przez należące do nich zakłady jedwabnicze, a osobno tę organizowaną przez majątek w Żółwinie.

Księga pomocy okazanej instytucjom i osobom prywatnym przez fabrykę Witaczków w Milanówku znajduje się pod sygn. 5. Zawiera rubryki tj.: nr, data, dla kogo, pismo‑zapotrzebowanie (rubryka z reguły pusta), czyje polecenie (też pusta), kto pobiera, co dano, wartość, pokwitowanie. Pierwsze zapisy pochodzą z 10 sierpnia 1944 roku, a ostatnie z 22 stycznia 1945 roku. Podsumowanie z 19 grudnia 1944 roku podaje sumę 1 414 637 zł. Pomoc przekazywana była głównie w postaci towarów, ale wymieniane są też sumy pieniędzy. Jako odbiorcy przeważają instytucje typu RGO i szpitale.
Pod sygn. 9 znajduje się księga pomocy okazanej wygnańcom z Warszawy w Żółwinie. Składa się z pozycji tj.: numer, data, nazwisko, adres poprzedni i obecny, ilu członków rodziny, pomoc podzielona na ilość i przedmiot, wartość, pokwitowanie. Najwcześniejszy wpis widnieje pod datą 21 lipca b. daty rocznej, najpóźniejszy pod datą 13 grudnia, ale jest też wiele wpisów pozbawionych daty. Łącznie wymieniono 924 pozycji (wyłącznie osoby fizyczne). Wśród aktualnych adresów wymieniono szpitale, szkołę i domy osób, które przygarnęły uchodźców. Jako podsumowanie wydatków widnieje suma 1 356 717,30 zł.
Trzecia księga pod sygn. 10 stanowi kontynuację księgi pod sygn. 9. Pierwszy wpis nosi nr 925 i został zapisany pod datą 15 grudnia 1944 roku, ostatni datowany wpis nosi nr 970 i widnieje pod datą 16 stycznia 1945 roku, ale po nim jest jeszcze jeden pozbawiony daty i numeru. Nie ma też podsumowania wartości udzielonej pomocy. Podsumowanie, ale dotyczące całej pomocy udzielonej po wybuchu Powstania Warszawskiego, znajduje się w odrębnym dokumencie zatytułowanym „Zestawienie siwadczeń i pomocy udzielanej wysiedlonym z Warszawy po Powstaniu w czasie od września do 15 grudnia 1944 r. wg. cen z 15 grudnia 1944 r.”[7] (zapis oryginalny). Wymieniono w nim następujące pozycje:
I.
Różne artykuły wydane wysiedlonym za pośrednictwem Żółwina – 672 635 zł.
II. Żywność, opał o słoma wydawane w Żółwinie – 183 707 zł.
III.
Wydawane w Żółwinie: materiały, odzież, wata, oraz różne zapomogi pieniężne – 1 401 71 zł.
IV. To samo wydawane w fabryce w Milanówku – 1 390 292 zł.
V. Uszyta przez szwalnie w fabryce i wydana odzież – 2 874 069 zł.
Z podsumowania wynika, że nakłady finansowe na pomoc wyniosły 6 522 420 zł, do tej kwoty dodano pieniądze wydane na pomoc udzieloną w okresie od 15 grudnia do 15 stycznia 1945 roku w wysokości 1 500 000 zł. Podsumowując, obie kwoty zaokrąglono w dół do 8 milionów zł, dodając ponownie uściślenie „wg. cen z grudnia 1944 r.”.
Wraz z księgami pomocy żona Henryka Witaczka przekazała pokwitowania i załączniki, które wcześniej znajdowały się w księgach, a w trakcie porządkowania akt zostały przez archiwistów wydzielone w jednostki o sygn. 6, 7, 8, 11. Po przejrzeniu wpisów widać wyraźnie, że wśród beneficjentów pomocy materialnej i finansowej znajdowały się zarówno organizacje (tj. RGO), instytucje (zwłaszcza szpitale w samym Milanówku, ale także w Pruszkowie, Podkowie Leśnej, Komorowie, Grodzisku Mazowieckim, punkty sanitarne, prowadzone przez zakonnice domy starców) jak i, szczególnie licznie reprezentowane, osoby prywatne[8].
