menu

Komisja lekarska obozu Dulag 121

Komisja lekarska obozu Dulag 121

Komisja lekarska obozu Dulag 121 –  urzędująca w hali nr 2 komisja złożona z niemieckich lekarzy wojskowych i polskich sanitariuszek pełniących role tłumaczek i sekretarek. Celem działań komisji była weryfikacja zgłaszających się chorych i podawanych przez nich diagnoz oraz urzędowe potwierdzenie stanu ich zdrowia, umożliwiające zwolnienie z obozu. Polscy członkowie komisji lekarskiej dopuszczali się szeregu nielegalnych działań mających na celu zwolnienie z obozu osób, które należało uchronić przed śmiercią, wywiezieniem do obozów koncentracyjnych i na roboty przymusowe.

Komisja lekarska została zorganizowana wraz z objęciem 10 sierpnia władzy nad obozem przez jednostkę Wehrmachtu dowodzoną przed obersta Kurta Siebera. Jej zadaniami było urzędowe potwierdzanie, że dany więzień z powodu choroby lub stanu zdrowia nie jest zdolny do pracy i na tej podstawie może być zwolniony z obozu do szpitala w celu dalszego leczenia. Uzyskanie zwolnienia było jedyną legalną drogą opuszczenia obozu Dulag 121.

Zachodnie wejście do hali nr 2, miejsca urzędowania komisji lekarskiej Dulagu 121. Zbiory D. Sławińskej. Sławińskiej

Pierwsze posiedzenie komisji, która składała się wówczas z jednego lekarza niemieckiego, stabsarzta Adolfa Königa i tłumaczki Kazimiery Drescher, odbyło się 11 sierpnia. W kilka dni później przybył drugi lekarz, stabsarzt Peter Klenner, któremu do pomocy przydzielono urszulankę, siostrę „Alicję” Marię Tyszkiewicz, a pod koniec sierpnia unterartza Tössmana i tłumaczkę Janinę Jakubowską (Wielkopolankę ukrywającą się pod nazwiskiem Urbańska). Po aresztowaniu Kazimiery Drescher i Janiny Urbańskiej 13 września do składu komisji weszły również Anna Danuta Sławińska, dr Janina Józefa Węgierówna (1908- ?) i Krystyna B. W listopadzie, w związku z ograniczeniem skali działalności obozu, skład komisji uległ dalszym zmianom. Naczelnym lekarzem obozu został unterarzt Herbert Weigel, a wśród polskiego personelu znajdowały się Anna Danuta Sławińska, Teresa Ważyńska, Helena Karczewska i Kazimiera Dawid.

Posiedzenie Komisji Lekarskiej. Od lewej siedzą: dr Janina Węgierówna, Janina Urbańska, i dr Klenner. Stoją dr Weigel i dr König. W końcu stołu mgr Kowalski z apteki obozowej. Źródło: Zbiór D. Sławińskiej
Komisja lekarska Dulagu 121 za stołem komisyjnym, od prawej: dr Klenner, siostra „Alicja” Tyszkiewicz, dr Weigel (pierwszy od lewej). Źródło: Zbiór D. Sławińskiej
Adolf König  Źródło: Muzeum Warszawy

Komisja pracowała od 8 rano do 18 lub 19 wieczorem z około dwugodzinną przerwą na obiad dla niemieckich lekarzy. Na miejsce urzędowania komisji lekarskiej wybrano znajdujący się w centrum obozu barak numer 2. Hala, mająca ogromne wejście tylko od strony zachodniej, była podzielona dwoma kanałami naprawczymi na trzy części, do których kierowano odpowiednio więźniów obozu: w środkowej części grupowano osoby stojące w kolejce do komisji lekarskiej, do prawej osoby zwolnione przez komisję, do lewej – osoby przeznaczone do wywiezienia do pracy przymusowej lub na teren Generalnego Gubernatorstwa. We wschodniej części hali, pod ślepą ścianą znajdowało się wydzielone miejsce, gdzie urzędowała komisja. Jego wygląd tak opisała Anna Danuta Sławińska:

„Na środku pod ścianą, niby ołtarz, stał ogromny, długości około pięciu metrów i przeszło metrowej szerokości stół z mocnych desek, bejcowany na ciemno. Za nim zasiadała „wysoka komisja”: dwóch (czasem trzech) niemieckich lekarzy i kilka Polek – lekarek lub sióstr z personelu pomocniczego, władających niemieckim, pełniących funkcję tłumaczek i zarazem sekretarek. Pomagało również dwóch magistrów farmacji. Wszyscy w białych fartuchach, Niemcy urzędowo w czapkach wojskowych na głowie. Stół przykrywały stosy makulatury – bezużyteczne, zadrukowane po jednej stronie kartoniki i arkusze papieru kancelaryjnego w kratkę, kalka, ołówki. Tę tylną część odgradzają od reszty hali specjalnie zamontowane drewniane barierki.”

