menu

Spiraszewscy – historia wojenna

Spiraszewscy – historia wojenna

Wojenną historię rodziny Spiraszewskich przygotowaliśmy dla Państwa na podstawie rozmów z paniami Aliną Komperdą z domu Spiraszewską oraz Katarzyną Galas, wnuczką państwa Spiraszewskich, które 18 lutego 2014 roku odwiedziły Muzeum Dulag 121.

Szczęśliwe odnalezienie

Zdjęcie ślubne Janiny i Antoniego Spiraszewskich, Warszawa, czerwiec 1931 r. Archiwum domowe Aliny Komperdy

Państwo Spiraszewscy mieszkali w Warszawie przy ulicy Ogrodowej. Pani Janina Spiraszewska była krawcową, jej mąż Antoni pracował jako tokarz w Fabryce Pomocniczej dla Przemysłu Lotniczego i Samochodowego A. Steinhagena i H. Stransky’ego znajdującej się przy nieistniejącej dziś ul. Zagłoby. Ich jedynym dzieckiem jest Pani Alina, urodzona w 1932 roku. Pamięta dobrze dzień wybuchu II wojny światowej, gdyż był to dla niej dzień rozpoczęcia nauki. Pani Alina zaczęła chodzić do szkoły znajdującej się nieopodal domu, przy ul. Żelaznej 97. Była to prywatna 7 klasowa szkoła prowadzona przez siostry Franciszkanki Rodziny Maryi. Niemcy zlikwidowali ją w 1943 roku, kiedy zakazali działalności szkół prywatnych w Warszawie. Mimo to zakonnice dalej zajmowały się nauczaniem, gromadząc nielegalnie około 350 dzieci.

Zdjęcie komunijne Aliny Spiraszewskiej, Warszawa 5 V 1940 r. Archiwum domowe Aliny Komperdy
Rewers zdjęcia komunijnego Aliny Spiraszewskiej z dedykacją, Warszawa 5 V 1940 r. Archiwum domowe Aliny Komperdy

W 1940 roku rodzina Spiraszewskich została zmuszona do przeprowadzki na pobliską ulicę Chłodną. Dom, w którym dotychczas mieszkali, został włączony w teren getta. Trafili do małego mieszkania w dwupiętrowym żydowskim domu.

Podczas okupacji Pan Spiraszewski w dalszym ciągu pracował w fabryce Steinhagena i Stransky’ego, co dawało rodzinie podstawowe zabezpieczenie w przypadku łapanki. Ausweiss – niemiecki dokument pracy – był wystawiony zarówno dla pracownika, jak i jego żony. Tak wyposażona Pani Janina zajęła się drobnym handlem wyjeżdżając po potrzebne towary za miasto.

Ausweis wystawiony dla Janiny Spiraszewskiej. Archiwum domowe Aliny Komperdy

Tragicznym przeżyciem było dla Pani Aliny obserwowanie likwidacji pobliskiego getta. Pamięta, jak z okien widziała burzenie domów oraz gryzący dym, który długo unosił się po okolicy.

Historia zaczyna jeszcze bardziej przyspieszać 1 sierpnia 1944 roku. Ten dzień Pani Alina pamięta ze szczegółami. Była umówiona z koleżanką – miały razem odwiedzić babcię przyjaciółki i zanieść jej paczuszkę z jedzeniem. Zanim jednak wyszła z domu na umówione spotkanie, mama kazała jej się przebrać i umyć. Niewielkie spóźnienie spowodowało, że Alina nie spotkała już koleżanki w umówionym miejscu na przystanku. Wróciła więc do domu i tam zastał ją wybuch powstania. W czasie nalotów cała rodzina ukrywała się w piwnicach domu przy ul. Chłodnej. Od sąsiadów dowiedzieli się, że lepiej będzie opuścić budynek, gdyż zbliża się do niego brygada „własowców ”, którzy niszczą wszystkie zabudowania i mordują mieszkańców. Wieść głosiła, że byli okrutni, podpalali domy i zabijali wszystkich tam przebywających. Rodzina Spiraszewskich podjęła więc decyzję, że przeniosą się w bezpieczniejsze miejsce. Według relacji Pani Aliny po 6 dniach powstania opuścili ulicę Chłodną i udali się do siostry pani Janiny, Heleny Miki, która mieszkała z rodziną przy ulicy Ogrodowej.

W opracowaniach historycznych znajduje się informacja, że 6 sierpnia 1944 komanda przy Grupie Bojowej SS-Gruppenfϋhrera Heinza Reinefartha i bataliony Oskara Dirlewangera (w skład których wchodzili obcokrajowcy z ZSRR) wkroczyły na ulicę Chłodną dokonując rzezi jej mieszkańców (Jerzy Kasprzycki, „Korzenie miasta”, t. 5, s.122-123).