Udzielana pomoc była niezwykle różnorodna. W spisach figurują materiały tj. kreton, surówka, materiał ręcznikowy, gaza, bandaże, flanela, baja, jedwab, tkaniny pościelowe. W podsumowaniach pojawia się informacja, że wydano 182 151 metrów różnych tkanin, ale Henryk Witaczek porażony potrzebami warszawiaków, którzy opuścili miasto tylko w tym, co mieli na sobie, uruchomił dwie dodatkowe szwalnie (jedną w Milanówku, drugą w Żółwinie), dając zatrudnienie ludziom, a równocześnie zaopatrując wygnańców w ubrania, w tym słynne jedwabne, watowane kurtki. W sumie wydano 6042 sztuk różnego rodzaju ubrań i obuwia, a do tego kołdry, bieliznę, sienniki, nici, guziki, środki czystości (głównie mydło), opał (w tym drewno, koks i węgiel), deski, cegły i inne artykuły budowlane, naftę, benzynę, chemikalia (w tym spirytus, rivanol, wodę utlenioną, jodynę, eter), narzędzia chirurgiczne, papier i tekturę, meble i naczynia. Wypłacone gotówką zapomogi to ok. 60 290 zł. Rozdawano też artykuły żywnościowe, a oprócz tego Stacja Jedwabnicza uruchomiła na rynku punkt wydawania zupy, której dziennie rozdawano kilkaset porcji.
Personel techniczny Stacji Jedwabniczej na polecenie Witaczka przystosował także różne pomieszczenia na potrzeby szpitali – oszklone zostały okna, założona lub wyremontowana kanalizacja, postawione piece, doprowadzona woda, założone zamki. Zatrudniony w charakterze stolarza w CDSJ Józef Klupa w swoim oświadczeniu napisał: „Stolarnia zatrudniała kilku ludzi i była przeznaczona na wyrób różnych części budowlanych, gablot wystawowych i szkolnych itp. Jednakże muszę oświadczyć, że wielką część naszych robót stanowiły różne przedmioty rozdawane potrzebującym nieszczęśliwym ludziom. Robiliśmy więc prycze, stoliki, szafki, łóżeczka dziecinne, kojce, stojaki dla dzieci, trumny i różne inne przedmioty potrzebne dla życia. Po Powstaniu cała stolarnia nic innego nie robiła, tylko to, co potrzebne było do rozdania”[9].
W potwierdzonej notarialnie relacji Marcina Ciebielskiego (wysiedlonego z Sierakowa w 1939 roku, który znalazł zatrudnienie w CDSJ u Witaczków) możemy przeczytać: „bardzo wielkie nasilenie tej pomocy nastąpiło po upadku powstania w Warszawie, kiedy to ogromna ilość mieszkańców Warszawy szukała schronienia w Milanówku. W samej fabryce ob. Witaczek Henryk ulokował cały zakład dla podrzutków śm. Ks. Bogunina[10] z Warszawy, liczący ogółem do 600 osób, które były na utrzymaniu ob. Witaczka. Sam wykonywałem z moimi pracownikami bezpłatne trumny dla zmarłych wysiedlonych, także dokonując różnych remontów w biednych mieszkaniach. Dla najbiedniejszych wydawał mleko oraz żywność ze swojego majątku w Żółwinie”[11].
Relacje osób i suche zapisy w księgach pomocy uzupełniają się wzajemnie. W Księdze oznaczonej sygn. 5, pod datą 2 września widnieją następujące wykonane dla Zakładu ks. Baudouina prace: polutowano 4 kotły, wybudowano szopy na trupiarnię, postawiono kuchnię dla Zakładu, zreperowano i przerobiono 77 łóżek, zrobiono 3 stoły i 6 ławek dla dzieci, zreperowano wózek. Szpital Ujazdowski, który ze względu na swoją wielkość został rozmieszczony w kilku lokalizacjach, potrzebował narzędzi chirurgicznych, co również spotkało się z odzewem Henryka Witaczka. W księdze pomocy opatrzonej sygn. 5 pod datą 5 września przy Szpitalu Ujazdowskim wymieniono przekazane za sumę 2,5 tys. zł narzędzia chirurgiczne tj.: 2 szt. masek do narkozy, 3 klamry jelitowe, 9 noży amputacyjnych, 26 noży chirurgicznych, 1 deschamp prosty, 2 szt. nożyc do przecinania ubrań, 3 spinacze do serwet, 1 piłka‑dzigli, 2 troakery proste, 2 szczypce Luera, 1 kleszcze do trzymania kości, 1 kleszcze Dalgrena, 1 nożyce do żeber, 1 piła z zapasem, 1 rozwieracz do ust, 2 sondy Kochera, 1 młotek, 2 łyżeczki, 1 kulociąg, 4 dłuta, 1 kleszczyki, 2 haki tępe, 5 haków ostrych, 1 rozpator, 1 elewator, 10 penset anatomicznych i 3 chirurgiczne.