Wnętrze hali nr 2 – miejsce urzędowania Komisji Lekarskiej. Źródło: Zbiory D. Sławińskej

Na początku wysiedleni stawali przed komisją, przedstawiając swój stan zdrowia, a ich wypowiedzi tłumaczki przekładały lekarzom na język niemiecki, nierzadko zmieniając słowa petentów i podając takie choroby, które dawały szanse na uzyskanie zwolnienia. Dobrymi diagnozami były choroby zakaźne, których Niemcy panicznie się bali: tyfus, czerwonka, gruźlica, a także w przypadku kobiet ciąża. Zwolnieni przez komisję opuszczali obóz na podstawie indywidualnego zaświadczenia wypisanego przez tłumaczkę i podpisanego przez lekarza niemieckiego, po opieczętowaniu dokumentu przez obozowe Gestapo. Odprowadzony do bramy przez sanitariuszkę więzień opuszczał obóz posiadając dokument, który jednoznacznie stwierdzał jego niezdolność do pracy i który chronił go w późniejszym okresie od łapanek i powrotu na teren obozu. Wkrótce władze niemieckie zarządziły, że chorzy mogą być zwalniani jedynie do któregoś z podwarszawskich szpitali. Z uwagi na liczbę osób stających przed komisją zarządzono sporządzanie grupowych list, które również musiały zostać zaakceptowane przez Gestapo. Wprowadzono także obostrzenie, według którego, aby stanąć przed komisją, należało posiadać podpisane przez lekarza niemieckiego zezwolenie na przejście do hali numer 2 oraz zaświadczenie o chorobie wystawione przez polskiego lekarza. Pomimo tego obostrzenia polski personel kierował przed komisję bardzo wielu więźniów, próbując w ten sposób ocalić ich przed wywiezieniem w nieznane. Anna Danuta Sławińska zaznaczyła, że członkowie komisji pracowali w nieustannym napięciu i pospiechu ze względu na ogromną liczbę wysiedlonych kierowanych do komisji:

„W ciągu sześciu, czasem ośmiu godzin pracy dwóch, a co najwyżej czterech lekarzy niemieckich (czterech pracowało zaledwie przez kilka dni) musiało zakwalifikować, zgodnie ze stanem faktycznym, przeciętnie do stu dwudziestu pacjentów w ciągu godziny. Musieli sprawdzić dokumenty i postawić diagnozę. […] O wszystkim decydował przypadek, zbieg pomyślnych lub niepomyślnych okoliczności. Nie chodziło o kwadranse czy minuty – liczyły się sekundy. „Pacjentosekunda” decydowała o losie jednego człowieka lub całej rodziny […]. Wszystko jest ważne: wygląd i zachowanie pacjenta, interpretacja tłumaczki, nastrój Niemca wydającego decyzję, poparcie otoczenia, ogólna atmosfera panująca w danej chwili w hali, no i wreszcie dyrektywy oraz aktualne wymagania narzucone odgórnie przez urzędujących w zielonym wagonie gestapowców i żandarmów”

Z kolei Kazimiera Drescher podkreślała ogromną rolę tłumaczek, które poprzez swoją postawę duży wpływ na stanowisko niemieckich lekarzy:

„Na ogół jednak odwoływanie się do ludzkich uczuć nie dawało efektu. Dużo lepiej służył temu żart, uśmiech i logiczne dowodzenie, że dany chory przysporzy tylko kłopotów Rzeszy. Nie bez znaczenia były także ładne buzie wielu sióstr. Toteż nasze urzędowanie musiało czasem dziwnie wyglądać. Polki uczesane, umalowane, żartujące z Niemcami, częstujące ich owocami, słodyczami, a bywało, że i wódką, tłumaczące prośby wysiedlonych jakby od niechcenia. W pierwszej chwili można było pomyśleć o nas niepięknie. Zdawałyśmy sobie z tego sprawę, ale mało nas to obchodziło. To ułatwiało nam robotę. Sztywną postawą, trzymaniem się z rezerwą mało co wskórałybyśmy. Utrzymywać Niemców w dobrych humorach – to było konieczne. W dni kiedy humor im nie dopisywał, trudniej było wyciągać ludzi na wolność, lekarze stawali się podejrzliwi, bezwzględni.”

Od lewej: Kazimiera Drescher, niemiecki lekarz Peter Klenner i „Alicja” Tyszkiewicz. Źródło: Zbiory Muzeum Dulag 121/Depozyt Bożeny Sławińskiej

Zatrudnione w komisji Polki dokonywały wielu nielegalnych działań w celu ratowania zagrożonych rozstrzelaniem lub wywiezieniem do obozów w Niemczech. Przede wszystkim byli to Powstańcy wychodzący z Warszawy jako cywile, Żydzi, inteligencja oraz przedstawiciele świata nauki, kultury i sztuki, wyszukiwani przez współpracujących z komisją personel medyczny i sanitarny. Dzięki Kazimierze Drescher znane są nazwiska niektórych z nich: dr Jadwiga Huszcza-Oszkielowa (1906-), dr Zofia Jadwiga Grzegorczyk (1897-), dr Anna Margolis (1892–1986), dr Janina Józefa Węgierówna i dr Bolesław Marzinek (1918-2008), który pracował również w szpitalu „Perełka” w Milanówku), pielęgniarki Zofia Łyźwiańska, Aleksandra Graczykowska (1918-2009, późniejsza lekarka), Janina Zawiślak, Zofia Makowska, sanitariuszki: Maryla Pilitowska, Anna Danuta Sławińska (wówczas Leśniewska) , Hanna Chomiczowa, Gutnerowa, Maria Kwaśniewska-Maleszewska (1913-2007, polska lekkoatletka, olimpijka), Gruszczyńska, Bogna Kurnakowska, Zofia Sokołowska, a także sanitariusze Eryk Lipiński  i Władysław Wyszyński (1921-1945), magister farmacji Kowalski.