Połączone rodziny znalazły odpowiednią kryjówkę: piwnice starych browarów przy ulicy Ogrodowej. Dziś możemy jedynie przypuszczać, że wspominane w opowieści browary znajdowały się w pobliżu skrzyżowania z ulicą Wronią. Wronia słynęła bowiem z licznych browarów, natomiast nie wiadomo nic o takich zakładach na ul. Ogrodowej.

Schronienie w tym miejscu znalazło wcześniej kilka innych osób, między innymi nieznany z nazwiska Żyd. Pani Alina wspomina: „No niektórzy spali w beczkach, takich olbrzymich, no bo trzeba było się rozłożyć.. i tam żeśmy siedzieli”. Ciotka Helena przyniosła produkty spożywcze ze sklepu, który prowadziła w pobliskiej kamienicy. „Mieliśmy wodę, więc tam żeśmy sobie gotowali: dwie cegiełki i puszka po, po czym to zjedliśmy, to w tym się gotowało.” Niełatwo było nakarmić do syta wszystkich: trzyosobową rodzinę Spiraszewskich oraz karmiącą niemowlę ciotkę, jej męża Kazimierza i syna Grzegorza. Gdy skończyły się skromne zapasy sklepowe, mama Pani Aliny postanowiła przeszukać opuszczone pobliskie mieszkania – znalazła tam trochę ziemniaków. 25 sierpnia – „to było akurat w Ludwika” – pojawili się Niemcy i kazali wyjść wszystkim z piwnic. Jeden z żołnierzy powiedział po polsku, żeby zabrać swoje rzeczy i przyjść na podwórko. Mąż cioci był kolekcjonerem zegarków, więc zabrał pudełeczko „czasów” . Spiraszewscy mieli ze sobą to, co zabrali z mieszkania na Chłodnej. Pani Alina wspomina:

Wzięliśmy tam koszulę, majtki, no… ręczniki, takie rzeczy, które były potrzebne. […] Walizeczki wzięłyśmy, a resztę mama jakiś obrus złapała i w ten obrus włożyła, zawiązała i z tym żeśmy poszli.

Wspomniany obrus przetrwał zawieruchę wojenną i długo służył w rodzinie pani Aliny. Obecnie znajduje się w zbiorach Muzeum Dulag 121.

Pani Katarzyna Galas, wnuczka państwa Spiraszewskich, prezentuje rodzinny obrus podczas wizyty w Muzeum, Pruszków 18 II 2014

Ludzie byli pędzeni ulicą Wolską do kościoła św. Stanisława Biskupa i Męczennika (parafia św. Wojciecha). Było to miejsce okryte złą sławą, które przetrzymywani tam ludzie pamiętają z powodu dokonywanych tam gwałtów. Prawdopodobnie w kościele rodzina Spiraszewskich została rozdzielona. Pana Antoniego Niemcy zabrali do fabryki Gerlacha, do rozmontowywania urządzeń. Przezorny wujek Kazimierz na pytanie o zawód też odpowiedział, że jest tokarzem, więc poszedł ze szwagrem. Natomiast pozostałe osoby: Pani Alina z mamą, ciocia Helena z półroczną Antosią i starszym synem Grzesiem pozostały same i były skazane na rozkazy okupanta i własną zaradność.