W Żółwinie oprócz dworu Witaczków, w którym schronienie znalazło ok. 70 osób, zostały w błyskawicznym tempie wyszykowane dwa budynki szkolne, wcześniej nie oddane do użytku. Wstawiono okna, położono podłogi, ustawiono prycze i inne meble, wydano pościel i naczynia, zapewniając dach nad głową oraz wyżywienie 150 osobom. Znalazły tam schronienie m.in. Maria Dąbrowska, Anna Kowalska, Ewa Szelburg‑Zarembina, Stefan Krzywoszewski i Ferdynand Ossendowski[12].
Mimo wysiłków lekarzy i całego personelu medycznego śmiertelność wśród chorych i rannych, zwłaszcza wśród dzieci, była bardzo wysoka, głównie w wyniku odniesionych ran, wycieńczenia, niedożywienia, stresu, konieczności przebywania w dużych skupiskach ludzkich, które sprzyjały rozwojowi chorób zakaźnych. Świadczą o tym indywidualne mogiły na cmentarzu parafialnym w Milanówku, a także mogiła zbiorowa znajdująca się w XXVII kwaterze, gdzie pochowano 307 osób ze szpitala PCK w Milanówku. Jeśli uwzględnimy wielkość Milanówka (przed wojną 8165 mieszkańców), przygarnięcie ok. 1000 osób wysiedlonych w pierwszym okresie okupacji, a później pomoc i schronienie udzielone ogromnej i trudnej do oszacowania fali uchodźców z Warszawy, ludzi chorych, zrozpaczonych i cierpiących, aż trudno uwierzyć, że zdołano tego wszystkiego dokonać. Równocześnie łatwiej nam zrozumieć, dlaczego właśnie Milanówek generał NKWD Sierow nazwał „Małym Londynem” i dlaczego w czasach PRL tak wielu mieszkańców zaangażowanych było w działalność opozycyjną. Taka przeszłość zobowiązuje.
[1] Opisała je już częściowo nasza koleżanka Elżbieta Kubek w publikacji wydanej przez milanowskie Archiwum: Cmentarz w Milanówku. Przewodnik biograficzny, Milanówek 2009.
[2] AAN, Rada Główna Opiekuńcza (nr zespołu 125), sygn. 796, s. 3.
[3] Ibidem, sygn. 795, s. 161.
[4] Ibidem, sygn. 796, s. 4.
[5] Ibidem, sygn. 1485A, s. 52.
[6] APW, „Zbiór rodziny Witaczek z Milanówka 1944-1945”, zawiera 22 j. a.
[7] Ibidem, sygn.13, s. 10.
[8] Ibidem, pomoc osobom prywatnym potwierdza wiele relacji i oświadczeń złożonych w roku 1951, gdy Henryk Witaczek został skazany na 8 lat więzienia. W „Zbiorze rodziny Witaczek z Milanówka 1944-1945”, pod sygn. 14. znajdują się relacje i oświadczenia potwierdzające podane wyżej dane, złożone m.in. przez: Janinę de Berg, (s. 24), dr Marię Wierzbowską z Zakładu ks. Baudouina (s. 31), dr. Floriana Spychalskiego (s. 32), dr. Tadeusza Jaroszewskiego (s. 33), dr. Wieńczysława Dońskiego (s. 41), prof. Witolda Sęgajło (s. 36), prof. Bohdana Pniewskiego (s. 38), Władysławę Markiewiczową (s. 37).
[9] Ibidem, sygn. 14, s. 64.
[10] Chodzi prawdopodobnie o Zakład im. ks. Baudouina – dop. red.
[11] Ibidem, sygn. 14, s. 35.
[12] A. Słomczyński, Dom ks. Boduena 1939-1945, Warszawa 1975, s. 178.








