menu

Horban Irena – sanitariuszka w szpitalu powstańczym w Tworkach

Horban Irena – sanitariuszka w szpitalu powstańczym w Tworkach

Irena Horban z d. Szymańska – urodzona 16.04.1926 r., córka dyrektora technicznego pruszkowskiej fabryki ultramaryny Sommer i Nower, od sierpnia 1944 r. do marca 1945 r. sanitariuszka w szpitalu powstańczym w Tworkach. Po wojnie ukończyła studia historyczne i rozpoczęła działalność pedagogiczną oraz społeczną w Pruszkowie, m.in. jako członek kolegium Wszechnicy Mazowieckiej, prezes Pruszkowskiego Towarzystwa Kulturalno-Naukowego, współorganizatorka Rajdu Szlakiem Naszej Historii, a także redaktorka naczelna i autorka licznych artykułów w ukazującym się od 1979 r. „Przeglądzie Pruszkowskim”. Od 2001 r. pełniła funkcję sekretarza oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej „Piechocin” Koło nr 6 w Pruszkowie. W 2010 r. odznaczona przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz społeczności lokalnej oraz szczególną pamięć o miejscach związanych z dramatycznymi losami Polaków w czasie II wojny światowej, w 2011 r. medalem Pro Memoria, a w 2016 r. medalem Pro Mazovia. Przez wiele lat wraz ze Zdzisławem Zaborskim i Andrzejem Kurcem zabiegała o utworzenie Muzeum Dulag 121 w Pruszkowie. Jest autorką monografii „Miejsca pamięci w Pruszkowie” (Książnica Pruszkowska, Pruszków 2014).

Sylwetka

W czasie II wojny światowej Irena Horban związana była z Armią Krajową. Na początku sierpnia 1944 r., zaraz po utworzeniu obozu Dulag 121, zgłosiła się jako ochotniczka do pracy w szpitalu powstańczym, który powstał na terenie Szpitala dla nerwowo chorych w pruszkowskiej dzielnicy Tworki. Pracowała tam jako sanitariuszka, pomagając chorym i rannym, którzy transportowani byli tam z obozu przejściowego Dulag 121. Pracę w powstańczym pawilonie wspomina jako trudne i wymagające doświadczenie, któremu nie każdy był w stanie sprostać:

W momencie zmiany opatrunku roztaczał się po pawilonie przepotworny smród ropy sączącej się z ran. W pierwszych dniach moich dyżurów w Tworkach wszystko zaczęło mi cuchnąć, nawet moja idealna, biała i czysta pościel śmierdziała ropą jak spałam. Jak ja przychodziłam do domu w pierwsze dni to mnie wszystko śmierdziało, nawet jedzenie. Dlatego zdarzały się przypadki, że niektóre dziewczęta odchodziły z Tworek po kilku dniach pracy.

Oprócz zmiany opatrunków i podstawowej pomocy medycznej, na prośbę warszawiaków sanitariuszki starały się zdobywać dla nich dodatkową żywność na terenie Pruszkowa. Irena Horban ciepło wspomina pomocnych Pruszkowian:

W sklepie spożywczym u Jarzębowskich na rogu obecnej ul. Daszyńskiego i ul. Kościuszki kupowałam jedzenie dla tych biednych ludzi. Pan Jarzębowski bardzo często ofiarowywał też różne produkty i mówił, żebym zaniosła komuś, kto nie ma nic. Nosiłam masło, serek, wszystko, co udało się zdobyć albo co otrzymałam bez konieczności zapłaty. W 1944 r. mieszkałam w kamienicy przyległej do budynku Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie, położonego wówczas przy ul. Klonowej 4. Naprzeciw naszego domu Władysław Darko miał swoją piekarnię. Codziennie była długa kolejka po chleb, ale jak tylko pan Darko mnie widział, krzyczał: Ta pani ma prawo wejść! Dostawałam kilka bochnów chleba. Za te, za które mogłam to zapłaciłam, a jak nie miałam wystarczającej kwoty na wszystkie, to nie musiałam płacić. Jak wychodziłam z piekarni, to biegli już do mnie chłopcy mieszkający w Tworkach – Mietek Czajowski i Jurek Peretiatkowicz. Pomagali mi zanieść ten chleb do głodnych. Do Szpitala przynosiłam też cebulę i smalec. Ci głodni chłopcy smażyli ją i zajadali. Byli zachwyceni tak wspaniałym jedzeniem… Warto też wspomnieć o przyjacielu mego ojca, który pracował wówczas w urzędzie. Nazywał się Stanisław Koper. W momencie, kiedy UNRRA [skr. od United Nations Relief and Rehabilitation Administration, Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy – przyp. red.] zaczęła przysyłać różne rzeczy do jedzenia, pan Koper dawał mi mleko w dużych puszkach albo kakao i mówił: Weź i daj tam. Bardzo przyzwoity człowiek.

We wrześniu lub październiku, wraz z innymi dziewczętami ze szpitala powstańczego, brała udział w zorganizowanym na miejscu kursie pielęgniarskim. Po jego ukończeniu często asystowała dr. Stefanowi Łukasikowi podczas operacji:

Prosił, a wręcz kazał, abym mu asystowała podczas operacji. Nauczył mnie, w jaki sposób podawać eter, aby skutecznie wprowadzić rannego w narkozę. Osobiście mogę zaświadczyć, z jak ogromnym poświęceniem wykonywał każdą operację. Warunki były koszmarne, a on mimo wszystko robił to, co trzeba i bardzo starał się ulżyć ludziom w cierpieniu.

Szpital tworkowski odegrał niezastąpioną rolę w ratowaniu więźniów Dulagu 121 przed wywózką w nieznane. Irena Horban wspomina m.in. trzy siostry samarytanki, które jeździły „fureczką” do Dulagu 121 i stamtąd wyciągały ludzi zagrożonych deportacją, przede wszystkim młodych chłopców oraz dziewczęta. Zakłady im opatrunki, bandażowały ręce i nogi i jako ciężko rannych przewoziły do szpitala w Tworkach. Na miejscu – jak wspominała w audycji „Dulag 121. Świadkowie historii” w radiu Bogoria – okazywało się, że są oni zupełni zdrowi. W szpitalu powstańczym pracowała do marca 1945 r.
W pomoc wypędzonym zaangażowany był również szwagier Ireny Horban Kazimierz Ellert – członek Armii Krajowej oraz pruszkowskiej delegatury Rady Głównej Opiekuńczej, z której ramienia pracował m.in. w obozie Dulag 121. W ich domu znajdowały także nocleg osoby, którym udało się zbiec z obozu Dulag 121.

Irena Horban, wówczas Szymańska, ok. 1944 r. Ze zbiorów Ireny Horban

Powiązane hasła

”None