Do obozu przejściowego w Pruszkowie dostały się pieszym transportem. Pani Alina pamięta budynki warsztatów kolejowych, szyny oraz to, że siedziała w kanałach rewizyjnych, bo w hali było bardzo ciasno. We wspomnieniach pojawia się też kobieta rozlewająca więźniom zupę z brukwi: „Chodziła baba jakaś z kubłem, miałaś menażkę, to Ci wlała, jak nie miałaś, przepadało .. co? Przecież myśmy z talerzami nie wyszli, bo puszki mieliśmy po konserwach, no to się trzymało te puszki i siusiu się robiło w puszki i się jadło z puszki. No bo skąd?”. Innym razem do hali pierwszej weszła kobieta z małym chłopcem i pytała, czy ktoś nie zechciałby go wziąć ze sobą. Pani Janina przypuszczała, że to żydowskie dziecko, które prawdopodobnie straciło rodziców. Nie wiadomo, czy ktoś je przygarnął. Pobyt w obozie Dulag 121 nie był długi, trwał około tygodnia. Niemcy urządzili selekcję warszawiaków – szczęśliwie obie rodziny były razem przeznaczone do wywiezienia na teren Generalnego Gubernatorstwa. Transport składał się z wagonów towarowych, które miały tylko jedno maleńkie okienko. Jedynym przystankiem, który pamięta Pani Alina, była stacja w Koluszkach, gdzie miejscowi podawali wodę wysiedleńcom. Ostatecznie pociąg zatrzymał się późnym wieczorem pod Piotrkowem Trybunalskim. Okoliczni chłopi wozami zabierali rodziny, którym udzielali schronienia. Pani Alina z mamą trafiła do Cekanowa w gminie Rozprza. Noc spędziła w stodole, rano zjadła to, co przyniósł gospodarz: mleko, chleb. Wkrótce okazało się, że ciocia Helena jest w pobliżu, więc całe dnie znów wszyscy mogli spędzać razem. „Dzieciaki: Grzesiek, syn ciotki i ja, poszliśmy paść krowy, no bo trzeba coś, dali kije i poszliśmy z tymi krowami.” Kobiety nie miały zajęcia i czuły, że są ciężarem dla goszczących ich rolników, więc postanowiły spróbować odnaleźć rodzinę w Częstochowie.
Zamiar powiódł się niezwykle szczęśliwie. U rodziny w Częstochowie czekała wiadomość od Pana Antoniego! Przejeżdżając pociągiem przez stację w Częstochowie wyrzucił kartkę zaadresowaną do kuzynów, a nieznana osoba zaniosła ją na wskazaną ulicę. Pan Spiraszewski napisał, że jest wieziony do Austrii i nie może uciec z transportu, gdyż jest pilnowany przez Niemców.

Pani Janina zatroskana o los męża często modliła się w bazylice na Jasnej Górze. Pewnego dnia spotkała tam żonę kolegi Pana Antoniego. Dowiedziała się od niej, że obaj mężczyźni pracują w fabryce w Steyerze. W ten sposób nawiązała kontakt z mężem, mogła wysyłać mu paczki i kartki pocztowe.

Pani Alina do dziś przechowuje kartki pocztowe, które jej ojciec wysyłał do rodziny z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Traktuje je jak cenny rodzinny skarb. Były wysyłane z austriackiego miasta Steyr, w którym był zorganizowany podobóz przynależący do Mauthausen-Gusen. Jego więźniowie byli zmuszani do pracy w fabryce zbrojeniowej produkującej pojazdy i broń. Kartki są zaadresowane na ulicę Warszawską w Częstochowie, gdzie Pani Janina i jej siostra wynajmowały bądź kupiły mieszkanie.

Przejmujące są słowa życzeń napisane w grudniu 1944 roku skierowane do Pani Janiny:

Kochana Janeczko i Aluniu, W dzień Nowego Roku przesyłam kochana Janko Tobie i Ali serdeczne życzenia, aby ten rok był dla nas łaskawszy i żebyśmy razem znów byli. Kochający Was Tolek

I szwagierki Heleny:

W dzień Nowego Roku składam Tobie i dzieciom serdeczne i szczere życzenia i życzę Ci, żebyś znów z Kazikiem była razem. Tolek

Kartki świąteczne wysyłane do rodziny przez Antoniego Spiraszewskiego z podobozu KL Mauthausen-Gusen mieszczącego się w miasteczku Steyr, 1944 r. Archiwum domowe Aliny Komperdy

 

Rewersy kartek świątecznych wysyłanych do rodziny przez Antoniego Spiraszewskiego z podobozu KL Mauthausen-Gusen mieszczącego się w miasteczku Steyr, 1944 r. Archiwum domowe Aliny Komperdy

 

Na spełnienie życzeń trzeba było jeszcze poczekać. Po wyzwoleniu Warszawy Pani Janina postanowiła wrócić do domu. Udała się na ulicę Ogrodową: kamienica stała, ale była bardzo zniszczona, mieszkanie przebrane. Pełno było karteczek zostawianych przez mieszkańców domu z informacjami, kto i gdzie się obecnie znajduje. Pani Alina z mamą nie mogły wrócić do dawnego mieszkania. Przez jakiś czas zatrzymały się u rodziny na Grochowie, a potem wynajęły mieszkanie przy ulicy Szczawnickiej na Pradze. Upływały kolejne miesiące. Wreszcie, po niemal rocznej rozłące, powrócił Pan Antoni. „To chyba było w czerwcu, nie wiem. Przed jakimś świętem. Czy przed Bożym Ciałem… jakieś było święto religijne i tata akurat wrócił.

Rodzina Spiraszewskich na wycieczce we Wrocławiu, 1948 r. Archiwum domowe Aliny Komperdy

 

Pani Alina Komperda podczas wizyty w Muzeum, Pruszków 18 II 2014

Powiązane hasła

”None