menu

Klucze – Jacek Ryszard Przygodzki

Jacek Ryszard Przygodzki w 1944 roku miał 11 lat. Był mieszkańcem Ochoty, gdzie zastał go wybuch Powstania Warszawskiego. Razem z matką Eugenią Przygodzką, babcią Ludwiką Reginą Bosacką oraz znajomym rodziny Jackiem Prandeckim, przechodząc przez punkt zborny na „Zieleniaku”, trafił do obozu Dulag 121. Od początku istnienia Muzeum Dulag 121 Jacek Ryszard Przygodzki jest naszym częstym gościem. W 2012 roku przekazał nam szczególnie ważną pamiątkę – klucze do warszawskiego mieszkania. Tego, które przyszło rodzinie Przygodzkich opuścić w dniu wygnania. Zanim trafiły one do zbiorów Muzeum były przechowywane przez długie lata przez Eugenię Przygodzką, a następnie przez jej syna. Prezentujemy Państwu przejmującą refleksję Jacka Ryszarda Przygodzkiego na temat tego, jakie symboliczne i emocjonalne znaczenie dla wygnanych z Warszawy miały klucze do ich utraconych domów.

Poznając Muzeum Dulag 121 zobaczyłem zbiór kluczy wyrzucanych przez warszawiaków wywożonych w nieznane z obozu. W nieznane – bo nikt nie wiedział, gdzie będzie skierowany transport, do którego go dołączono. Przeważało przekonanie, że jedziemy do któregoś z obozów koncentracyjnych, niczego lepszego nie spodziewano się po Niemcach.

Wyrzucenie kluczy jest jednak aktem symbolicznym. Był to symbol faktu, że ktoś został pozbawiony mieszkania, ale zarazem gest świadczący o braku jakiejkolwiek nadziei. Mieszkanie być może spaliło się lub zostało zrujnowane przez bombę, ale czy tym ludziom zabrakło wiary, że kiedyś będzie lepiej? Wyrzucając klucze chyba myśleli, że wszystko stracone.

Nie wszyscy jednak wyrzucali klucze od swoich spalonych mieszkań. Maria Kuncewiczowa w powieści pt. Klucze napisała:

„…Oto są te klucze. Leżą przede mną pod oknem, wychodzącym na ulice paryską w dzielnicy Montparnasse.

Ten największy otwiera klatkę schodową, po której ogień zszedł ze strychu do piwnicy i ani jednego stopnia za sobą  nie zostawił.

Ten drugi otwiera windę. Jej zardzewiały szkielet wpuszcza do wnętrza tylko wiatry, deszcz i obojętne spojrzenia.

Trzeci otwiera mieszkanie. Dwadzieścia lat zdradzonych mieszka w nim bez dachu.

Wszystkie moje klucze są kluczami do próżni…”

Ale jednak autorka woziła je ze sobą po całej Europie. Nie napisała dlaczego, co miały symbolizować. Może tylko pamiątkę, przedmiot przypominający przeszłość. Mam wrażenie, że można do tego dodać, że człowiek posiadający klucze od własnego mieszkania ma poczucie, że nie jest bezdomnym koczującym na ulicy. On ma mieszkanie, chociaż spalone.

Autorka w dalszej części książki jeszcze raz wymienia te klucze, tym razem dodając:

„…Czwarty – od nietkniętego paryskiego pokoju…..”

Domyślam się, że dla niej te klucze doczepione do aktualnego, który otwierał jednak konkretne drzwi do tymczasowego schronienia, miały być symbolem trwania, kontynuacji życia. Gdy w Londynie zbombardowano pensjonat, w którym mieszkała, dołączyła do kompletu jeszcze jeden niepotrzebny klucz – symbol.

Moja Mama też nie wyrzuciła kluczy. Jest ich mniej, chociaż są to dwa komplety. Są  dwa od mieszkania i dwa małe od kłódek, na które zamykało się składane kraty okienne (mieszkaliśmy na parterze, dlatego były kraty). Jeden z tych kompletów postanowiłem przekazać do Muzeum. Nigdy nie spytałem Mamy dlaczego je zachowała. Jakoś było to dla mnie oczywiste. Chociaż wyszliśmy z domu nawet bez walizek – a widziałem jak domy na naszej ulicy płonęły – nie mieliśmy poczucia, że wszystko stracone. Straciliśmy tylko mienie, ale było za co Bogu dziękować, bo przeżyliśmy.

Gdy po wielu latach (spędzonych m.in. w Pruszkowie) wróciłem do Warszawy przyczepiłem te klucze na pewien czas do kluczy od nowego mieszkania. Po każdej zmianie mieszkania czyniłem to ponownie. Chciałem w tym widzieć symbol kontynuacji życia wbrew temu złu, które nas spotkało, symbol nie poddawania się.

Powiązane hasła