Osoby stające przed komisją pouczano jak powinny symulować właściwe choroby, aby uzyskać zwolnienie. Niektórym osobom, w celu upozorowania ich niezdolności do pracy, gipsowano lub bandażowano zdrowe kończyny. Niekiedy podawano środki (np. benzynę na cukrze) w celu wywołania np. gorączki i lub upozorowania choroby zakaźnej. Często dopisywano tzw. „lewe” nazwiska do oficjalnych list. Dotyczyło to zwłaszcza tych osób, które należało z obozu zwolnić szybko lub takie, które z powodu swojego wyglądu nie mogły stanąć osobiście przed komisją. Niekiedy decydowano się na jeszcze odważniejszej kroki takie jak fałszowanie podpisów niemieckich lekarzy, czym zajmował się m.in. Eryk Lipiński, czy sporządzanie podrobionych kartek ze skierowaniem do hali 1, gdzie trafiały osoby uznane za niezdolne do pracy.

W proceder fałszowania list zaangażowane były przede wszystkim tłumaczki. Wiadomo, że zajmowała się tym m.in. Kazimiera Drescher:

„Siostry krążące po obozie dostarczały na świstkach papieru dane dotyczące ludzi, których miałyśmy wyciągnąć na wolność. […] Stosy tych kartek leżały koło każdej z nas zupełnie jawnie na stole. I właśnie ta jawność zapewniała nam bezpieczeństwo. Gdy lekarz zainteresował się tymi kartkami można było zawsze tłumaczyć, że to spisy osób czekających na zwolnienie na przejście do hali nr 2. Niemcy przyjmowali takie tłumaczenie za dobrą monetę, nie spodziewając się aż takiej bezczelności. Z kartek tych przepisywałyśmy dane na listy chorych kierowanych do szpitala. Każda tłumaczka miała swój sposób wpisywania tych lewych osób. Ja wpisywałam te osoby w ten sposób, że gdy pod numer 11 miałam już wpisanego oficjalnego chorego, następnego oficjalnego wpisywałam pod pozycję 13, a pod numer 12 wpisywałam „lewą” osobę. Wpisywałam etapami: nazwisko pod 13, nazwisko pod 12, potem imiona i tak do końca rubryk. W ten sposób pozycja 13 była wcześniej wypełniona niż 12. Ten system zabezpieczał mnie w pewnym stopniu przed kontrolą lekarza, gdyż mogłam tłumaczyć, że lewy chory już przeszedł przez Komisję, a niedokończony wpis jest wynikiem pośpiechu i zamętu, w którym pracuję.”

Przyjmuje się szacunkowo, że do 100 tysięcy osób opuściło obóz drogą nielegalną lub legalną, w tym także jako zwolnieni przez komisję. Ilu osobom dokładnie udało się pomóc dzięki pracy polskich tłumaczek dziś nie da się określić. Niestety nie zachowała się praktycznie żadna dokumentacja obozowa. Jedynie w zbiorze korespondencji Kazimiery Drescher zachowały się karteczki z danymi więźniów wytypowanymi do zwolnienia. W zbiorach Anny Danuty Sławińskiej znajdują się skierowania do baraku nr 1 (dla niezdolnych do pracy). W archiwum Muzeum Dulag 121 znajdują się 2 listy zwolnionych z obozu, a w Bibliotece KUL – kserokopie 16 list zwolnionych do szpitala w Milanówku przekazane tam przez Jadwigę Kiełbasińską.

Anna Danuta Sławińska (z prawej) z Teresą Ważyńską pod halą nr 7, listopad 1944 r., fot. K. F. Wolff. Źródło: Zbiory D. Sławińskej

Bibliografia:

  1. Drescher, Działalność polskiego sanitariatu i komisji lekarskiej w obozie w Pruszków, w: Exodus. Ludzie i miasto po Powstaniu 1944, t. 1,
  2. Drescher, Komisja lekarska obozu przejściowego w Pruszkowie w czasie Powstania Warszawskiego, „Archiwum historii Medycyny”, 1968, t. XXXI, z. 2,
  3. D. Sławinska, Kiedy kłamstwo było cnotą, wyd. II, Warszawa 2015,
  4. Rocznik Lekarski Rzeczypospolitej Polskiej na rok 1948, pod red. Stanisława Konopki, Warszawa 1949

Powiązane hasła

”None